Analityk sugeruje: nieujawnione zapisy umowy między Orlenem a Saudi Aramco mogą być nieuczciwe

- Wielokrotnie zalecaliśmy odejście od fuzji Lotosu z Orlenem. Obecnie nasza ocena przejęcia Lotosu jest jeszcze bardziej negatywna - pisze w lutowym raporcie analityk Domu Maklerskiego BOŚ Łukasz Prokopiuk. W przestrzeń rzuca pytanie o prawdziwą ekspozycję Orlenu na marże rafineryjne w Rafinerii Gdańskiej.
%Konferencja prasowa Orlen w Warszawie
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl
Wielokrotnie zalecaliśmy odejście od fuzji Lotosu z Orlenem w przekonaniu, że warunki przejęcia i sprzedaży aktywów wynegocjowane przez Orlen były niekorzystne dla Skarbu Państwa i akcjonariuszy mniejszościowych, a sprzedaż aktywów energetycznych kreowała niepotrzebne ryzyka dla bezpieczeństwa energetycznego. [...] Obecnie nasza ocena przejęcia Lotosu jest jeszcze bardziej negatywna niż wtedy, a wyniki aktywów rafineryjnych Lotosu kontrolowanych obecnie przez Orlen (po wdrożeniu środków zaradczych) bardzo nas rozczarowują

- pisze analityk DM BOŚ Łukasz Prokopiuk w najnowszym raporcie dotyczącym Orlenu. Fragmenty dokumentu cytuje portal stockwatch.pl. Analityk wskazuje na słabe wyniki aktywów rafineryjnych Lotosu w 2023 r. na przerobie ropy po przejęciu przez Orlen. Szczególnie duże emocje wzbudziła sugestia, że "nieujawnione zapisy umowy między Orlenem a Saudi Aramco dotyczące partnerstwa w Rafinerii Gdańskiej są nieuczciwe z perspektywy Orlenu".

Zarząd Orlenu zapewniał inwestorów, że po sprzedaży 30 proc. udziału Saudi Aramco Orlen utrzyma pełną kontrolę nad marżami rafineryjnymi generowanymi przez 70 proc. produktów, chociaż według umowy opartej na zaleceniach Komisji Europejskiej Saudi Aramco miało kontrolować do 50 proc. aktywów (...). Mamy wrażenie (które na razie trudno zweryfikować, gdyż warunki partnerstwa pozostają utajnione), że 20 proc. produktów odbieranych przez Saudi Aramco (poza 30-proc. udziałem) jest nabywane po kosztach produkcji, a nie cenach rynkowych. Jeśli to wrażenie zostanie kiedykolwiek potwierdzone, oznacza to, że EBITDA [zysk operacyjny przed opodatkowaniem, amortyzacją i odpisami utraty wartości - red.] generowana przez te aktywa jest dzielona równo między Orlen a Saudi Aramco, chociaż nakłady inwestycyjne prawdopodobnie są rozbite w stosunku 30:70

- czytamy w raporcie, cytowanym przez stockwatch.pl. 

Łukasz Prokopiuk z DM BOŚ ma też wątpliwości co do opłacalności dużego kontraktu paliwowego Orlenu z Saudi Aramco. Jak przypomina stockwatch.pl, zgodnie z zapewnieniem ówczesnego zarządu Orlenu, miał on zabezpieczyć dostawy surowca dla Rafinerii Gdańskiej.

Według naszej wiedzy udział Orlenu w łącznym przerobie arabskiej ropy wynosi tylko 30 proc., chociaż poprzednio oczekiwaliśmy, że przekroczy 50 proc., i wygląda na to, że arabska ropa stała się jedną z najdroższych w porównaniu z ropą Brent czy WTI, a Orlen próbuje minimalizować zamówienia Saudi Aramco najbardziej jak to tylko możliwe 

- pisze Prokopiuk oceniając, że nie widzi efektów synergii z fuzji Orlenu z Lotosem. 

Czopek: widzę znaczne pogorszenie wyników Lotosu

Pod koniec stycznia w podobnym tonie w rozmowie z Next.gazeta.pl wypowiadał się Dawid Czopek, zarządzający Polaris FIZ.

W wynikach Lotosu i Orlenu nie widzę efektów synergii. Co więcej, widzę znaczne pogorszenie wyników Lotosu. Wyniki rafinerii zawsze należy rozpatrywać w kontekście makroekonomicznym. Dzisiaj te warunki nie są złe - na pewno lepsze niż przed wybuchem wojny w Ukrainie i przed pandemią. To, co dziś widać, w przypadku Lotosu, jest nieporównywalnie mniejsze niż wynikałoby z danych benchmarkowych. W wynikach Orlenu też nie widzę postępu. Nie widzę z fuzji żadnych korzyści

- mówił Czopek. Odnosił się on także do wyliczeń z raportu Najwyższej Izby Kontroli, wskazując, że aktywa Lotosu zostały sprzedano do Saudi Aramco o kilka miliardów złotych "za tanio".

Wierzę, że w tamtym, konkretnym momencie, nie było wielu chętnych do tego, żeby płacić gigantyczne pieniądze. Aktywa rafineryjne, szczególnie wtedy, nie były modne w Europie. Pewnie trudno było znaleźć kupującego za odpowiednią cenę - zwłaszcza, że było wiadomo, że sprzedający chce sprzedać [sprzedaż m.in. części Rafinerii Gdańskiej była warunkiem Komisji Europejskiej dla fuzji Orlen-Lotos - red.]. Wtedy jednak należało po prostu odstąpić od tej transakcji - trzymać rafinerię i czerpać korzyści. A generowała ona wtedy bardzo dobre przepływy, i w mojej opinii będzie to robiła jeszcze przez kilka najbliższych lat

- mówił zarządzający Polaris FIZ.

***

Zapraszamy do wysłuchania rozmów ze "Studia Biznes" Gazeta.pl w dużych serwisach streamingowych, np. tu:

Więcej o: