W styczniu 2024 roku informowaliśmy o komunikacie firmy Rafako, która odstąpiła od umowy na budowę Muzeum "Pamięci i Tożsamości" zawartej z fundacją Lux Veritatis zarządzaną przez ojca Tadeusza Rydzyka. Spółka zażądała wówczas zapłaty 25,5 miliona złotych za dokończenie budowy i waloryzację. Jako główny powód zerwania ugody Rafako podała "całkowity brak współdziałania a wręcz utrudnianie przez inwestora wykonania umowy oraz ugody". Od tego czasu w kwestii konfliktu między spółką a inwestorem niewiele się zmieniło. - Terminy powtórnego wezwania do zapłaty minęły w lutym. Jeśli fundacja nie ureguluje płatności, to pójdziemy do sądu - poinformował w rozmowie z portalem money.pl Robert Kuraszkiewicz, prezes Rafako.
- Uważamy, że absolutnie te pieniądze się Rafako należą. Niestety, ostatnie wydarzenia z Fundacją Lux Veritatis przypominają lata 90. w Polsce, kiedy biznes robiło się, dopychając wiele rzeczy kolanem bez żadnych procedur. Na brudno - podkreślił Kuraszewicz. Prezes Rafako, który dopiero od trzech miesięcy zasiada na stanowisku szefa spółki, przyznał, że szczegóły na temat budowy muzeum "przeszły jego wyobrażenia". - Niech pan sobie wyobrazi, że Lux Veritatis nie odbierała od nas dokumentacji. Później argumentowali to tym, że dostali zalane dokumenty, co ma świadczyć o braku profesjonalizmu Rafako. Oczywiście kontaktowaliśmy się w tej sprawie z firmą kurierską. Nie było jednak ze strony fundacji żadnej reklamacji, nie było zgłoszeń - poinformował Kuraszewicz, który zaznaczył, że ta sama przesyłka została przez Lux Veritatis odebrana następnego dnia, jednak już po terminie.
Prezes spółki wymienia także inne skandaliczne sytuacje z udziałem muzeum i fundacji o. Rydzyka. Według Kuraszewicza muzeum miało zaprosić przedstawicieli Rafako o godzinie 23 na spotkanie, które odbywać się miało następnego dnia rano. - Ludzie z firmy tam pojechali. Ze strony muzeum nie było nikogo kompetentnego. Po prostu uważali, że na spotkanie nie przyjdziemy. Absurd - stwierdził szef spółki, jak sam podkreślił, fundacja o. Rydzyka zaczęła robić takie rzeczy, że nawet jemu "było wstyd z nimi współpracować".
Fundacja miała między innymi wysyłać różne dokumenty w różnej formie do różnych adresatów. Zdaniem Kuraszewskiego inwestor liczył, że w ten sposób ktoś z firmy się pomyli. - Wysłali jakieś dokumenty do mnie, ale nie wysyłali ich do kierownika projektu, który zawsze wszystko obsługuje. Jakieś pisma wysłali tylko w papierze na biuro podawcze. Po późniejszej rozmowie i moim apelu, aby byli poważni, zaprzestali tego typu praktyk. Sposoby działania Lux Veritatis były absurdalne i naszym zdaniem po wyborach pozwolili sobie na działania, które powinny wywołać u każdego zażenowanie - wyjaśnił w rozmowie z money.pl.
O komentarz w sprawie zostali poproszeni przedstawiciele fundacji o. Tadeusza Rydzyka. "Fundacja Lux Veritatis nie posiada żadnej umowy z Rafako S.A. W związku tym Fundacja Lux Veritatis nie jest dłużnikiem Rafako z jakiegokolwiek tytułu ani też Rafako S.A. nigdy nie skierowało do Fundacji jakiegokolwiek wezwania do zapłaty. Tym samym wszystkie sformułowania użyte przez Prezesa Rafako są nie tylko kłamstwem, ale wręcz oszczerstwem" - napisała w wiadomości skierowanej do redakcji money.pl Lidia Kochanowicz-Mańk, pełnomocniczka Muzeum "Pamięć i Tożsamość" im. św. Jana Pawła II w Toruniu oraz dyrektorka finansowa Fundacji Lux Veritatis. "W przypadku ich opublikowania będziemy dochodzić swoich praw na drodze cywilnej i karnej, w szczególności od prezesa Rafako" - dodała.
To nie jedyne kłopoty Lux Veritatis. Poza konfliktem z Rafako fundacja może mieć także problem z toruńskim Urzędem Miasta. Okazuje się, że w Muzeum "Pamięć i Tożsamość" odbywają się pokazy filmów i sztuk teatralnych, a także koncerty. Wydarzenia te są biletowane a przede wszystkim płatne, mimo że zgodnie z umową z toruńskim magistratem na terenie muzeum zobowiązano się nie prowadzić działalności komercyjnej. W tej kwestii Urząd Miasta Torunia pod koniec lutego zażądał od Lux Veritatis wyjaśnień.