Zostawiła samochód na szpitalnym parkingu, żeby zająć się chorym synem. Otrzymała "kosmiczny" paragon

Matka chłopca, który choruje na dystrofię mięśniową Duchennea, opisała sytuację, jaka spotkała ją w czasie pobytu jej syna w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku. Kobieta przejechała ponad 500 kilometrów, by zapewnić dziecku profesjonalną rehabilitację w placówce. Pomimo początkowych zapewnień obsługi przyszpitalnego parkingu o darmowym postoju, matka chłopca na zakończenie pobytu otrzymała paragon na kwotę 380 złotych.
Parking dla osób z niepełnosprawnością
Fot. Robert Robaszewski / Agencja Wyborcza.pl

Według kobiety, jedna z pracownic parkingu miała poinformować ją, że w przypadku posiadania legitymacji osoby z niepełnosprawnością, postój przed szpitalem będzie darmowy. Po dziesięciodniowym pobycie w placówce okazało się jednak, że taki dokument nie jest wystarczający.

Zobacz wideo Studio Biznes odc. 180

"Kosmiczny" paragon za postój na szpitalnym parkingu. Interweniuje Rzecznik Praw Pacjenta

Jak wynika z obszernego postu opublikowanego w mediach społecznościowych, przy wyjeździe z parkingu inna pracownica stwierdziła, że niezbędna jest także karta parkingowa, której matka chłopca nie posiadała. Pomimo okazania przez kobietę dokumentów medycznych poświadczonych przez lekarzy i pielęgniarki, nie chciano wypuścić jej bez uiszczenia opłaty. Ta z kolei, jak przyznała mama chłopca, stanowiła kwotę na "pół miesiąca na przeżycie". 

- Nawet dzwoniłam do dyrektora parkingu i on też nie widział podstaw, dlaczego mam nie płacić, więc mówię, że zostałam wprowadzona w błąd - że jeśli mam legitymację osoby niepełnosprawnej, to nie będę płacić - relacjonowała w rozmowie z portalem rynekzdrowia.pl. Zaznaczyła, że dla niej kwota do zapłaty jest "kosmiczna". W związku ze sprawą rynekzdrowia.pl zwrócił się do Rzecznika Praw Pacjenta z prośbą o stanowisko. W odpowiedzi Bartłomiej Chmielowiec napisał, że podjął stosowne działania, czyli wystąpił o stanowisko białostockiego szpitala w kwestii funkcjonowania parkingu. "Słusznie bowiem zaznaczono, że w tym przypadku nie chodziło o odwiedzenie pacjenta, a sprawowanie ciągłej opieki pielęgnacyjnej przez matkę względem jej dziecka" - podkreślił rzecznik. 

Szpital umywa ręce. W sprawie jest słowo przeciwko słowu

Jak się okazuje, właścicielem parkingu jest Uniwersytet Medyczny, który jednak przekazał zarządzanie tym terenem firmie Green Parking. W związku z tym pomimo deklarowanych prób pomocy placówka umywa ręce, ponieważ "nie ma wpływu na działania firm zarządzających". Zastępca dyrektora ds. ekonomicznych Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku podkreślił z kolei, że placówka nie otrzymuje żadnego przychodu z tytułu zarządzania parkingu przez firmę Green Parking.

Uniwersytet Medyczny, który jest właścicielem parkingu, również nie jest w stanie zająć konkretnego stanowiska w opisywanej sprawie. Kanclerz uczelni tłumaczy, że nie ma "żadnych dowodów zawierających utrwalony przebieg zdarzenia". - Na podstawie karty parkingowej osoby niepełnosprawnej (pkt 13 regulaminu parkingu) można bezpłatnie parkować na każdym ogólnodostępnym miejscu parkingowym, tymczasem, jak wynika z załączonego materiału, osoba pisząca wprost wskazuje, że nie ma takiego uprawnienia - stwierdził kanclerz UM w Białymstoku. Jak wyjaśnił dyrektor biura regionalnego spółki Green Parking, "obsługa parkingu nie potwierdziła faktu udzielenia klientce jakiejkolwiek ustnej informacji dotyczącej możliwości bezpłatnego pobytu na parkingu na podstawie legitymacji osoby niepełnosprawnej". Oznacza to, że w sprawie słowo kobiety jest przeciwko słowu obsługi parkingu. 

Więcej o: