Historyczna fabryka porcelany upada. Związkowcy wierzą, że uda się ją uratować

Historyczne Zakłady Porcelany Stołowej "Karolina" w Jaworzynie Śląskiej mają upaść po 163 latach istnienia. Według związkowców pojawił się jednak cień szansy, że uda się je uratować.
wyroby z porcelany (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Wyborcza.pl

Jak opisało money.pl, 13 lutego bieżącego roku Sąd Rejonowy w Wałbrzychu ogłosił upadłość Zakładów "Karolina". - Od tego czasu działa syndyk. Przez chwilę jeszcze prowadzono sklep, ale następnie został zamknięty. W sumie zwolniono ponad 180 osób - skomentował dla portalu Ireneusz Besser, przewodniczący Krajowej Sekcji Ceramików i Szklarzy "Solidarność". Historia fabryki porcelany w Jaworzynie Śląskiej sięga aż 1860 r. Po II wojnie światowej została ona znacjonalizowana i w 1954 r. otrzymała nową nazwę.

Zobacz wideo Diamenty padły łupem Gruzinów. Sprawcy zostali zatrzymani

Wycena ma potrwać do końca sierpnia. Na sytuację zakładu wpłynął wzrost cen

- Syndyk prowadzi ostrożną wycenę, ma na nią pół roku. Następnie wniosek z wyceną trafi do sądu, gdzie po akceptacji cały zakład zostanie wystawiony na sprzedaż. Zakład jest przygotowany do produkcji, nie sprzedano ani jednej maszyny, wcześniej za kilka milionów złotych postawiono nowe piece. Wycena może wynieść 30-40 mln zł, takie są wierzytelności zakładu - dodał Besser. 

Sytuacja "Karoliny" zaczęła się pogarszać w 2022 r. Od tamtej pory wpływały na nią rosnące ceny energii, a przede wszystkim gazu. Dodatkowym problemem okazała się zeszłoroczna awaria w stacji gazowej zakładów. - Branża przeżywa bardzo trudny czas, a wybuch jeszcze pogorszył sprawę. Przywożono gaz LNG cysterną i jakoś starczyło do produkcji. Ale nie ma co ukrywać, że nowy inwestor musiałby wydać kolejne kilka milionów złotych, żeby ten gaz dociągnąć. I do tego zmierzyć się z konkurencją ze wschodu - skomentował przedstawiciel "Solidarności". 

Czy "Karolinę" uda się uratować? Istnieje mała szansa

- Pali się świeczka w "Karolinie", są tam duże aktywa, które pozwalają na produkcję. Syndyk uruchamia doraźną produkcję np. masy lejnej pod klientów, którzy składają zamówienia - dodał Besser w rozmowie z money.pl - Pomimo przeciwności losu wierzę, że uda się uratować porcelanowe dziedzictwo Dolnego Śląska, ale bez pomocy państwa czy urzędu marszałkowskiego nic z tego nie będzie.

Na ostatnim etapie zwolnień pożegnano się z niemal 120 pracownikami fabryki. Ich pensje ograniczono wtedy o aż 40 proc. - zarabiając ok. 3,2 tys. zł netto, otrzymywali 1,2 tys. zł. - Na koniec zostali jedynie desperaci z 30/40-letnim stażem, którym brakowało kilku lat do emerytury - podsumował Ireneusz Besser.

Więcej o: