Surowce krytyczne zyskują coraz większą uwagę i coraz częściej stają się narzędziami w rękach polityków. Trudno się dziwić. Choć określenie "surowce krytyczne" jest szerokie i każdy podmiot ma nieco inną ich listę, chodzi zwykle o takie minerały czy metale, które są niezbędne do rozwoju nowych technologii, w tym tych dotyczących transformacji energetycznej. Są państwa, które trzymają duże kawałki tego tortu, zapewniając znaczącą większość podaży poszczególnych surowców. Takim państwem są Chiny. I napięcie na tym polu narasta.
Tym razem na celowniku Pekinu znalazł się grafit, wykorzystywany m.in. do produkcji akumulatorów. W piątek Chińczycy ogłosili, że wprowadzają restrykcje dotyczące eksportu tego minerału. Ograniczenia wejdą w życie 1 grudnia. Eksporterzy będą musieli występować po specjalne zezwolenia dotyczące wywożenia z kraju kilku rodzajów grafitu, w tym grafitu o wysokiej czystości oraz naturalnego grafitu płatkowego i produktów z niego pochodzących. Już wcześniej tymczasowe ograniczenia resortu handlu dotyczyły trzech rodzajów produktów z grafitu - i one także trafiły na nową listę restrykcji.
Według chińskiego ministerstwa handlu, przykręcenie kurka z eksportem grafitu "sprzyja zapewnieniu bezpieczeństwa i stabilności globalnego łańcucha dostaw i łańcucha przemysłowego oraz sprzyja lepszej ochronie bezpieczeństwa narodowego i interesów" (przytaczamy za Agencją Reutera). Jak mówi analityk Chang Ke, firmy konsultacyjnej Mysteel, cytowany przez Reutersa, krok Chińczyków zapewni dostępność grafitu dla krajowych celów militarnych, na przykład w lotnictwie, a także dla lokalnej produkcji akumulatorów.
Grafit znalazł się w unijnym wykazie surowców krytycznych. To takie surowce, które są bardzo ważne dla gospodarki, ale dostęp do nich lub możliwości ich przetwarzania są ograniczone. Takich surowców UE wyodrębniła 34, z czego 17 trafiło na listę surowców strategicznych - w tym grafit naturalny. "Popyt na nie ma rosnąć wykładniczo, a ich produkcja jest złożona, dlatego istnieje wyższe ryzyko wystąpienia problemów z podażą" - wyjaśniała UE.
Warto tutaj zauważyć, że Chiny są największym globalnym producentem naturalnego grafitu - zapewniają 67 proc. dostaw, to tego mają aż 90 proc. udziałów w rynku rafinowanego grafitu. Ograniczenia mogą nasilić wyścig po grafit z innych niż chińskie źródeł i wywołać napięcia dotyczące podaży tego minerału. Na razie z ruchu chińskiego ministerstwa handlu ucieszył się lokalny rynek - na piątkowej sesji giełdowej w Chinach rosły notowania krajowych producentów baterii i samochodów elektrycznych.
Pekin zapewnia, że decyzja ws. restrykcji w eksporcie nie jest wymierzona w żaden konkretny kraj. Reuters przypomina na marginesie, że chiński grafit kupowany jest przede wszystkim przez Japonię, Stany Zjednoczone, Indie i Koreę Południową. Ale chiński zakaz dotyczy też naszego kraju. "Polska jest trzecim największym – po USA i Korei Płd. – odbiorcą towarów, które zostaną objęte restrykcjami. Według chińskich danych ich sprzedaż do Polski wyniosła w pierwszych 9 miesiącach roku 424 mln dol." - podaje Maciej Kalwasiński, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.
Trudno w tej sytuacji nie zauważyć politycznych napięć, jakie w ostatnim czasie pojawiają się w kontekście minerałów i surowców ważnych dla m.in. motoryzacji czy "zielonych" technologii. Zaledwie kilka dni temu Stany Zjednoczone poszerzyły ograniczenia dotyczące dostępu chińskich firm do technologii półprzewodników. Waszyngton chce w ten sposób nie dopuścić chińskiej armii do swoich technologii. Także Unia Europejska uderza w Chiny, rozważając nałożenie ceł na samochody elektryczne z Chin. Tutaj jako tło pojawiają się obawy przed zalaniem unijnego rynku tymi pojazdami, których ceny, jak argumentuje Bruksela, są sztucznie zaniżane za pomocą ogromnych dotacji Pekinu - argumentowała przed miesiącem szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
W lipcu tego roku prezes Renault, Jean-Dominique Senard, wyrażał swoje obawy dotyczące konkurencją ze strony chińskich "elektryków", mówiąc, że po wprowadzeniu zakazu sprzedaży samochodów spalinowych w UE, takie samochody jak "tsunami" zaleją europejski rynek. "Przez ostatnich 25 lat Chiny przejmowały kopalnie na świecie i przetwarzanie surowców krytycznych, niezbędnych do produkcji samochodów elektrycznych" - przypominał, cytowany przez Reutersa. Jego zdaniem w Europie "nie mamy niemal niczego", a choć odbudowa sektora wydobywczego już się rozpoczęła, to zajmie przynajmniej dekadę. "Jeśli dojdzie do prawdziwego kryzysu geopolitycznego, dla fabryk akumulatorów zasilanych wyłącznie produktami pochodzącymi z zewnątrz szkody będą znaczne" - ostrzegał, dodając chwytliwe hasło: "Wojna przyszłości będzie wojną o metale".
Więcej na temat surowców krytycznych piszemy tekście: "Nadchodzi czas nowej ropy i nowego złota. 'Wojna przyszłości będzie wojną o surowce krytyczne'" pod TYM LINKIEM.
Latem tego roku Chiny wprowadziły ograniczenia dotyczące eksportu innych kluczowych metali: galu i germanu. Restrykcje weszły w życie w lipcu, skutkiem czego eksport tych produktów spadł w sierpniu do niemal zera. German stosuje się w technologiach związanych z energią solarną (panele słoneczne), światłowodach czy noktowizorach. Gal z kolei przy produkcji chipów do telefonów komórkowych i komunikacji satelitarnej, diod LED oraz półprzewodników.