Szymon Hołownia, nowy marszałek Sejmu, w swoim expose po objęciu urzędu zapewniał, że w jego gabinecie nie ma miejsca na sejmową zamrażarkę. Lider Polski 2050 i Trzeciej Drogi ogłosił właśnie, że trafiły do niego pierwsze projekty ustaw w parlamencie nowej kadencji. "Otrzymałem cztery pierwsze projekty ustaw - po dwa autorstwa Lewicy i Konfederacji. Wszystkie będą procedowane po ukonstytuowaniu komisji. W moim gabinecie nie ma miejsca na sejmową zamrażarkę" - napisał na platformie X.
Nowa Lewica tuż przed pierwszym posiedzeniem Sejmu X kadencji ogłosiła, że złoży dwa projekty ustaw: jedna dotyczy legalnej aborcji do 12. tygodnia, a druga dekryminalizacji pomocy w przerywaniu ciąży. Konfederacja natomiast ustawy o kwocie wolnej od podatku PIT do 60 tys. zł oraz o dobrowolnym ZUS dla przedsiębiorców.
Agnieszka Dziemianowicz-Bąk w miniony weekend przekazała, że Rada Krajowa zobowiązała parlamentarzystów Nowej Lewicy do tego, by złożyli w Sejmie niezwłocznie dwie ustawy ws. przerywania ciąży. - Po pierwsze, ustawę gwarantującą legalną, bezpieczną, bezpłatną aborcję do 12. tygodnia ciąży. Po drugie, ustawę ratunkową, ustawę dekryminalizującą pomoc w przerywaniu ciąży, czyli wykreślenie art. 152 z Kodeksu karnego (za pomoc ciężarnej kobiecie w przerwaniu ciąży grozi nawet do ośmiu lat więzienia- dop.red.) - mówiła posłanka. Dziemanowicz-Bąk wyjaśniała, że obie te ustawy są "orężem w walce o to, żeby każda Polka, każda dziewczyna, każda kobieta w Polsce czuła się i faktycznie była bezpieczna i miała prawo do decydowania sama o sobie". Dodała przy tym, że oba projekty są traktowane przez Lewicę jako "priorytetowe". - Będziemy szukać większości, przede wszystkim dla dekryminalizacji, bo jest projekt, który może zostać przyjęty. Mamy głosy, że w Trzeciej Drodze, szczególnie w Polsce 2050, są parlamentarzystki i parlamentarzyści, którzy deklarują, że mogą taki projekt poprzeć. Są też tacy, którzy mówią otwarcie, że poprą projekt o liberalizacji prawa aborcyjnego - komentowała posłanka Katarzyna Kotula.
Z kolei Konfederacja przy swoich projektach ustaw zaliczyła już na starcie kompromitującą wpadkę. Eksperci już wczoraj w projekcie ustawy dotyczącym kwoty wolnej od podatku wytknęli Konfederacji potężny błąd. W jednym z punktów można było przeczytać, ze "kwota zmniejszająca podatek (...) wynosi 12-krotność minimalnego wynagrodzenia za pracę (...) ale nie może być niższa niż 60 000 złotych". Błąd w tym zapisie wychwyciła Małgorzata Samborska, doradca podatkowy w Grant Thornton. Otóż jej zdaniem "jeśli 'kwota zmniejszająca podatek' ma faktycznie wynosić nie mniej niż 60 tys. zł, to znaczy, że kwota wolna wyniesie 500 000 zł". Ekspertka dodała, że obecnie kwota zmniejszająca podatek wynosi 3 600 zł, co przekłada się na kwotę wolną 30 000 zł.
Niedługo potem Konfederacja złożyła autopoprawkę do projektu ustawy. Jednak i tym razem ugrupowanie, zdaniem Małgorzaty Samborskiej, nie ustrzegło się błędu. "Nie chcę się czepiać, ale tym razem zostało wyeliminowane z art 27 sformułowanie 'kwota zmniejszająca podatek', a do niego odwołuje się ustawa PIT w 16 miejscach, w szczególności przy zaliczkach..." - napisała na platformie X.
Przed złożeniem projektów ustaw, a zwłaszcza tego dotyczącego kwoty wolnej, Przemysław Wipler z Konfederacji oznajmiał, że ma być to swoista "pomoc Donaldowi Tuskowi. "Złożyliśmy dzisiaj pierwszy projekt ustawy: podniesienie kwoty wolnej do 60 tysięcy złotych. Pomagamy @donaldtusk w realizacji "stu konkretów na sto dni". Jeśli @szymon_holownia poważnie podchodzi do likwidacji 'zamrażarki sejmowej', projekt bardzo szybko wejdzie w życie" - pisał na platformie X. Ale jak widać, ta "akcja pomocowa" nie potoczyła się póki co po myśli pomagającego.