ZUS dalej bez prezesa. Problemów ma bez liku, a Sejm dokłada kolejne

Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie ma obecnie szefa. Odkąd odwołano Gertrudę Uścińską z funkcji prezeski, nie znaleziono jej następcy. Tymczasem w Sejmie trwają rozważania nad ustawą, która nałoży na nowego prezesa dodatkowy ciężar - zauważa "Rzeczpospolita".
ZUS
Fot. Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl

Miesiąc temu, 10 stycznia, premier Donald Tusk odwołał Gertrudę Uścińską z funkcji prezeski Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wnioskowała o to ministerka rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, tłumacząc, że ze względu na "nowe wyzwania" ZUS potrzebuje "nowego otwarcia". Uścińska miała być zaskoczona zwolnieniem i dowiedzieć się o nim z mediów społecznościowych. Później media donosiły, że ten ruch nie był do końca przemyślany. Koalicjanci nie ustalili, kto będzie jej następcą i dlatego, choć pierwotnie wakat na stanowisku szefa ZUS miał być przez tydzień, to nadal nie ma nowego prezesa.  

Zobacz wideo Paweł Kubicki: Obiecując emerytury stażowe, "kupujemy" głosy seniorów, ale po wyborach kogoś będziemy musieli "sprzedać"

Polityczna gra o szefa ZUS. W tle problemy finansowe

I zbyt szybko go prawdopodobnie nie poznamy. Według ostatnich doniesień nowy prezes ZUS zostanie wskazany do końca lutego. W rządzie trwa spór o to, kto go wytypuje. Lewica forsuje kandydatury dr Sebastiana Gajewskiego (obecnie wiceministra w resorcie rodziny) lub Liwiusza Laski, dyrektora w resorcie pracy. Blokować ma je Donald Tusk, który nie chce oddawać tak ważniej instytucji koalicjantowi. Koalicja Obywatelska widziałby na tym stanowisku chętniej prof. Agnieszkę Chłoń-Domińczak, która w latach 2008-2009 pełniła w rządzie Tuska funkcję wiceministerki pracy i polityki społecznej.   

Bez względu jednak na to, kto przyjdzie na to stanowisko, czekają go poważne zadania. Chwilę po odwołaniu Uścińskiej opublikowano prognozy wpływów i wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (FUS) na lata 2024-2028. Zapewniono w nim, że co prawda nie ma mowy o bankructwie systemu, ale w każdym z przewidzianych wariantów deficyt roczny FUS w 2028 r. jest większy niż w 2024 r. W pośrednim jest większy o 30,1 mld zł (w 2024 r. wynosi 71,1 mld zł, a w 2028 r. - 101,2 mld zł), w optymistycznym o 19,0 mld zł  (w 2024 r. wynosi 63,6 mld zł, a w 2028 r. - 82,6 mld zł), a w pesymistycznym o 44,3 mld zł (w 2024 r. wynosi 80,5 mld zł, a w 2028 r. - 124,8 mld zł).  

ZUS przekonuje jednak, że sytuacja FUS jest "bardzo dobra". "Jego wydolność, czyli stopień pokrycia wydatków na świadczenia ze składek, pozostaje na rekordowym poziomie: 85 proc. w 2022 r. oraz około 84 proc. w 2023 r. Prognoza wskazuje, że w najbliższych latach również będzie stabilnie" - czytamy. Ten niewielki spadek wynika przede wszystkich z tego, że wkraczamy w okres, w którym osoby z powojennego wyżu demograficznego zaczną osiągać wiek emerytalny. 

Spadek urodzeń dobije ZUS?

Zaraz za nim nadciąga jednak innym kryzys - demograficzny. Według wstępnych danych GUS żywych urodzeń dzieci w 2023 roku było 272 tys. To najmniej od końca drugiej wojny światowej. Zresztą od wielu lat widać w tym aspekcie tendencję spadkową. W 2022 r. na świat w Polsce przyszło około 305 tys. dzieci, w 2021 r. 331,5 tys., a w 2020 r. ponad 355 tys. To kluczowe dane dla ZUS-u bowiem Fundusz Ubezpieczeń Społecznych utrzymuje się m.in. ze składek na ubezpieczenia społeczne. Oznacza to, że im mniej ludzi poniżej wieku emerytalnego tym mniej pieniędzy na chociażby emerytury i renty.  

Pieniędzy będzie mniej, a wydatków może być więcej. Liczba emerytów w Polsce od lat stale rośnie. Z ostatnich danych z marca 2023 wynika, że w 2022 roku 7 858 000 pobierało rentę lub emeryturę z ZUS-u. W tej liczbie 6 065 000 stanowili emeryci. Tymczasem w 2018 roku 5 624 000 osób pobierało emeryturę, a w 2013 - 4 964 000 osób. Widać jasną tendencję zwyżkową. Do tego w Sejmie pojawił się projekt emerytur stażowych, który może jeszcze zwiększyć te liczby i zupełnie rozsadzić budżet ZUS-u - zauważa "Rzeczpospolita". 

Emerytury stażowe w Sejmie. "Populizm i zadłużenie"

W komisji polityki społecznej i rodziny trwa analiza projektów - obywatelskiego (przygotowanego przez "Solidarność") i poselskiego (przygotowanego przez posłów Lewicy) - ustawy o emeryturze stażowej. Świadczenie przysługiwałaby osobom, które nie osiągnęły wieku emerytalnego, ale ich staż pracy w okresach składkowych i nieskładkowych wynosi 35 lat w przypadku kobiet i 40 w przypadku mężczyzn. 

Poseł Tadeusz Tomaszewski z Lewicy przekonywał, że emerytury stażowe to bardzo ważny element budowania rozwiązań systemowych, o które Lewica wspólnie ze związkami zawodowymi zabiega od ponad czternastu lat. Jednak nawet on zważał na wyzwania finansowe z tym związane. - Bardzo liczę na aktywny udział strony rządowej, bo jednak jest to przedsięwzięcie, które będzie kosztować zarówno ZUS, jak i KRUS - mówił Tadeusz Tomaszewski. 

Na aspekt finansowy zwracał również uwagę wiceminister Sebastian Gajewski. - Jeśli chodzi o skutki finansowe, to trzeba podkreślić, że będą one ostatecznie uzależnione od liczby osób, które zdecydują się skorzystać z prawa do emerytury stażowej. Według prognoz ZUS i KRUS te skutki finansowe w pierwszym roku dla Funduszu Ubezpieczeń Społecznych i Funduszu emerytalno-rentowego KRUS są dość znaczne. Jednak w kolejnych latach wg prognoz byłyby one niższe, z roku na rok mniejsze, mniejsza byłaby prognozowana liczba osób nabywających prawo do emerytury stażowej. Szczegółowe dane dotyczące skutków przedstawimy na dalszych etapach prac - mówił.  

Dr Marcin Wojewódka, radca prawny, ekspert Instytutu Emerytalnego w rozmowie z "Rzeczpospolitą" stwierdził jednak wprost: "jest to skrajny, nieodpowiedzialny populizm i zadłużanie przyszłych pokoleń". Według niego emerytury stażowe to nieodpowiedzialne zwiększanie kosztów systemu i obciążanie przyszłych pokoleń. Rozwiązania ws. emeryturach stażowych nazywał "fantasmagoriami".  

Więcej o: