O tym, jak to z tym VAT-em i cenami jest, piszemy regularnie. Detaliści (poza dyskontami, które szumnie ogłosiły kampanie, w których powrót do poprzednich stawek VAT biorą na siebie) mówią dwugłosem: niektórzy byli w stanie wziąć podwyżki na siebie, wielu jednak nie. Klienci, jak tłumaczą, wyższe ceny przyjęli.
- Było to [wzrost cen na półkach – red.] nieuniknione ze względu na fakt, iż my również otrzymujemy towary z już podniesioną ceną od dostawców. Podwyżki dotknęły szeroki zakres produktów, obejmując podstawowe artykuły spożywcze, takie jak: warzywa, owoce, pieczywo, nabiał, mięso... Staramy się zachować dużą elastyczność cenową, aby zminimalizować obciążenia dla klientów – mówi w rozmowie z miesięcznikiem "Handel" i portalem handelextra.pl Edyta Loska, właścicielka 12 sklepów Emi Market zrzeszonych w PGZ Kupiec.
Marcin Chmielewski, który prowadzi jeden sklep pod marką Spar, dodaje w rozmowie z "Handlem", że całą podwyżkę wziął na siebie, kosztem marży. - Wyszliśmy z założenia, że przy nagłośnieniu medialnym związanym z faktem powrotu 5 proc. VAT-u klient będzie zwracał większą uwagę na ceny na półce – dodaje detalista.
Co jednak dokładnie widać na paragonach? O ile przez ostatnie miesiące pisaliśmy, że większość produktów tanieje, to tym razem jest dokładnie na odwrót: ponad 20 z około 30, które sprawdzamy, drożeje. Zaczynamy od króla podwyżek, w zasadzie jest dwóch – soku pomarańczowego i ziemniaków. Te drugie drożeją intensywnie od wielu miesięcy, o czym kilkukrotnie pisaliśmy. W kwietniu za 1 kg ziemniaków trzeba było zapłacić 3,26 zł wobec 2,62 zł rok wcześniej. W przypadku 1-litrowego soku pomarańczowego to odpowiednio 7,10 zł i 5,70 zł.
Kilkunastoprocentowe podwyżki widać też na jabłkach, wafelkach i herbatnikach. Kosztowały one kolejno: 3,49 zł w kwietniu (wobec 3,07 zł rok wcześniej), 2,07 zł (wobec 1,79 zł rok wcześniej) oraz 2,04 zł (1,77 zł rok wcześniej).
Ceny, które podajemy, pochodzą z paragonów z małych sklepów, tych tzw. blisko domu/sklepów osiedlowych. Handelextra.pl razem z portalem Next.gazeta.pl i firmą badawczą CMR, która właśnie te dane zbiera i analizuje, patrzy na produkty podstawowe kupowane właśnie w placówkach małego formatu. Podajemy ceny uśrednione dla lidera kategorii. Naszych odczytów nie sposób porównać z inflacją podawaną przez GUS.
O około 10 proc. zdrożały w tych mniejszych placówkach wędlina paczkowana i herbata, za które konsumenci płacili 7,04 zł (za 120 g, względem 6,35 zł w kwietniu 2023 r.) oraz 7,49 zł (pudełko herbaty w torebkach 50 g, względem 6,79 zł rok wcześniej).
Jednocyfrowe wzrosty widać było jeszcze w przypadku płatków, wody, napojów typu cola czy parówek. Drożał też napój roślinny (dla porównania mleko w tym czasie taniało). Prawie bez zmian pozostała cena masła, żółtego seria i twarogu.
Po drugiej stronie naszych paragonowych analiz jest cukier, który najmocniej taniał – z 6,49 w kwietniu 2023 r. do 4,70 zł w kwietniu tego roku. O 11-12 proc. tanieją jeszcze olej, kajzerka i ogórki.
W kontekście drożejących produktów spożywczych zapytaliśmy detalistów, jakimi argumentami ściągają do siebie klientów, którzy przecież widzą, że w dyskontach ceny bywają lepsze. - Stawiamy na jakość usług, lojalność i uczciwość wobec klientów. Staramy się świadczyć usługi na najwyższym poziomie, co jest powodem dla których klienci wybierają nasze sklepy zamiast dyskontów (…) obsługa jest kluczowym czynnikiem wpływającym na to, dlaczego jesteśmy wybierani – opowiada Edyta Loska.
- Pokazujemy wszystko to, co mamy tańsze. Nie do końca właściwe jest stwierdzenie, że w dyskontach jest najtaniej. Szukamy alternatyw dla klientów, pokazując, że nasz poziom cenowy często okazuje się korzystniejszy dla klienta. Poza tym przyciągamy kupujących naszym działem z ultraświeżymi produktami – dodaje Marcin Chmielewski.
Autorki: Michalina Szczepańska, Katarzyna Pierzchała, Handelextra.pl.