Kreml szykuje się na wiele lat z sankcjami - tak wynikać by mogło z wypowiedzi jednego z urzędników rosyjskiego rządu. Ten scenariusz ma obowiązywać bez względu na scenariusz zakończenia wojny w Ukrainie.
- To temat na dekady. Bez względu na rozwój wydarzeń i rezultaty pokojowego rozwiązania w Ukrainie. Jest to w rzeczywistości tylko pretekst - powiedział Dmitrij Biriczewski, dyrektor departamentu współpracy gospodarczej ministerstwa spraw zagranicznych Rosji podczas forum w Moskwie (cytujemy za Agencją Reutera). Jego zdaniem, "ostatecznym celem" sankcji, które - jak mówi - zostały wdrożone znacznie wcześniej (czyli zapewne przed pełnoskalową inwazją Rosji), jest "nieuczciwa konkurencja". Biriczewski zauważył jednocześnie pewne plusy obostrzeń, które zmuszają jego kraj do przebudowy gospodarki.
To ciekawe o tyle, że wcześniej Władimir Putin zapowiedział, że zdjęcie wszystkich sankcji wobec Rosji znajdzie się wśród jego warunków zawarcia pokoju z Ukrainą. Gospodarcze reperkusje Zachodu za inwazję na Ukrainę bolą mocno rosyjskich biznesmenów, ale też boją się otwarcie sprzeciwić polityce Kremla, by nie stracić majątku - zauważa Reuters. Serwis podkreśla, że Rosja po 2022 roku stała się państwem najmocniej obłożonym sankcjami, bardziej nawet niż Korea Północna czy Iran.
Kilka dni temu rosyjski oligarcha Oleg Deripska przebywając w Japonii potępił wojnę w Ukrainie, którą nazwał "szaloną", skrytykował też wydatki jego kraju na wojsko. W tym roku mogą się one zbliżyć do 9 proc. PKB - tak wynika ze słów prezydenta Rosji. Deripaskę też dotykają sankcje Zachodu.
Jeśli chodzi o negocjacje pokojowe, to według amerykańskich mediów, w tym miesiącu miały się odbyć rozmowy w sprawie wstrzymania ataków obu stron na infrastrukturę krytyczną przeciwnika. Jak podał "Washington Post", mimo zaawansowanych przygotowań, te negocjacje zostały zablokowane po wejściu sił ukraińskich do obwodu kurskiego w Rosji.