Na działalność Z Liścia składają się trzy lokale zlokalizowane w Katowicach. Główna restauracja mieści się przy ul. Mikołowskiej, a mniejsze bistro otworzyły się kolejno przy ul. Zabrskiej i Wojewódzkiej. Do niedawna sieć słynęła z oferowania klientom wyłącznie wegetariańskich i wegańskich dań.
Sytuacja zmieniła się, gdy pod wpływem inflacji cen prądu i produktów spożywczych drastycznie wzrosły koszty utrzymania. Mimo prób inwestowania w reklamę czy wprowadzania nowych dań do bistro nie udało się przyciągnąć wystarczającej liczby klientów. W grudniu ubiegłego roku zapadła decyzja o wprowadzeniu do menu restauracji potraw mięsnych.
- Widzieliśmy w tym szansę. Dla przykładu - moja żona je mięso i zawsze, gdy razem wychodziliśmy, wybierana była restauracja z mięsem i opcjami wegańskimi. Chcieliśmy, by tak samo było u nas - tłumaczył w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" właściciel bistro Stanisław Maciaszek, który sam jest wegetarianinem. Jednocześnie podkreślił, że restauracja wciąż "stawia na dobrostan zwierząt" poprzez wybieranie jajek z chowu ekologicznego i sprawdzanie dostawców mięsa. W lokalu pojawiło się także psie menu, "żeby każdy czuł się u nas ugoszczony".
Ogłoszenie zmian w bistro w mediach społecznościowych spotkało się z falą negatywnych komentarzy. - Pisano, że będziemy sprzedawali zwłoki, że będzie śmierdziało i że będziemy gotować posiłki mięsne wraz z roślinnymi, co jest bzdurą. Radzono nam, że mamy się zamknąć "z klasą". Na grupach dla wegetarian odradzano, by nas odwiedzać. Ktoś zagroził, że będzie dzwonił do firm, które u nas zamawiały, żeby tego dłużej nie robiły. - wymieniał GW właściciel Z Liścia. Całe zjawisko określił mianem "lawiny hejtu".
Lokale pod szyldem Z Liścia funkcjonują jako przedsiębiorstwo społeczne, założone przez Śląskie Centrum Profilaktyki i Psychoterapii. Zatrudnienie znajdują w nich osoby, które mają problem z odnalezieniem się na rynku pracy, próbują wyjść z choroby uzależnieniowej lub przyjechały do kraju w wyniku wojny w Ukrainie. - Idee muszą się czasem konfrontować z rzeczywistością. Mieliśmy do wyboru - zamknąć i wyrzucić 22 osoby na bruk albo nadal próbować. Na razie zobaczymy, jaki przyniesie to efekt - skwitował Maciaszek.
Złość i oburzenie wśród wegetarian oraz wegan miał szansę wzbudzić także poseł Janusz Kowalski z Suwerennej Polski. Jak informowaliśmy w poprzednim artykule, podczas "dwutygodniowego" rządu Mateusza Morawieckiego jako wiceminister rolnictwa złożył on projekt, którego celem była "ochrona produktów mięsnych". Wedle założeń zastrzeżeniu miały ulec takie nazwy jak kiełbasa czy wędlina. Uniemożliwiłoby to stosowanie tego typu nazewnictwa w stosunku do roślinnych alternatyw produktów, takich jak np. kiełbasa wegetariańska czy szybka roślinna.
Pomysł skrytykowała Polska Federacja Producentów Żywności. "Proponowane ograniczenie stosowania nazw można uznać za dyskryminację całego sektora produktów roślinnych względem sektora produkcji wyrobów pochodzenia zwierzęcego" - oceniono.