Chińscy producenci samochodów starają się wejść na zagraniczne rynki, co pozwoliłoby im uniknąć spowolnienia gospodarczego w kraju. Ale rząd Państwa Środka zaciąga hamulec i przestrzega przed inwestowaniem za granicą - donosi Reuters.
Spotkanie w tej sprawie odbyło się na początku lipca. Chińskie Ministerstwo Handlu zakazało wówczas inwestycji w Indiach i powołując się na dyrektywę rządu centralnego "zdecydowanie odradzało" inwestowanie również w Rosji i Turcji. W nieco łagodniejszym tonie urzędnicy przestrzegali też przed budowaniem fabryk w Europie oraz Tajlandii.
Producentów zachęcano też do tego, by za granicą inwestowali głównie w "montownie", w których końcowy produkt będzie tylko składany. Podzespoły zdaniem chińskiego rządu powinny być produkowane w Chinach, co pozwoliłoby uniknąć ryzyk wynikających z napięć geopolitycznych.
Zakaz dotyczący inwestowania w Indiach związany jest z narastającym napięciem między obydwoma krajami. Zaczęło się od starcia sił zbrojnych na granicy w Himalajach w 2020 roku. Skutkiem tych zdarzeń, była większa kontrola chińskich inwestycji i wstrzymanie dużych projektów z tego kraju w Indiach.
Z kolei w Rosji chińskie elektryki zdobywają coraz większą popularność z powodu sankcji, które zmusiły zachodnich producentów do wycofania się z tego runku, zauważa Reuters.
Ekspansja na rynek europejski jest natomiast ryzykowna przez wysokie, nawet kilkudziesięcioprocentowe cła narzucone przez Unię Europejską na samochody elektryczne z Chin.
Geely, drugi największy producent elektryków pod względem sprzedaży w Chinach aktywnie stara się znaleźć lokalizację dla swojego zakładu w Europie. Wciąż jedna nie zdecydował się na ruszenie z lokalną produkcją w pełnym wymiarze. Inny producent, Leapmotor rozpoczął z kolei współpracę w polskiej fabryce fracusko-włoskiego producenta Stellantis.
Z drugiej strony chińskich inwestorów starają się przyciągnąć do siebie Hiszpanie oraz Włosi. Ale nie jest to takie łatwe. Koncerny samochodowe mają wątpliwości, ponieważ uruchomienie produkcji w Europie nie dość, że wymaga dużych nakładów finansowych, to jeszcze trzeba znać dogłębnie lokalne przepisy.