Kebab, jaki jest, każdy widzi. Cienko skrojone plasterki grillowanego mięsa, przyprawy, nieco warzyw, sos czosnkowy albo chili (albo mieszany), a to wszystko zawinięte w placek. Za taki posiłek w niektórych niemieckich miastach trzeba zapłacić nawet 10 euro, a średnia to 7,90 euro. Łatwo policzyć, że przy obecnym kursie taki kebab kosztuje 34-43 zł. Wprawdzie siła nabywcza Niemców wciąż jest daleko większa niż Polaków, ale kwota i na nich robi wrażenie.
Dowód? Jak donosi "Guardian", kanclerz Olaf Scholz już wielokrotnie odpowiadał na pytania o cenę kebabów podczas wystąpień publicznych. - To uderzające, że gdziekolwiek się udam, jestem pytany, głównie przez młodych ludzi, czy nie powinny zostać wprowadzone ograniczenia cenowe dla donera" – cytuje kanclerza "Guardian". Jak zauważa gazeta, na jednym ze spotkań miał do Scholza podejść młody Niemiec tureckiego pochodzenia i prosić, by "pogadał z Putinem", bo przez rosnące ceny energii rosną też koszty żywności - a w tym kebabu.
Rząd federalny zamieścił nawet na swoim Instagramie post wyjaśniający, dlaczego kebab drożeje. Tu niespodzianki nie ma, za wzrost ceny gotowego dania mają odpowiadać rosnące płace i rosnące ceny energii.
Sprawie przyjrzał się niemiecki tabloid "Bild", który donosi, że w sukurs głodnym i przerażonym cenami przychodzi lewica z gotowym planem. Jaki to plan? Sprytny. Otóż państwo miałoby dokładać po trzy euro do każdego kebabu. W efekcie smakosze tego przysmaku zapłaciliby 4,90 euro za sztukę. Jeszcze bardziej korzystny cenowo miałby być "kebab studencki" - 2,50 euro za porcję. Koszt całego programu: 4 mld euro rocznie.
Brzmi jak żart? - Państwo musi interweniować, aby żywność nie stała się towarem luksusowym - mówi cytowana przez "Bild" Kathi Gebel, rzeczniczka lewicy ds. polityki młodzieżowej. Tabloid zamieścił też tabelę z zestawieniem cen kebabu w poszczególnych miastach. Otóż najmniej za uraczenie się tym daniem zapłacimy w Dortmundzie - 6,53 euro. Innym miastem, gdzie można w miarę tanio zjeść kebab to Mannheim. We wszystkich innych to już wydatek powyżej siedmiu euro. Najdrożej - i tu bez zaskoczenia - jest w Monachium i Kilonii nad Bałtykiem.
"Guardian" przypomina, że to nie jest pierwsze wystąpienie polityków w tej sprawie. W tym roku wypowiadała się na ten temat posłanka Zielonych Hanna Steinmüller (przy okazji warto przypomnieć, że nawołuje ona do rezygnacji z mięsa w ogóle). - Dla młodych ludzi jest to obecnie kwestia równie ważna, jak to, dokąd się przeniosą po opuszczeniu domu. Wiem, że dla wielu osób nie jest to codzienny problem i że jest to również coś, co może zostać wyśmiane, ale myślę, że jako przedstawiciele wyborców jesteśmy zobowiązani podkreślać te różne perspektywy - mówiła.
Na rosnące ceny kebabu jest już nawet nowe określenie. To "donerflacja".