Biedronka rusza na podbój Słowacji. Wiemy, gdzie powstaną sklepy. Później czas na Ukrainę?

Jeronimo Martins zapowiedziało, że jeszcze przed końcem 2024 roku dyskont Biedronka wejdzie do Słowacji. Na początek sieć otworzy pięć sklepów. Właśnie poznaliśmy ich lokalizacje.
Biedronka wchodzi do Słowacji
fot. Jeronimo Martins/LinkedIn

O tym, że Biedronka planuje wejść na słowacki rynek, wiedzieliśmy już od wiosny 2023 r. Plan zagranicznej ekspansji potwierdził m.in. Luis Araujo, CEO Biedronki, który zapowiedział jednocześnie, że pierwsze dyskonty pojawią się u naszych południowych sąsiadów jeszcze przed końcem 2024 roku.

Zobacz wideo W Lidlu za te produkty zapłaciliśmy 42 zł. Czy w Biedronce zapłaciliśmy mniej?

Teraz firma przechodzi od słów do czynów. Ruszyły pierwsze rekrutacje. Obecnie Jeronimo Martins szuka m.in. przedstawicieli handlowych, HR-owców, marketingowców, ale również pracowników magazynu i specjalistów ds. łańcucha dostaw. 

Za ekspansję na słowacki rynek odpowiadać ma szef biznesu Maciej Łukowski, a także Zuzana Baloghova, chief people officer Slovakia w Jerónimo Martins. Kilka dni temu Baloghova opublikowała na platformie LinkedIn wpis, w którym zdradziła szczegóły dotyczące planów sieci w Słowacji.

Współpracujemy z zespołami w Polsce, Portugalii i Kolumbii. Polegamy na sobie nawzajem. Podobnie jak wszystkie firmy należące do Grupy Jerónimo Martins, wierzymy w trzymanie się wartości, czyli robienie tego, co słuszne, i widzimy, jak każdego dnia podnosimy poprzeczkę

- napisała. Jednocześnie Baloghova zdradziła lokalizację pierwszych pięciu Biedronek w tym kraju. Sklepy zostaną otwarte w następujących miastach: Levice, Nowe Zamki, Powaska Bystrzyca, Senica oraz Zwoleń.

Jak zauważa serwis Portal Spożywczy, Słowacja nie jest jedynym rynkiem, którym interesuje się Jeronimo Martins. Według zapowiedzi Luisa Araujo możliwe jest także wejście do Ukrainy, ale tylko pod warunkiem zakończenia wojny w tym kraju. Poza tym Biedronka interesuje się też m.in. Rumunią oraz Czechami.

Warto przypomnieć, że wiosną tego roku Biedronka ogłosiła również plan dalszej ekspansji w Polsce. W jego ramach sieć zapowiedziała otwarcie od 130 do 150 dyskontów do końca 2024 roku, jak również modernizację 350 już istniejących sklepów.

Biedronka na wojnie cenowej z Lidlem. Trwa licytacja na to, kto jest "bardziej polski"

Od początku roku Biedronka zaostrzyła rywalizację z Lidlem. Zaczęło się od SMS-ów Biedronki, w których informowano klientów, że ma niższe ceny niż konkurent. Gdy jedna sieć obniżała ceny produktów, druga przebijała konkurenta. W sumie obniżono ceny kilkuset produktów. 

Teraz rywalizacja wkroczyła jednak na nowy poziom. Obie sieci licytują się bowiem na to, kto jest "bardziej polski". Przypomnijmy, że właścicielem Biedronki jest portugalski koncern Jeronimo Martins, a Lidl to przedsiębiorstwo niemieckie.

Zaczęło się od wypowiedzi Luisa Araujo, prezesa Biedronki, który niedawno stwierdził, że kierowana przez niego sieć "to polski koncept handlowy, stworzony i rozwijany przez Polaków", który od początku bierze pod uwagę "lokalne uwarunkowania i preferencje polskich konsumentów. Natomiast Lidlem rządzą Niemcy". 

Lidl to niemiecka firma, której strategię określa niemiecka centrala. W niemieckiej centrali, jak wiadomo, doszło do wielu zmian, a to zaowocowało nie tylko w Polsce, lecz również na innych rynkach bardziej agresywnym pozycjonowaniem cenowym. (...) My zrobimy wszystko, aby tej rywalizacji nie przegrać

- powiedział w rozmowie z "Pulsem Biznesu". 

Na odpowiedź Lidla nie trzeba było jednak długo czekać. W oświadczeniu przesłanym naszej redakcji sieć stwierdziła m.in., że "osoby wchodzące w skład zarządu Lidl Polska są Polkami i Polakami, a Prezesem organizacji jest Włodzimierz Wlaźlak - Polak". Lidl wskazuje, że od początku istnienia, czyli od 2002 r. strategia biznesowa sieci "powstaje w Polsce, dzięki czemu możemy odpowiadać na potrzeby Polek i Polaków". Przy okazji Lidl wbił szpilę portugalskiemu właścicielowi Biedronki, czyli spółce Jeronimo Martins.

Dodatkowo naszym językiem wykorzystywanym w komunikacji podczas spotkań firmowych lub kontaktów z mediami jest język polski. Umożliwia to m.in. uniknięcie rozprzestrzeniania się błędnych informacji wynikających z tłumaczenia treści z języków angielskiego lub portugalskiego

- czytamy w przesłanym Next.gazeta.pl oświadczeniu.

Więcej o: