Samochód, który zaparkowano przy ul. Legionów w Łodzi mimo ostrzeżeń dotyczących remontu, w piątek 3 listopada został otoczony betonem. Zdjęcia i filmy z miejsca zdarzenia zyskały ogromną popularność w sieci i stały się motywem wielu memów i parodii. W nocy z 4 na 5 listopada auto w tajemniczych okolicznościach zniknęło ze swojej słynnej lokalizacji. Lokalne media donoszą jednak, że udało się je odnaleźć.
"Dziennik Łódzki" w poniedziałek 6 listopada poinformował, że słynny samochód stoi na parkingu na tyłach Manufaktury, czyli ok. cztery kilometry od ul. Legionów. Jak przekazał lokalny dziennik, auto wciąż ma brudne opony po swojej "przygodzie". W pobliżu z kolei od rana stał zmotoryzowany patrol straży miejskiej. Spekulowano, że czekali oni na właściciela, by go złapać i ukarać.
Same służby jednak zaprzeczają. Leszek Wojtas z łódzkiej straży miejskiej twierdził, że strażnicy nie czekają na kierowcę, bo może się on znaleźć nawet za kilka dni. Nie wytłumaczył jednak, co tam robili od kilku godzin. Straży udało się za to ustalić właścicieli samochodu, bo jak się okazało, jest ich dwóch. Teraz trzeba będzie ustalić, który z nich auto użytkował i zaparkował na remontowanym odcinku.
Dziennik wskazuje, że mimo medialności sprawy kierowcy nie grozi wiele. Za zaparkowanie za znakiem B-36 (zakaz zatrzymywania się) można zostać ukaranym mandatem w wysokości 100 zł i jednym punktem karnym. Sprawa może się jednak skomplikować, jeśli wykonawca lub inwestor zgłosiłby sprawę do sądu i oskarżył kierowcę o straty spowodowane jego parkowaniem. Wtedy w grę mogłoby wejść nawet wielomilionowe odszkodowanie.