Ostatnia decyzja w sprawie stóp procentowych w tym roku jednocześnie będzie ostatnią z rządem sił sprawujących władzę polityczną w Polsce przez ostatnich osiem lat. Zwyczajowo powinna być też decyzją przewidywalną i nudną - w grudniu Rada Polityki Pieniężnej - organ decyzyjny Narodowego Banku Polskiego - zwykle nie decydowała się na zmiany.
Ekonomiści i analitycy są zgodni: nic nie wskazuje na to, by RPP miała ochotę zmieniać poziom stóp procentowych, zatem główna stopa powinna zostać na poziomie 5,75 proc. "Wsparciem dla naszej prognozy zakładającej status quo w polityce pieniężnej jest treść komunikatu po listopadowym posiedzeniu RPP. Rada podkreśliła w nim niepewność co do kształtu przyszłej polityki fiskalnej i regulacyjnej oraz jej wpływu na inflację, a także dokonane w poprzednich miesiącach dostosowanie stóp procentowych NBP jako główne argumenty na rzecz ich stabilizacji" - napisali w uzasadnieniu swojej prognozy ekonomiści Credit Agricole.
mBank spodziewa się, że stopy procentowe pozostaną na obecnych poziomach nawet do marca przyszłego roku, kiedy RPP dostanie paczkę nowych prognoz inflacyjnych. "Obecnie motyw komunikacji to niepewność związana z kierunkiem polityki fiskalnej i oczekiwanie na marcową projekcję. Do tego czasu przekaz z RPP się nie zmieni. Same stopy nie zmienią się nawet dłużej (w naszej ocenie)" - stwierdzają eksperci tego banku.
Bardzo podobnie wygląda głos z banku PKO BP. "Zakładamy, że Rada pozostawi stopę referencyjną na poziomie 5,75 proc., kolejne miesiące w polityce pieniężnej będą spokojne, a dyskusja o ewentualnych zmianach stóp może powrócić w marcu, kiedy znane będą, przynajmniej krótkookresowe, perspektywy polityki fiskalnej oraz nowa projekcja NBP dla PKB i inflacji" - czytamy w porannej analizie.
Niepewność bierze się z tego, że wpływ na poziom inflacji mogą mieć decyzje gospodarcze nowego rządu - takie jak kwestia VAT na żywność (na razie obowiązuje obniżona stawka do zera) czy zamrożenia cen energii.
Inflacja w ostatnich miesiącach hamowała i w listopadzie jeszcze troszeczkę spadła - do poziomu 6,5 proc. rok do roku z 6,6 proc. w październiku (to wstępny, tak zwany szybki szacunek GUS). Ale to może być tymczasowy koniec wyraźnego dezinflacyjnego kursu, bo miesiąc do miesiąca widać odbicie - w tym ujęciu ceny wzrosły o 0,7 proc., najmocniej od kwietnia. Zatem dane za grudzień już lepsze nie będą, a być może zobaczymy nawet lekki wzrost inflacji, także w ujęciu rocznym. Warto też zauważyć, że cel inflacyjny nadal daleko - ostatni raz wskaźnik był z nim zgodny 33 miesiące temu. Ten cel to 2,5 proc. (RPP dopuszcza odchylenie od celu o jeden punkt procentowy w obie strony, czyli między 1,5 a 3,5 proc.).
Sama decyzja nie powinna zaskoczyć (choć nie można być tego oczywiście zupełnie wykluczyć, bo niespodzianki się przecież zdarzały, czasem potężne - jak wrześniowa drastyczna obniżka stóp). Większe zainteresowanie może obudzić czwartkowa konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego, choć i tutaj nie wszyscy mają przesadnie duże oczekiwania.