Przeklęte coolcation. Na Lofotach mają dość. "Staliśmy się kolejną wakacyjną zachcianką"

Południe Europy staje się dla wielu miejscem nie do zniesienia. Dawna tęsknota za ciepłą i słoneczną pogodą zamienia się w nierówną walkę z upałem. Ulga dla turystów staje się powodem do zmartwień i wręcz irytacji dla mieszkańców najbardziej malowniczej części północy kontynentu.
Reine, Lofoty, Norwegia.
rayints / Shutterstock

Dwadzieścia lat temu nikt się nie spodziewał, że jedna z najtrudniej dostępnych części Norwegii stanie się główną atrakcją turystyczną kraju. Nikt również nie spodziewał się, że katastrofa klimatyczna sprawi, że przez upały życie i zdrowie turystów na południu Europy będzie w niebezpieczeństwie. Jak od wieków w morze wychodziły kutry, by wrócić z ładowniami pełnymi dorsza, potem albo suszonego na żerdziach zwanych przez lokalnych hjell, albo przerabianego w chłodniach na wszelkie przetwory. Jeszcze dwadzieścia lat temu życie na Lofotach nie różniło się bardzo od tego, które prowadzono tam przez poprzednie dziesięciolecia. Jeden, może dwa promy dziennie na stały ląd, od czasu do czasu helikopter na pokładzie z pacjentem potrzebującymi pilnego zabiegu w szpitalu w Narvik czy Bodø.

Lofoty, Norwegia, suszące się dorsze.
Lofoty, Norwegia, suszące się dorsze.xamnesiacx84 / Shutterstock

Coolcations na północy Norwegii

- Dzisiejszy szał przyniosła nam okładka w "National Geographic" - mówi Lofotengirl, czyli Marta Jaroszyńska, od 14 lat mieszkająca na Lofotach.

W 2013 roku ten najważniejszy magazyn podróżniczy określił nasze wyspy jako wybrzeże nie z tego świata. Dla nas, którzy mieszkają tu na co dzień, ich uroda była i jest oczywista, ale dla głodnych nowych doznań turystów staliśmy się upragnionym kierunkiem podróży. Kolejną wakacyjną zachcianką.
Marta Jaroszyńska
Marta Jaroszyńskaarchiwum własne

Tyle że Lofoty to naprawdę niepowtarzalne na mapie świata miejsce. Wyrastające niczym gotyckie wieże skały połączone w ciągnący się przez ponad sto kilometrów łańcuch, zdają się wbrew wszelkiej logice stawiać czoło rozpędzającym się od Grenlandii lodowatym falom. Często spływające deszczem i spowite gęstą tåke, czyli oblepiającą wszystko i wszędzie migoczącą pozostawiającą wilgoć mgłą, są naturalną scenografią dla opowieści inspirowanych malarstwem Zbigniewa Beksińskiego albo dla ekranizacji niesionych zachodnim wiatrem sag.

Lofoty zaczęły się z roku na rok zmieniać. Zmieniła się technologia, kutry stały się większe, lepiej wyposażone, mogą dłużej przebywać na otwartym morzu i zawijają do swoich portów zazwyczaj już z przerobionym połowem. Z dawnych trzydziestu zakładów przetwarzających rybę w danym portach pozostały dziś dwa, czasem trzy. W schowanych przed atlantyckimi sztormami w głębi zatok wioskach małe hale fabryczne zaczęły ustępować miejsca placom kempingowym i pensjonatom.

Odkąd zarobki i komfort codziennego życia na południu Norwegii zaczęły wyraźnie różnić się od tego, na co można liczyć na jej północy, rąk do pracy w całym regionie Nordland nigdy nie było pod dostatkiem. Nawet zmiany technologiczne w rybołówstwie, którym zawsze i od zawsze północna Norwegia stała, nie zmieniły tego. Ba! Pojawiły się nowe branże dedykowane obsłudze przyjeżdżających w trakcie krótkiego lata turystów.

Reine, Lofoty, Norwegia.
Reine, Lofoty, Norwegia.Stefano Zaccaria / Shutterstock

- Dziś bezpośrednio w branży turystycznej na Lofotach pracuje co piąty zatrudniony - otwiera arkusz Excela Vegeir Selboe z organizacji Visit Lofoten. Podkreśla, że ta liczba nie zawiera pracujących w handlu, obsłudze transportu czy innych pobocznych usługach. - W sezonie na wyspach potrzeba co najmniej 12 000 ludzi do pracy w hotelach, gastronomii, pensjonatach, w handlu.

Jest to jednak praca wybitnie sezonowa. Choć branża turystyczna próbuje wydłużyć okres, w którym na Lofoty zawijają goście, i tak olbrzymia ich większość trafia tam od początku czerwca do drugiej połowy sierpnia. W październiku i listopadzie ruch turystyczny praktycznie zanika. Późną zimą, gdy przestaje wiać z północy i zachodu zdzierający skórę z twarzy oceaniczny wicher, pojawiają się łowcy zórz polarnych. Zazwyczaj w zorganizowanych grupach trafiają autokarami bezpośrednio do pensjonatów, a stamtąd na przygotowane plenerowe miejscówki. Kilka takich grup dziennie potrafi utrzymać restaurację przez kilka tygodni, ale w marcu znów zaczyna wiać, a niebo na powrót spowijają stalowoszare chmury.

Dorota i Sebastian
Dorota i Sebastianarchiwum własne

Tej sezonowości doświadczyli na własnej skórze Dorota i Sebastian, od sześciu lat na Lofotach. Od dwóch prowadzą własny kanapkowy food truck By The Way Lofoten.

- Nie ma płynności w zatrudnieniu, zwłaszcza w gastronomii. Utrzymanie załogi jesienią i wiosną to dla właścicieli restauracji naprawdę duże pieniądze. Sezon letni to zupełnie inna historia, ale nie jest to jeszcze tak rozwinięty biznes, byśmy mogli po trzech miesiącach przez kolejne dziewięć czekać na ponowne otwarcie naszej przyczepy.

Pierwszą zimę przetrwali. Dorota pracowała jako kelnerka, po kilka godzin dziennie w dwóch restauracjach jednocześnie. Sebastian był szefem kuchni również w kilku punktach jednocześnie. Chcieliby ułożyć swój biznes tak, by móc spokojniej planować miesiące, gdy nie ma komu zamawiać ich kanapek, ale nadal mierzą się z niepewnością.

- Już widzimy, że ten sezon będzie o dużo lepszy niż poprzedni, ale jeszcze nie zdecydowaliśmy, co będziemy robić od września - mówi Dorota.

Nie wszyscy zarabiają

Na pewno ten sezon będzie finansowo lepszy niż poprzedni. Według szacunków Visit Lofoten w całym regionie nadmorskim ciągnącym się od Senja, największej norweskiej wyspy, po Harstad i Narvik, turyści zostawią w tym roku ponad 1,8 mld norweskich koron, czyli prawie miliard złotych. To wzrost nawet o 30 procent wobec poprzednich lat. Nie wszystkie pieniądze zostają jednak na wyspach. Duża ich część trafia na południe Norwegii, gdzie swoje siedziby mają ogólnokrajowe koncerny.

Supermarket Rema 1000 z Lofotów, należący do największej w kraju sieci handlowej, ma najlepszy utarg wśród ponad 900 lokalizacji. Oczywiście, że daje pracę naszym mieszkańcom, ale zyski w znacznej części trafiają do Oslo

- mówi Vegeir Selboe.

Podobne znaczenie dla tutejszej gospodarki mają hotele należące do sieci Thon czy Scandic. Dają pracę, ale na miejscu zostaje niewiele wypracowanych pieniędzy przez firmy.

Jeszcze więcej zostawianych pieniędzy trafia do inwestorów, którzy kupili na Lofotach mieszkania i domy wyłącznie po to, by wynajmować je turystom w oparciu o internetowe strony rezerwacyjne. Ceny nieruchomości poszybowały, a najbardziej dotknięci hossą na dom na Lofotach są mieszkańcy archipelagu.

Nie mając stabilnego i zrównoważonego rocznego przychodu, trudno ubiegać się o kredyt. A jeśli już się uda, okazuje się, że cena mieszkania czy domu jest niewspółmierna do zarobków, jakie można osiągnąć, pracując tu

- mówi Marta. - To również problem dla pracowników sezonowych, bo gdy potrzeba ich najwięcej, szczególnie trudno znaleźć dla nich właściwe warunki zamieszkania.

A na Lofotach nie da się budować wszędzie. Stoki są strome i często schodzą z nich skalne lub śnieżne lawiny. Drogi wąskie, kręte, wymagające od kierujących wysokich umiejętności. Co więcej, hodowla to nadal bardzo ważna część gospodarki i dlatego nie ma mowy o zabudowaniu łąk, na których tutejsze owce są wypasane.

Dlatego niektóre gminy starają się ograniczyć możliwość nabywania nieruchomości wyłącznie w celach komercyjnych i inwestycyjnych. Wprowadzany jest tzw. boplikt - obowiązek całorocznego zamieszkania posiadanej na Lofotach nieruchomości. Choć początkowo pomysł wywoływał duży opór lokalnych społeczności, negatywne konsekwencje, z jakimi mieszkańcy zaczęli napotykać, przekonują kolejne samorządy do przyjmowania podobnych regulacji.

Ofiary własnej gościnności

Właśnie dlatego wśród turystów coraz popularniejszy staje się kemping. Każdego dnia z promowych ramp zjeżdżają w sezonie setki kamperów i samochodów z przyczepami. Po pierwszych godzinach na wyspie, zaczynają szukać miejsca na nocleg. I tu zaczynają się problemy.

Norweskie prawo zapewnia każdemu możliwość przejścia i przebywania na cudzej ziemi. Dozwala nawet nieodpłatne nocowanie i rozbicie namiotu. To tzw. allemannsretten, "prawo każdego", odwieczny zwyczaj zabezpieczony ustawowo w 1957 roku przez Stortinget, parlament w Oslo. A że Norwegowie uwielbiają spędzać czas na świeżym powietrzu, wędrując i biwakując niemal w każdej wolnej chwili, świadomość, na czym polega zwyczaj gościnności, jest tu powszechna. Przyjezdni turyści jednak nie dostrzegają różnicy pomiędzy nieszkodliwym przebywaniem, a pełnowymiarowym kempingiem.

- Słyszeli i powołują się na allemannsretten, ale często nie rozumieją, że dotyczy ono podróżującego pieszo - mówi Marta.

Zatrzymują się absolutnie wszędzie: na dojazdach do prywatnych domów, w zatoczkach autobusowych, na poboczach i tak niewiarygodnie wąskich dróg. Nocują w miejscach, które zupełnie nie są przygotowane do przyjmowania turystów. Jednocześnie zostawiają po sobie olbrzymie ilości śmieci, a otoczenie traktowane jest jak jedna wielka toaleta. To nie o to chodzi w allemannsretten. To prawo do przebywania, ale w niezauważalny sposób i bez pozostawiania po sobie śladów. Zwłaszcza takich.

To właśnie ta wszechobecność zmotoryzowanych turystów, brak poszanowania natury i lokalnych zwyczajów, brud i chaos, który po sobie zostawiają, są źródłem rosnącej irytacji mieszkańców Lofotów. Nawet lokalne organizacje turystyczne, których celem promocja archipelagu, przyznają, że "sytuacja staje coraz bardziej skomplikowana", a "opinie są podzielone". Uwzględniając typową norweską powściągliwość, oznacza to pełzający konflikt i rosnącą irytację.

Lofoty mają wiele wspaniałych miejsc do kempingu. Na szczytach wzgórz, tuż przy niepowtarzalnych punktach widokowych, nawet bezpośrednio na brzegu oceanu. Wszędzie tam zapewniona jest pełna infrastruktura dla biwakujących. Niestety, nasi goście często idą na łatwiznę

- przyznaje Selboe. - Mamy z tym duży problem.

Nikt o nas nie pamięta

Lokalne władze nie ukrywają, że najbardziej malownicze miejsce na norweskim wybrzeżu nie było przygotowane na taki boom. Na wyspach mających 24 000 stałych mieszkańców w lipcu tego roku zanotowano prawie 200 000 turystycznych noclegów. Liczba ta nie uwzględnia ani kamperów, ani tysięcy pasażerów cruiserów, wielkich statków, które regularnie cumują w lokalnych portach. Coraz częściej podnosi się argumenty, że Lofoty promują i budują wizerunek całej Norwegii, ale są zmuszone same ponosić z tym związane koszty.

Dopiero w 2018 roku podjęto decyzję, by niektóre wyspy objąć ochroną i ustanowić na ich terenie park narodowy. Poprzedzona była ona tygodniami protestów przeciwko planom norweskiego rządu wydobycia gazu ziemnego w bezpośrednim sąsiedztwie Lofotów. W manifestacjach wzięły udział tysiące lokalnych mieszkańców.

Rząd norweski z dumą głosi, że zapewnia turystom nieodpłatną komunikację promową na wyspy. Tyle że konsekwencje tego ponoszą tutejsi mieszkańcy, gdy nie zmieszczą się na pokładzie, płynąc do pracy czy do szkoły

- przyznaje Selboe. - Jesteśmy jako kraj przekonani, że jednolitość wprowadzanych rozwiązań jest wielką norweską zaletą. Niestety, nie wszędzie i nie wszystko działa równie dobrze. Oslo potrafiło wprowadzić karty mieszkańca zwalniające z konieczności ponoszenia opłat za parkowanie na ulicach, ale nam wdrożenie podobnych rozwiązań się utrudnia. Łatwo umieszcza się w folderach zdjęcia najpiękniejszej części naszego wybrzeża, ale dużo trudniej dostrzega się z oddalonej w linii prostej o tysiąc kilometrów stolicy codzienne konsekwencje podejmowanych gdzieś tam w ministerstwach i parlamencie decyzji.

Jak to będzie

Marta Jaroszyńska, która od wielu lat oprowadza grupy turystyczne po archipelagu i napisała autorski przewodnik po Lofotach, nie ma wątpliwości:

Jeżeli nic się nie zmieni, czeka nas połączenie tego, co dzieje się dziś na Islandii i w Dolinie Chochołowskiej. Choć żyję z turystyki, bardzo martwi mnie wizja, że Lofoty zostaną zadeptane.

Perspektywa jest o tyle nieodległa, że w związku z katastrofą klimatyczną, południe Europy traci swoją atrakcyjność. Pojawia się moda na coolcation, a więc spędzanie wakacji tam, gdzie od upału można odpocząć. O tym, jak bardzo gorąco jest w ostatnich latach na południu Europy, piszemy więcej tutaj: Upiornie ciepło w Morzu Śródziemnym. Nowy rekord. To ekstremalne lato w Europie. 

Vegeir Selboe nie ma wątpliwości, że ten trend trafił na Lofoty już kilka lat temu:

Biznes nie popełnia błędów, a linie lotnicze nie bez powodu zmieniają swoje siatki połączeń. Przerzucają rejsy z Hiszpanii, Grecji czy Turcji właśnie tu: na północ Finlandii, Szwecji czy do nas. Tegoroczny wynik portów lotniczych w Evenes i Bodø oraz pojawienie się niespotykanych do niedawna przewoźników jak np. Lufthansy, potwierdza, że turystów szukających chłodu będzie coraz więcej. Tyle że od kilku lat i u nas odnotowujemy nieznane wcześniej temperatury rzędu nawet 28 stopni ciepła.

Innym pomysłem na wyzwania przyszłości jest wydłużenie sezonu. Zgodnie z norweskim przysłowiem "nie ma złej pogody, ale wyłącznie złe ubranie", a dla wielu Lofoty jesienią i wiosną pokazują swoją najprawdziwszą urodę. Coraz więcej touroperatorów planuje wycieczki na wyspy właśnie w tym okresie.

Z myślą właśnie o zmianie profilu turysty i wydłużeniu sezonu turystycznego region Nordland i władze lokalne ubiegały się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury dla głównego miasta tej części Norwegii - Bodø. Udało się i miejscowość znana do tej pory niemal wyłącznie jako baza wojskowa i wielki port rybacki jest nią w 2024 roku.

Mieszko Marek Czarnecki - autor i dziennikarz od 2018 roku mieszkający w Norwegii. Z wykształcenia prawnik. Kiedyś radiowiec, wykładowca, doradca biznesowy, trener. Dziś perkusista, dziennikarz i bloger. Pamięta kolejki za papierem toaletowym, ale uwielbia muzykę dzisiejszych dwudziestolatków. Fascynuje go skandynawska kultura, zwłaszcza scena muzyczna Norwegii, Wysp Owczych i Islandii. Relacjonuje wydarzenia polityczne i społeczne znad fiordów jako korespondent Polskiej Agencji Prasowej w Oslo. Publikuje również w portalu Gazeta.pl, "Gazecie Wyborczej", "Rzeczpospolitej" i "Polityce". Spełniony tata, szczęśliwy mąż. Prowadzi blog poświęcony kulturalnym i społecznym wątkom życia w Norwegii - www.zdrugiejstronyfiordu.com. 

Więcej o: