Agencja IPN poinformowała, że zdaniem policji 15 mln dolarów miało zostać wykorzystane do skorumpowania obywateli i destabilizacji kraju przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi i referendum, do którego ma dojść 20 października w Mołdawii. Organy ścigania namierzyły już ok. 130 tys. osób zamieszanych w tę sprawę.
Według ustaleń policji pieniądze trafiły do liderów lokalnych biur wyborczych, aktywistów i sympatyków konkretnych partii jeszcze we wrześniu. Co ciekawe, działania obywateli Mołdawii miały być przy tym kontrolowane poprzez boty w serwisie Telegram.
Komendant mołdawskiej policji Viorel Cernauteanu wyjaśnił, że ponad 100 lokalnych liderów obejmowało stanowiska "koordynatorów", podczas gdy osoby na niższych szczeblach werbowały kolejnych wyborców. Zamieszani w sprawę mieli także otwierać konta bankowe w Promswiazbanku. Każdy z liderów otrzymywał miesięczne wynagrodzenie w wysokości 250 tys. rubli. Niżej w hierarchii członkom spisku płacono miesięcznie od 900 do 25 600 rubli.
- Osoby, które podały dane osobowe, aby otworzyć konta bankowe w Federacji Rosyjskiej w takich celach, ryzykują nie tylko grzywną w wysokości ponad 37 tys. lei, lecz także konfiskatą wszystkich przelewów i, co jest najpoważniejszą konsekwencją, pozbawieniem wolności. Jednak prawo stanowi, że osoby zamieszane, które zgłaszają się i aktywnie współpracują z organami ścigania, mogą zostać zwolnione z odpowiedzialności karnej lub z wykroczenia - skomentowała główna prokurator w mołdawskiej Prokuraturze Antykorupcyjnej Veronika Dragalin.
Prokuratura i Funkcjonariusze Państwowego Inspektoratu Śledczego zabezpieczyli już serie dokumentów, telefony komórkowe, gotówkę w różnych walutach i inne przedmioty, które mają znaczenie dla śledztwa. W jego trakcie służby przeszukały 25 lokalizacji. Jak przekazuje Radio Wolna Europa, za spiskiem ma stać Ilan Shor, wspierany przez Rosję zbiegły oligarcha i były członek parlamentu Mołdawii zamieszany w oszustwo bankowe.