Prezydent Czech zaskoczył ws. przyjęcia euro. W Polsce też znów się zakotłowało

Prezydent Czech Petr Pavel powiedział w orędziu noworocznym, że jego kraj powinien rozpocząć podejmowanie "konkretnych kroków" w kierunku przyjęcia euro. Polska - przynajmniej na razie - takich kroków nie stawia, ale temat ponownie u nas rozgorzał za sprawą publikacji "Rzeczpospolitej".
France Czech Republic
Fot. Christophe Ena / AP Photo
Najwyższy czas, abyśmy po latach zaczęli podejmować konkretne kroki, które doprowadzą nas do wypełnienia tego zobowiązania

- powiedział prezydent Czech Petr Pavel w orędziu noworocznym. Dodawał, że "pomimo niekończących się dyskusji na temat zalet i wad euro dla kraju o otwartej i nastawionej na eksport gospodarce, leżącego w centrum Europy, logiczną przyszłością jest wspólna waluta". Deklaracja była dość zaskakująca dla czeskich ekonomistów.

Zobacz wideo Arkadiusz Stempin: Wyciąganie tomahawka w rozmowach z UE jest szkodliwe

Czy Czechy wejdą do strefy euro?

Mimo jasnej oceny prezydenta Czech, oczywiście nic więcej się w sprawie przyjęcia tej waluty przez naszych południowych sąsiadów na razie się nie dzieje. Przeciwnikiem wymiany czeskiej korony na euro jest tamtejszy bank centralny. Również premier Czech Petr Fiala mówił kilka miesięcy temu, że przyjęcie euro nie jest planem na tę kadencję. Co ciekawe, z opublikowanego jesienią raportu Ministerstwa Finansów i Narodowego Banku Czeskiego wynika, że czeska gospodarka jest dobrze dostosowana do wejścia do strefy euro. Brakuje natomiast woli politycznej po stronie środowiska premiera Fiali (choć pozostałe ugrupowania opozycyjne są za wspólną walutą).

Również badanie Eurobarometr, na które w październiku powoływał się Bloomberg, wskazuje, że w Czechach odsetek osób popierających przejście na euro jest najniższy spośród krajów UE z własną walutą. Jednocześnie agencja zauważała, że coraz większa część gospodarki operuje na euro, m.in. już około 20 procent całego krajowego handlu odbywa się w tej walucie. Około 80 proc. czeskiego eksportu trafia do UE, a niektóre duże firmy już korzystają z możliwości składania zeznań podatkowych w euro.

Do strefy euro nie należy siedem krajów UE. To: Polska, Czechy, Węgry, Dania, Szwecja, Rumunia i Bułgaria. Ten ostatni kraj ma jednak przyjąć euro za rok, od początku 2025 r.

  • Więcej o gospodarce przeczytaj na stronie głównej Gazeta.pl

Euro a sprawa polska

Temat przyjęcia euro co jakiś czas odżywa także w Polsce i właśnie we wtorek stało się to ponownie, tym razem za sprawą publikacji "Rzeczpospolitej". Gazeta pisze o "utraconych zyskach z euro" i przekonuje, że "ekonomiści są zgodni" jeśli chodzi o potrzebę przyjęcia w Polsce europejskiej waluty. Ci zwracają uwagę, że euro nad Wisłą oznaczałoby m.in. wzrost wiarygodności polityki gospodarczej, niższe stopy procentowe, tańsze kredyty czy wyższą efektywność.

To wywołało wiele emocji w mediach społecznościowych. "uaktywnili" się choćby posłowie PiS.

Machina propagandowa ruszyła. Wprowadzenie euro jest kolejnym etapem w budowie europejskiego superpaństwa

- napisał Jacek Sasin. 

Być może zgoda panuje wśród ekonomistów-rozmówców "Rzeczpospolitej", natomiast mimo wszystko sprawa wejścia do strefy euro nie jest zero-jedynkowa, a opinie ekspertów różne. Wśród argumentów za przyjęciem europejskiej waluty pojawiają się m.in. te o korzyściach ze ściślejszej integracji europejskiej, spadku ryzyka kursowego i związanym też z nim mniejszym ryzyku dla kraju na rynkach kapitałowych (przy emisji obligacji). Z drugiej strony jednak, przyjęcie euro oznaczałoby też m.in. oddanie odpowiedzialności za politykę pieniężną z NBP do Europejskiego Banku Centralnego. Oczywiście mielibyśmy częściowy wpływ na decyzje EBC, ale jednak nie pełny, a ruchy EBC nie musiałyby być korzystne konkretnie dla Polski. Konieczność powiązania złotego z euro trwałym kursem (w ramach mechanizmu ERM II, czyli "przedsionka" przed wejściem do strefy euro), a następnie całkowita rezygnacja z własnej waluty (i własnej polityki pieniężnej) mogłyby także utrudniać elastyczne reagowanie w czasach kryzysów. 

Przyjęcie euro jest jednym z naszych zobowiązań akcesyjnych, ale to deklaracja bezterminowa. Warto też pamiętać, że przyjęcie w Polsce euro wymagałoby m.in. zmiany Konstytucji, a trudno sobie wyobrazić w Sejmie większość 2/3 głosów ku temu. Łatwiej byłoby "umieścić" Polskę w mechanizmie ERM II, polegającym na wprowadzeniu kursu złotego wobec euro w dopuszczalnym korytarzu wahań. Do tego formalnie jest potrzebny podpis ministra finansów i prezesa NBP. I właśnie na tym prezes polskiego banku centralnego Adam Glapiński oraz Prawo i Sprawiedliwość budują dużą część swojej opowieści wokół "przysłanego" przez Berlin i/lub Brukselę Donalda Tuska i ataków na niezależność NBP.

Tu chodzi o zrealizowanie niemieckiego planu - obalenia rządu PiS, ustanowienia jakiegoś "rządu Tuska" i wprowadzenia nas do strefy ERM II (...). Po wejściu do strefy euro przestaniemy gonić bogate kraje Unii, zostaniemy już na zawsze ubogim krewnym

- grzmiał w 2022 r. w rozmowie z tygodnikiem "Sieci" prezes Glapiński. Podobnych wypowiedzi jego, prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i szeregu innych akolitów PiS było w ostatnich latach mnóstwo.

Żadne twarde deklaracje ze strony premiera Donalda Tuska jeśli chodzi o wejście Polski do strefy euro, nie padły. Nie jest natomiast tajemnicą, że nowa koalicja rządząca oraz związane z nią zaplecze eksperckie są zwykle znacznie entuzjastyczniej nastawione do szerokiej integracji europejskiej.

Więcej o: