Pszczelarze mają kłopoty. Ceny miodu w hurcie poniżej opłacalności. Mówią o likwidowaniu pasiek

Ceny miodu w sprzedaży detalicznej utrzymują się na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku, jednak stawki proponowane w hurcie są poniżej granicy opłacalności. Zdaniem niektórych z branży jest to spowodowane wysoką podażą miodu importowanego. Ostrzegaja, że jeśli sytuacja się nie zmieni, wielu pszczelarzy będzie zmuszonych do likwidacji swoich pasiek.
Pszczoły
Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Jak wynika z danych Instytutu Ogrodnictwa, w 2021 roku w Polsce było prawie 87,1 tys. pszczelarzy, w ciągu roku ich liczba wzrosła o 6 proc. Zwiększyła się także liczba rodzin pszczelich, gdzie odnotowano wzrost o 247,5 tys. Zdecydowana większość pszczelarzy, prowadzi średnie pasieki, które liczą od 21 do 50 uli i znajduje się tam ok. 724 tys. rodzin pszczelich. Większe przedsiębiorstwa, które zajmują się produkcją miodu i mają powyżej 80 uli, stanowią zaledwie 2 proc. wszystkich producentów. Z kolei gospodarstwa zawodowe, które mają ponad 150 uli, utrzymują ponad 122 tys. rodzin pszczelich.

Zobacz wideo Kaczyński powrócił i uderzył w stół. "Rząd zakazuje przywożenia do Polski zboża i innej żywności"

Pszczelarze będą likwidować pasieki

Produkcja miodu w Polsce wynosi ok. 20 tys. ton rocznie. Według danych Instytutu Ogrodnictwa, miód jest sprzedawany przede wszystkim w bezpośrednio i detalicznie. W 2021 roku w ten sposób pszczelarze wprowadzili na rynek blisko 88 proc. swojej produkcji.

Tegoroczne ceny są zbliżone do tych z 2022 roku i nie ma tu większych zmian. Pozostała część zbiorów jest sprzedawana w skupie hurtowym, ale w tym roku jest z tym duży problem. Stawki oferowane pszczelarzom w hurcie są na tak niskim poziomie, że są poniżej kosztów produkcji.

"O ile w handlu detalicznym nie jest jeszcze najgorzej, bo ceny utrzymują się na poziomie zbliżonym do zeszłorocznego, to już stawki oferowane pszczelarzom w hurcie, wołają o pomstę do nieba. Miody są absurdalnie tanie, trafiają się oferty skupu najtańszych odmian miodu w cenie 12-14 zł za kilogram" - czytamy na portalu farmer.pl. Stanisław Ból wiceprezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego w rozmowie z newseria.pl, podkreśla, że "jeżeli oferuje się pszczelarzowi cenę poniżej granicy opłacalności, to on będzie po prostu likwidować rodziny pszczele i o tym już się mówi". 

"Około 150 do 200 rodzin pszczelich - jeżeli ule są w dobrym miejscu, jest dużo pożytku (roślin miododajnych) i nie ma napszczelenia - pozwala pszczelarzowi godnie żyć. Jednak w takich przypadkach przy pszczołach pracuje nie tylko pszczelarz, ale cała jego rodzina, od dziadków po wnuki. Teraz przeliczając to na zyski, w ubiegłym roku czysty zysk netto z takiej pasieki liczącej 150 rodzin pszczelich wyniósł ok. 75 tys. zł. Jeżeli podzielimy to przez 12 miesięcy, to mamy kwotę pokazującą, ile ten pszczelarz zarabia miesięcznie. A jeśli podzielimy to dodatkowo przez liczbę osób w rodzinie, to już robi się nieciekawie, bo to pozwala tej rodzinie raczej na skromne warunki - tłumaczy Stanisław Ból.

Importowany miód sprawia, że polskie pasieki są na granicy opłacalności

Co jest przyczyną tak niskich ofert w sprzedaży hurtowej? Jak twierdzą pszczelarze, to duża podaż miodu importowanego, szczególnie z Chin oraz z Ukrainy. Jak wynika z danych resortu rolnictwa, w 2022 roku wyeksportowano z Polski ok. 15 tys. ton miodu naturalnego, a zaimportowano blisko 31,8 tys. Z kolei jak donosi "Tygodnik Rolniczy" w ubiegłym roku na polski rynek trafiło prawie 11 tys. ton ukraińskiego miodu, przez co hurtownie zdecydowały się nawet na wstrzymanie skupu. Jednak najwięcej miodu trafia do Polski z Chin. W 2022 roku było to prawie 16,4 tys. ton. "Jako Polski Związek Pszczelarski chcielibyśmy, żeby w sklepach pojawił się miód, na którego etykiecie byłoby napisane, że pochodzi na przykład z Polski, Argentyny, Ukrainy, Chin albo obojętnie z jakiego kraju zamiast hasła 'mieszanina miodów z Unii Europejskiej i spoza UE'" - mówi wiceprezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego. 

Podkreśla, że sektor pszczelarski jest bardzo ważny dla całego rynku rolniczego, ponieważ to od aktywności pszczół zależą zbiory wielu owoców i warzyw, które są zapylane przez te owady. "Rolnicy i sadownicy potrzebują pszczelarzy. Jeśli ich nie będzie, to ilość owoców będzie mniejsza, a jakość niższa, bo roślina zapylona przez pszczołę daje lepszy owoc. To dotyczy np. jabłoni, ale też rzepaku, gryki czy słonecznika" - wyjaśnia Stanisław Ból.

Więcej o: