Notowany na giełdzie największy polski operator przewozów kolejowych ma ogromne kłopoty. Spółka jest w dramatycznej sytuacji finansowej i traci płynność finansową. Ze wstępnych wyników za I kwartał bieżącego roku wynika, że strata netto spółki na poziomie skonsolidowanym wyniosła 118,1 mln zł, a w analogicznym okresie roku poprzedniego spółka PKP Cargo wypracowała zysk netto w wysokości 104 mln zł.
Urząd Transportu Kolejowego podaje, że spadł także udział PKP Cargo w rynku przewiezionych towarów pod względem masy - 33,9 proc. w ubiegłym roku do 28,7 proc. obecnie. Będąca w fatalnej kondycji finansowej spółka chce od 1 czerwca 2024 r. wysłać nawet 30 proc. załogi na tzw. nieświadczenie pracy, czyli postojowe - informowaliśmy o tym kilka dni temu. - Jedną z przyczyn podjęcia powyższych działań jest znaczący spadek przewozów kolejowych i utrzymująca się negatywna tendencja w tym zakresie w stosunku do roku ubiegłego, a co za tym idzie również spadek wpływów, co jest niestety równoznaczne z wystąpieniem okresowych trudności finansowych - wskazywał p.o. prezesa PKP Cargo Marcin Wojewódka, tłumacząc taką decyzję. Członkini zarządu ds. finansowych Monika Starecka mówi natomiast wprost w rozmowie z Biznes Interia, że na skutek "nieodpowiedzialnych działań poprzedników oraz ich politycznych mocodawców" PKP Cargo znalazła się w trudnej sytuacji.
Spółka liczy teraz każdą złotówkę i wycofała się już także m.in. z umów sponsoringowych z klubami piłkarskimi Widzew Łódź i Unią Skierniewice, oraz z umowy z Polskim Komitetem Olimpijskim. W kontekście tej ostatniej instytucji padają m.in. pytania o świadczenia na rzecz "osób związanych" z PKP Cargo, zapisane w kontrakcie z PKOl.
Chcę jasno powiedzieć, że jeśli zidentyfikujemy i potwierdzimy nieprawidłowości, to nie cofniemy się przed działaniami przepisanymi prawem
- ostrzega Marcin Wojewódka. W jego ocenie wycofanie się z tych umów przyniesie "miliony złotych oszczędności". Dodaje, że od trzech tygodni zadaje sobie pytanie "kto i dlaczego doprowadził spółkę" do takiej sytuacji, w jakiej się znalazła. - Chcę wierzyć, że nie było to celowe działanie - podkreśla p.o. prezesa.