Jak ustaliło RMF 24, polska policja wyprowadza ukraińskie ciężarówki z dwóch parkingów buforowych zlokalizowanych w Młynach i Hruszowicach, a następnie eskortuje je autostradą A4 bezpośrednio do przejścia granicznego Korczowa-Krakowiec (woj. podkarpackie). Konwoje prowadzone przez funkcjonariuszy liczą po 25 pojazdów ciężarowych.
Autostrada A4 przeznaczona jest dla samochodów osobowych. Jeszcze do niedawna, za sprawą zakazu wjazdu, kierowcy ciężarówek, którzy zmierzali do granicy z Ukrainą, korzystali z drogi nr 94. Trasa ta została jednak zablokowana przez protest polskich przewoźników. Z powodu strajku ukraińskie samochody ciężarowe zmuszone były czekać w długiej kolejce na wyjazd z Polski. Niespodziewanie policja rozpoczęła akcję eskortowania ciężarówek z Ukrainy, tym samym zezwalając na ich wjazd na autostradę A4. - Z nieoficjalnych informacji wiem, że powstał jakiś sztab kryzysowy, który wydał takie polecenie policji, aby takie coś wprowadziła - przekazał w rozmowie z RMF 24 Tomasz Borkowski, członek Komitetu Obrony Przewoźników i Pracodawców Transportu oraz przewodniczący strajku w Korczowej.
Jak twierdzi Borkowski, funkcjonariusze nie uprzedzili organizatorów protestu przed rozpoczęciem akcji wyprowadzania ukraińskich przewoźników. Działania służb sprawiły, że blokada polskich przewoźników nie spełnia już swojej roli. - Zrobiono nas w bambuko - ocenił. Przewodniczący strajku podkreślił również, że jego uczestnicy poszli już na ustępstwa i pozwolili na przejazd pięciu zamiast jednej ciężarówki na godzinę. - Do tej pory zachowywaliśmy się bardzo grzecznie i pokojowo i nadal uważamy, że tak to powinno wyglądać, ale nie będę ukrywał, że chłopaki, które tam marzną w jesiennej pogodzie, są bardzo zirytowani zaistniałą sytuacją. Zostaliśmy odstawieni na boczny tor - skwitował.
Protest polskich przewoźników trwa od poniedziałku, 6 listopada i obejmuje kilka przejść granicznych na terenie różnych województw. Pracownicy branży transportowej domagają się wprowadzenia zezwoleń komercyjnych dla ukraińskich przewoźników, z pominięciem transportów o charakterze pomocy humanitarnej i zaopatrzenia wojskowego. Przedstawiciele polskiego sektora transportu czują się poszkodowani również za sprawą braku konieczności wykonywania kontroli w ukraińskich firmach, które powstały po wybuchu wojny na Ukrainie. Uczestnicy strajku chcą zawieszenia ich licencji. - Wszyscy ci ludzie są dotknięci mesjanistyczną wschodnią polityką PiS-u, która oddaje ostatnią koszulę naszym kosztem - cytuje słowa Krzysztofa Bosaka Business Insider. Jeszcze przed rozpoczęciem strajku Konfederacja zapowiedziała wsparcie dla polskich przewoźników.