Radio ZET informuje, że Najwyższa Izba Kontroli jeszcze w czerwcu złożyła zawiadomienie na prokuraturę, iż Marek Gróbarczyk, były minister gospodarki morskiej za kadencji PiS "nie poinformował Rady Ministrów, że wartość inwestycji wzrośnie o ponad 125 proc. (z 880 mln zł do niemal 2 mld zł) i tym samym planowany przekop Mierzei stracił uzasadnienie ekonomiczne".
"Prokurator Prokuratury Regionalnej w Gdańsku uznał, że brak jest podstaw do odmowy wszczęcia śledztwa w sprawie uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków, w latach 2016-2020, przez byłego ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej" - poinformował Mariusz Marciniak, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.
Kwestie działań byłego ministra mają zostać dołożone do prowadzonego już śledztwa ws. mierzei. Gdańska prokuratura od kwietnia bieżącego roku bada możliwość przekroczenia uprawnień także przez byłego dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni. Miał on zawrzeć umowy na kwotę o 157,7 mln złotych wyższą od szacowanego kosztu budowy przekopu Mierzei Wiślanej.
- Nie przypuszczałem inaczej przy tak upolitycznionej prokuraturze - odpowiedział Marek Gróbarczyk, zapytany przez Radio ZET o komentarz w sprawie. - Jest to, krótko mówiąc, dość idiotyczne, co się dzisiaj dzieje, ponieważ decyzję związaną ze wzrostem kosztów podjęła Rada Ministrów, przyjmując uchwałę związaną z programem wieloletnim i ze wzrostem kosztów wynikających z tytułu rozszerzenia inwestycji.
- Była ona podpisana przez pana premiera Morawieckiego. Uważam, że jest to po prostu skrajne upolitycznienie prokuratury, nie mówiąc już o NIK-u, który zarzuty kierowane do mnie po prostu wymyślił - dodał polityk.