Zbigniew L. to zaufany człowiek prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, nazywany często jego "ochroniarzem". Warszawska prokuratura prowadzi śledztwo z zawiadomienia płockiego koncernu dotyczące wyrządzenia spółce szkody majątkowej w łącznej kwocie 393 tys. 600 zł.
Jak możemy przeczytać na portalu wnp.pl, prok. Mateusz Martyniuk poinformował Polską Agencję Prasową, że Zbigniew L. "usłyszał zarzut nadużycia udzielonych uprawnień". O co chodzi? Zdaniem śledczych były dyrektor Biura Kontroli i Bezpieczeństwa w Orlenie "zatwierdził wypłaty wynagrodzenia podmiotowi świadczącemu usługi detektywistyczne spółce Orlen S.A., pomimo tego, że wiedział, iż usługi te nie zostały zrealizowane zgodnie z umowami, czym wyrządził spółce znaczną szkodę majątkową". Płocki koncern w 2021 r. zawarł dwie umowy z podmiotami świadczącymi usługi detektywistyczne. Ich przedmiotem miała być identyfikacja oraz udokumentowanie działań nieuczciwej konkurencji wobec Orlenu.
Tymczasem podmiot dostarczył spółce jedynie materiały dotyczące działań polityków będących w opozycji wobec ówczesnego rządu, które nie miały dla spółki znaczenia gospodarczego
- wyjaśnia prok. Martyniuk. Zbigniew L. nie przyznał się do stawianego zarzutu oraz odmówił składania wyjaśnień. Prokuratura zaznacza, że planuje dalsze czynności procesowe w tej sprawie. Wobec byłego dyrektora Biura Kontroli i Bezpieczeństwa w Orlenie nie zastosowano żadnych środków zapobiegawczych.
W czerwcu Radio ZET podało, że dwie firmy detektywistyczne miały prowadzić inwigilację na zlecenie Orlenu. Spółka miała zapłacić za usługi prawie 3 mln zł. Firmy zostały założone przez byłych funkcjonariuszy ABW i SKW. "Według naszych informatorów inwigilowali oni na polecenie Orlenu ówczesnego prezesa KGHM Tomasza Zdzikota i byłego wiceprezydenta stolicy Roberta Soszyńskiego" - informował dziennikarz śledczy Radia Zet Mariusz Gierszewski.
Według nieoficjalnych ustaleń Daniel Obajtek miał co najmniej raz spotkać się z wynajętymi detektywami. O "działaniach detektywistycznych" na rzecz Orlenu wspominał w marcu premier Donald Tusk. - Mamy dokumentację, czym zajmował się detektyw wynajęty przez pana prezesa Obajtka - wskazywał szef rządu. Tusk przekazał, że detektywi mieli śledzić posłów Platformy Obywatelskiej Marcina Kierwińskiego i Jana Grabca oraz eurodeputowanego PO Andrzeja Halickiego. Daniel Obajtek w mediach społecznościowych stanowczo zaprzeczył tym zarzutom.