Spółdzielnia Cukry Nyskie znana m.in. z produkcji ciastek, herbatników, wafli i markizów, podobnie jak w 1997 roku została zalana podczas wrześniowych powodzi. "Jeszcze w ubiegłym tygodniu tutaj wszędzie stała woda. To wszystko było zalane" - mówi Andrzej Chomyszczak, prezes Cukrów Nyskich w materiale filmowym skierowanym do klientów firmy. Pokazuje też miejsca, gdzie było przynajmniej metr wody - zalało np. halę produkcyjną.
Woda hal została jednak wypompowana, a obecnie trwa osuszanie. Działa tam 45 urządzeń suszących. - W tym tygodniu udało się uruchomić praktycznie wszystkie linie. Czyli jesteśmy już w momencie, kiedy dwa piece wypiekowe, na których pieczemy przepyszne nasze herbatniki regionalne, jak również markizy już funkcjonują - relacjonował prezes w rozmowie z Radiem Opole.
Produkcja w Cukrach Nyski odbywa się obecnie na dwie zmiany. Co więcej, praca ma odbywać się również w sobotę i niedzielę, "aby odbudować stoki magazynowe". Firma stara się bowiem realizować zamówienia, które na bieżąco spływają od klientów. - Jest ich bardzo, bardzo dużo - mówi w nagraniu Andrzej Chomyszczak. To efekt akcji "#KupujmyCUKRYNYSKIE".
Pomimo, że z powodu powodzi zakład stanął, a straty spowodowane przez wodę oceniono na 4 mln złotych, prezes spółdzielni zdecydował o wypłacaniu swoim pracownikom 100 proc. pensji. Ten ruch docenili Polacy, którzy masowo wykupują słodkości produkowane przez Cukry Nyskie. Akcja kupowania produktów firmy "przerosła najśmielsze oczekiwania" prezesa.
- Dwa tygodnie nie prowadziliśmy żadnej produkcji, a więc wysyłamy paczki do naszych odbiorców wyłącznie ze stanów magazynowych, dlatego bardzo przepraszam, jeżeli są opóźnienia w wysyłkach. Kwota zamówień, jaka wpłynęła przez ten ostatni tydzień, to już powyżej 400 tys. złotych w samych zamówieniach od internautów. Jest to ogromna pomoc - mówił w rozmowie z Radiem Opole.
Zakłady Cukrów Nyskich mieszą się w Nysie. Jednym z miast, które najdotkliwiej ucierpiały w tracie powodzi. Burmistrz Nysy Kordian Kolbiarz w rozmowie z "Rzeczpospolitą" szacował wstępnie, że straty w infrastrukturze drogowej wyniosą ok. 100 mln zł. Do tego doliczyć trzeba straty w budynkach na kilkadziesiąt milionów oraz, jak mówił, "ogromne straty części przedsiębiorców, są i takie, które uniemożliwiają ruszenie z biznesem".
Na uporządkowanie miasta po powodzi według Kolbiarza potrzeba kilka miesięcy. Natomiast jego odbudowa zajmie kolejnych kilka lat. - Skala dramatów jest ogromna - mówił smutno.