Wybory do Parlamentu Europejskiego we Francji zakończyły się spektakularnym sukcesem Zjednoczenia Narodowego pod przywództwem Marine Le Pen, które osiągnęło ponad 30 proc. głosów. 14,5 proc. uzyskała centrowa koalicja i 13,8 proc. socjaliści. Rekordowy rezultat partii Marine Le Pen daje narodowcom 30 mandatów. Natomiast koalicja prezydenta Emmanuela Macrona straciła 10 eurodeputowanych, co oznacza, że teraz będzie miała 13 swoich reprezentantów w Parlamencie Europejskim. W reakcji na historyczny rezultat narodowców Macron ogłosił przedterminowe wybory do niższej izby parlamentu. Pierwsza tura odbędzie się 30 czerwca, a druga 7 lipca. Co tak naprawdę stoi za tą decyzją?
O analizę decyzji Emmanuela Macrona pokusił się Philippe Ledent, starszy ekonomista w ING. Uważa on, że francuski prezydent nie mógł zignorować z jednej strony wysokiego wyniku partii Le Pen, a z drugiej słabego rezultatu własnego ugrupowania. Ekspert przypomina, że w obecnym parlamencie żadna z politycznych stron nie ma większości i do tej pory tworzenie stabilnych koalicji w sprawie dużych reform nie było możliwe. Macron ma liczyć na to, że po nowych wyborach ta sytuacja się zmieni. Rząd korzystał z artykułu 49.3 francuskiej konstytucji, który pozwala na uchwalenie ustaw bez głosowania w parlamencie, o ile parlament nie przegłosuje wotum nieufności. Zdaniem eksperta prezydent Francji przez rozpisanie nowych wyborów, chce także pokazać, że tak wysokie poparcie dla Zjednoczenia Narodowego było incydentalne, a ugrupowanie Le Pen wcale nie jest tak silne, jak stara się ono teraz prezentować.
"Pamiętajmy, że w przeciwieństwie do wyborów europejskich, wybory parlamentarne odbywają się w dwóch turach, a frekwencja w niedzielę osiągnęła ponad 48,5 proc. Nie ma wątpliwości, że prezydent Macron liczy na mobilizację wyborców i sojusze między turami, które mogą odwrócić wczorajsze wyniki" - analizuje ekspert. A co jeśli Marine Le Pen zdecydowanie wygra wybory do izby niższej parlamentu i np. zdobędzie absolutną większość? "Prezydent Macron byłby zmuszony współrządzić z rządem wywodzącym się ze Zjednoczenia Narodowego. Historia pokazuje, że takie współrządzenie zazwyczaj działa na niekorzyść partii rządzącej" - twierdzi ekspert.
Ledent dodaje, że niezależnie od wyników przedterminowych wyborów, Francja musi zmagać się z trudną sytuacją w gospodarce. Pomimo nieco wyższych wskaźników wzrostu i ożywienia gospodarczego, francuskiej gospodarce trudno będzie osiągnąć w tym rok wzrost PKB na poziomie 1 proc. Do tego francuskie finanse publiczne są nadal w złym stanie. Według najnowszych danych Komisji Europejskiej deficyt w ubiegłym roku wyniósł -5,5 proc. PKB i w tym roku -5,3 proc., a w przyszłym ma to być -5,0 proc. 19 czerwca, na 10 dni przed pierwszą turą przedterminowych wyborów głosowania KE obejmie Francję procedurą nadmiernego deficytu. I to właśnie francuska gospodarka i finanse publiczne, będą zdaniem eksperta, w centrum uwagi podczas kampanii wyborczej.