- Uszkodzenie zarówno gazociągu, jak i kabla komunikacyjnego prawdopodobnie jest wynikiem działań zewnętrznych. Przyczyna uszkodzeń nie jest jeszcze jasna, dochodzenie jest kontynuowane we współpracy między Finlandią a Estonią - przekazał we wtorek prezydent Finlandii Sauli Niinisto, cytowany przez Agencję Reutera. Z kolei premier Finlandii Petteri Orpo dodał, że na ten moment nie można jednoznacznie wskazać, kto lub co spowodowało awarię.
Fińskie władze wyjaśniły, że naprawa gazociągu może potrwać miesiące, a ceny gazu w nadchodzącą zimę mogą nieco wzrosnąć. Gaz stanowi 5 proc. dostaw energii w Finlandii. Tymczasem estońskie i fińskie media donoszą o podejrzeniach, że za awarią może stać Rosja. O sytuacji z prezydentem Finlandii rozmawiał z sekretarz generalny NATO. Jens Stoltenberg napisał w mediach społecznościowych, że NATO wymienia się informacjami na temat zniszczeń i jest gotowe wspierać obu sojuszników.
Natomiast przewodniczący Rady Europejskiej zadeklarował pełne wsparcie dla Finlandii i Estonii oraz solidarność z tymi krajami po uszkodzeniu gazociągu biegnącego po dnie Bałtyku. Charles Michel poinformował w mediach społecznościowych, że rozmawiał na ten temat z premierami Estonii i Finlandii. "Unia Europejska jest zdecydowana zabezpieczyć i wzmocnić ochronę swojej infrastruktury krytycznej" - podkreślił szef Rady Europejskiej, dodając, że konieczne jest dogłębne śledztwo w sprawie wycieku gazociągu.
W weekend doszło do nagłego spadku ciśnienia w rurociągu Balticconnector, biegnącym po dnie Bałtyku. W niedzielę rano Estonia i Finlandia zamknęły gazociąg. Balticconnectoor został oddany do użytku prawie cztery lata temu - podmorska część ma długość 77 kilometrów. Dzięki niemu gaz z Finlandii może płynąć przez kraje bałtyckie i Polskę z ominięciem terytorium Rosji.