Pracodawcy w Czechach od dawna narzekają na brak rąk do pracy. W nadchodzącej dekadzie nasi południowi sąsiedzi staną w obliczu ogromnego niedoboru pracowników. Stanie się tak, kiedy z rynku pracy odejdą setki tysięcy tzw. "dzieci Gustava Husaka" z pokolenia lat 70. XX wieku. To pokolenie wyżu demograficznego określane tak od nazwiska byłego Sekretarza Generalnego KC Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Opinia publiczna w Czechach dyskutuje o zwiększeniu migracji czy podniesieniu wieku emerytalnego.
- Zasoby ludzkie będą największym "wąskim gardłem" w rozwoju czeskich firm, czeskiej gospodarki i czeskiego społeczeństwa w perspektywie średnio- i długoterminowej - stwierdził Marian Jurećka cytowany przez "Ceske Noviny". Zdaniem czeskiego wicepremiera reforma emerytalna, która zakłada podniesienie wieku emerytalnego i rezygnację ze składek emerytalnych dla pracujących emerytów, powinna m.in. przyczynić się do wydłużenia pobytu na rynku pracy. Aktualnie w Czechach wiek emerytalny uzależniony jest od roku urodzenia. Dla osób urodzonych przed 1971 r. ten wiek określa specjalna tabela, natomiast dla tych urodzonych po tym roku wiek emerytalny został ujednolicony - wynosi on 65 lat.
Jiri Horecky, prezes czeskiej Konfederacji Związków Pracodawców i Przedsiębiorców, wymienił w trakcie debaty na temat rynku pracy inne rozwiązania. To między innymi zwiększenie liczby imigrantów zarobkowych, a także wzrost liczby urodzeń i wydajności pracy. Według przedsiębiorców do pozytywnych zmian na rynku mogą przyczynić się także innowacje, wspieranie nauki i badań. - Uważamy, że innowacje są jednym z głównych filarów, dzięki którym Republika Czeska może osiągnąć dobrobyt - ocenił Martin Jahn, wiceprzewodniczący Unii Przemysłu i Transportu.