"Mam dla was kolejne, niestety bulwersujące informacje, jakie otrzymałem w związku z prowadzonymi audytami w państwowych spółkach branży morskiej" - poinformował w poniedziałek wiceminister infrastruktury Arkadiusz Marchewka, który odpowiada za gospodarkę morską. Chwilę przed wyborami w Polskiej Żegludze Bałtyckie miało dojść do "masowej akcji" zmiany umów o pracę. "Po co? Po to, żeby nie robić, a zarobić" - dodał Marchewka.
Umowy zasadniczo różnił jeden zapis. Kadrze kierowniczej i wybranym pracownikom zapewniono w przypadku zwolnienia dodatkowe apanaże w wysokości 15. miesięcznych pensji. "Wśród tych, którym zmieniono warunki zatrudnienia, jest żona prominentnego polityka PiS. Teraz wspólnie z mężem startują w wyborach samorządowych" - przekazał wiceminister, choć nie zdradził personaliów polityków.
Nowe szefostwo w resorcie zleciło już wstrzymanie tych wypłat. Wyliczono bowiem, że zmiany w umowach o pracę skutkują obciążeniem spółki kwotą w wysokości ponad 2 milionów zł. Nie podano jednak, ilu pracownikom zmieniono umowy, ani jakie kwoty mieli otrzymać z powodu zwolnienia.
Polska Żegluga Bałtycka to armator promowy. Jej jednostki od 1975 roku pływają pod marką Polferries. Flotę stanowi 5 promów, łączących codziennie Polskę ze Skandynawią. Promy pływają z Gdańska i Świnoujścia do Nynäshamn i Ystad. Początkowo było to przedsiębiorstwo państwowe, a następnie przekształcono je w spółkę Skarbu Państwa.