Janusz Kowalski chciał zakazać "bezmięsnej kiełbasy". Sprawdzamy, co zrobi nowy rząd

Czym zajmował się dwutygodniowy rząd PiS? Między innymi próbą zakazania nazw takich jak "roślinna kiełbasa" czy "wegetariańska wędlina". Kadencja wiceministra Janusza Kowalskiego szybko upłynęła, ale projekt pozostał. Nowy rząd na razie nie zdecydował, co z nim zrobić.
Jedzenie roślinne
fot. Łukasz Krajewski / Agencja Wyborcza.pl

Poseł Janusz Kowalski z Suwerennej Polski chciał - jeszcze jako wiceminister rolnictwa - "chronić rynek produktów mięsnych". Ochrona ta miała polegać na zastrzeżeniu nazw jak kiełbasa czy wędlina tylko dla produktów z mięsa. To w praktyce oznaczałoby zakaz nazywania tzw. roślinnych alternatyw "wegetariańską kiełbasą" czy "roślinną szynką".

Zobacz wideo Dominika Lasota: Wzięcie się za zieloną transformację oznacza szczerą rozmowę z górnikami i górniczkami

"Dwutygodniowy" rząd Mateusza Morawieckiego - zgodnie z przewidywaniami - nie znalazł większości w Sejmie. Teraz los rozporządzenia leży w rękach nowego ministra rolnictwa Czesława Siekierskiego (PSL). Zapytaliśmy ministerstwo rolnictwa, czy nowe kierownictwo dalej będzie pracować nad projektem.

Formalnie zakaz "wegańskich kiełbas" wprowadziłaby zmiana Rozporządzenia Ministra Rolnictwa w sprawie znakowania poszczególnych rodzajów środków spożywczych. Co dzieje się w tej chwili z projektem Janusza Kowalskiego? 

Jak poinformowało w odpowiedzi na nasze pytania Ministerstwo Rolnictwa, do 8 stycznia trwają (zaplanowane jeszcze przez poprzednią ekipę) konsultacje społeczne. Resort nie odpowiedział, czy zrezygnuje z projektu poprzedników, czy go odrzuci - decyzja ma zostać podjęta po zapoznaniu się kierownictwa ministerstwa z wynikiem konsultacji.

"Po zakończeniu konsultacji zostaną przekazane Kierownictwu MRiRW materiały opisujące otrzymane stanowiska w celu podjęcia przez Kierownictwo decyzji co do dalszych działań odnośnie przedmiotowych przepisów" - czytamy w odpowiedzi. 

"Dyskryminację całego sektora produktów"

Na początku stycznia kolejna organizacja branżowa skrytykowała projekt Kowalskiego. Polska Federacja Producentów Żywności uważa, że taka zmiana przepisów to "zbyt daleko idąca ingerencja prawna w rynek, z możliwymi dalszymi negatywnymi konsekwencjami dla producentów produktów roślinnych w Polsce".

"Proponowane ograniczenie stosowania nazw można uznać za dyskryminację całego sektora produktów roślinnych względem sektora produkcji wyrobów pochodzenia zwierzęcego" - pisze organizacja. 

PFPŻ ZP zwraca również uwagę na sposób przygotowania projektu, a w szczególności na fakt, że przed opublikowaniem projektu nie zasięgnięto opinii reprezentacji podmiotów wytwarzających produkty pochodzenia roślinnego, co nasuwa wniosek o nierównym traktowaniu podmiotów gospodarczych w Polsce, noszącego znamiona dyskryminacji jednego sektora względem drugiego.

Wcześniej protestowały organizacje branżowe producentów roślinnych alternatyw mięsa. Produkty takie jak roślinne wersje wędlin, mięsa mielonego, serów czy mleka w ostatnich latach zyskały znaczną popularność. Badania pokazują, że nawet co druga osoba w Polsce próbowała już takich produktów, a wśród nich ponad 40 proc. zaczęła spożywać je regularnie. 

Sondaże zbijają też główny argument zwolenników zakazu stosowania "mięsnych" nazw do roślinnych produktów: to, że mają one rzekomo wprowadzać klientów w błąd. W badaniu wykonanym na zlecenie  Fundacji ProVeg 86 proc. ankietowanych stwierdziło, że nie zdarzyło im się w ciągu ostatniego roku pomylić roślinnych zamienników z mięsnym produktem. Sposób tych, którym zdarzyła się taka pomyłka, tylko 23 proc. uznało, że było to spowodowane opakowaniem. Także PFPŻ zwraca uwagę, że w samym uzasadnieniu projektu nie wskazano na żadne dowody, jakoby takie oznaczenia był źle rozumiane przez konsumentów. 

Dlaczego roślinne produkty nazywać "kiełbasą"?

Dlaczego w ogóle producenci roślinnych alternatyw chcą nazywać swoje produkty parówkami, szynką lub kiełbasą, skoro nie zawierają mięsa?

- Nadawanie produktom roślinnym zrozumiałych dla klientów nazw jest ukłonem w ich stronę, a nie wprowadzaniem w błąd. Nazwa "roślinna kiełbaska" informuje klienta, że jest to roślinny produkt, który może zjeść w taki sposób i takiej formie jak tradycyjną kiełbaskę - mówi Karolina Kubara, wiceprezeska firmy Kubara sp. z o.o. i współzałożycielka związku producentów. To konieczność nazywania np. kotletów "dyskami" wprowadzi jej zdaniem konsumentów w błąd. 

- Walka z roślinnymi zamiennikami mięsa w sytuacji, w której mamy dążyć do obniżenia emisji CO2, to piłowanie gałęzi, na której się siedzi - dodaje Kubara. 

Więcej o: