Ambitne obietnice gospodarcze Morawieckiego. "Zarobki na poziomie francuskim". Ekonomiści sceptyczni

Mateusz Morawiecki ogłosił, że chce, aby średnie zarobki przed końcem trzeciej kadencji PiS-u osiągnęły wartość 10 tys. zł. Podczas przemówienia podzielił się również statystykami mającymi wskazywać na sukcesy obecnego rządu oraz ponownie skrytykował politykę poprzedników partii rządzącej. Zapowiedzi premiera spotkały się ze sceptyczną odpowiedzią ekonomistów.
Mateusz Morawiecki na konferencji programowej PiS w Końskich
Fot. Paweł Małecki / Agencja Wyborcza.pl

Podczas konferencji programowej Prawa i Sprawiedliwości (PiS), która odbyła się w sobotę 9 września w Końskich (woj. świętokrzyskie), premier Mateusz Morawiecki zapowiedział wzrost średniego wynagrodzenia do 10 tys. zł, który miałby nastąpić w przypadku kolejnej kadencji partii, w 2027 roku. W trakcie przemówienia odniósł się również do kilku innych planów oraz statystyk mających przedstawić skuteczność rządu.

Zobacz wideo Morawiecki zganił Trzaskowskiego. "Bawił się na imprezie, gdy Warszawa została zalana!"

Premier zapowiada średnie wynagrodzenie na poziomie Europy Zachodniej. "Obudziliśmy aspiracje Polaków"

- Wierzymy, że istnieje dekalog polskich spraw, a na samym szczycie tego dekalogu jest dbałość o Polskę - rozpoczął swoje wystąpienie Mateusz Morawiecki. Zdaniem premiera jednym z przejawów tej dbałości jest polityka gospodarcza kraju, która w przeciągu sześciu kolejnych lat miałaby doprowadzić do wzrostu średnich zarobków.

- Pierwszy raz od około 400 lat mamy szansę doprowadzić do tego, że za cztery, osiem lat, te państwa Europy Zachodniej, które dla nas zawsze były niedoścignionym wzorem, możemy dogonić w zarobkach. A nawet za osiem lat niektóre z nich będą nas gonić, a nie my ich - zapowiadał ambicje rządu premier.

Realizacją planów partii PiS miałaby spowodować rozwój gospodarczy, który byłby zarazem sprawiedliwy i solidarny, jak i spełniający aspiracje obywateli. - My obudziliśmy aspiracje Polaków - podkreślał Morawiecki w przemówieniu.

Sposobem na sprostanie tym aspiracjom miałby być wzrost średniego wynagrodzenia w Polsce, które do końca potencjalnej trzeciej kadencji PiS-u (2027 r.) miałoby wynosić przynajmniej 10 tys. zł. - To jest możliwe, ponieważ realizujemy konsekwentnie plan pomocy pracownikom, przedsiębiorcom, pracodawcom - mówił premier. - Realizujemy tę wizję, której ziarna zasiane były podczas pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości.

- Średnie zarobki za sześć lat na poziomie zarobków francuskich, ale bez płonących samochodów, bez wybitych szyb, plądrowanych sklepów, kościołów i szkół jak we Francji, jak w Marsylii czy Paryżu. Ta wizja jest możliwa - podkreślał premier.

Motyw bezpieczeństwa kilkukrotnie wracał podczas przemówienia Mateusza Morawieckiego. Premier powołał się na statystyki mówiące, że Polska należy do najbezpieczniejszych krajów na świecie. Nakłaniał również uczestników spotkania do udziału w referendum. - Nie możemy dopuścić do niekontrolowanej migracji, którą chcieli nam zapewnić Trzaskowski z Tuskiem - przestrzegał. - Obrońmy razem Polskę - nawoływał słuchaczy.

Morawiecki wyliczył sukcesy gospodarcze rządu. Krytyczne komentarze ekonomistów

- Nasz wzrost gospodarczy na koniec tego roku sięgnie 33 do 34 proc. Dla porównania, w czasach rządów Platformy było to nieco powyżej 23 proc. O 10 punktów procentowych więcej mimo kataklizmów, które na nas spadły - komentował premier podkreślając, że jest to jeden z najwyższych wyników w Unii Europejskiej.

Podczas przemówienia pochwalił również osiągnięcia rządu w eksporcie. - W tym roku mamy szansę osiągnąć historyczną granicę 2 bln zł. w eksporcie - zapowiadał. Podkreślił jednocześnie, że na początku pierwszej kadencji Prawa i Sprawiedliwości jego wysokość sięgała 750 mln zł.

Kolejnymi sukcesami na płaszczyźnie eksportu miałby być wzrost jego udziału w PKB z 47 proc. do 60 proc. oraz nadwyżka eksportowa wynosząca osiem proc. - Mamy nadwyżkę eksportową wyższą niż oni (Niemcy - red.). Kiedyś mogliśmy tylko o tym pomarzyć. To nasza polityka gospodarcza do tego doprowadziła - mówił Morawiecki.

Przejawem sukcesu rządu miał być również wzrost zysków z podatków. Premier Morawiecki zakomunikował, że dochody budżetu państwa z podatku VAT wzrosły o ponad 100 proc. pomimo obniżki jego stawki na więcej niż 500 towarów. Twierdzi również, że w ciągu rządów PiS zyski z podatku CIT wzrosły z 33 mld do 95 mld zł. - Blisko trzykrotny wzrost w ciągu ośmiu lat. Gdzie były, w jakich rajach, te pieniądze, panie Tusk? - pytał premier.

Zapowiedzi Mateusza Morawieckiego spotkały się z krytyczną opinią ekonomistów i internautów. Odniósł się do nich między innymi Jakub Karnowski na platformie X (dawniej Twitter). "Jeśli założymy obecny poziom inflacji w Polsce 10,1 proc. jako średni przez kolejne sześć lat - a to optymistyczne założenie biorąc pod uwagę nieodpowiedzialną politykę pieniężną - 10 tys. złotych za sześć lat będzie miało taką samą wartość jak dziś 5,6 tys. złotych" - pisał ekonomista. "W lipcu średnia pensja wyniosła 7 tys. 485 złotych. Czyżby Premier obiecał spadek średniego wynagrodzenia o jedną trzecią do 2030?" - pytał.

Więcej o: