Widmo podwyżek prądu. W tle możliwe odmrożenie cen i opłata mocowa

Napięty budżet na 2025 rok może przełożyć się na uwolnienie cen prądu. Wraz z odmrożeniem rachunki polskich gospodarstw domowych znacząco by wzrosły. Ujawniono, z jakimi kwotami może się to wiązać.
Licznik prądu (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Przypomnijmy, że od 1 stycznia 2025 roku do rachunków polskich gospodarstw domowych doliczona zostanie opłata mocowa. Jak potwierdził Urząd Regulacji Energetyki, z jej powodu większość odbiorców w domostwach zużywających rocznie od 1,2 tys. kWh do 2,8 tys. kWh energii elektrycznej zapłaci średnio 11,44 zł netto miesięcznie. Więcej na temat opłaty pisaliśmy w artykule: "To już pewne. Rachunki za prąd w górę od stycznia. Jeden powód".

Zobacz wideo Glapiński: Przed nami górka inflacyjna aż do 2026 roku

Podwyżki cen prądu w 2025 roku. Wiemy, ile mogą wynieść

Zważając na napięty przyszłoroczny budżet oraz nagłe wydatki związane ze zwalczaniem skutków powodzi, polski rząd może podjąć decyzję o niekontynuowaniu mrożenia cen prądu. W takim przypadku nowe stawki odpowiadałyby taryfom zatwierdzanym przez URE. - W tej chwili stawka za 1 kWh prądu razem z podatkami i opłatami wynosi 1,15 zł. Od 1 stycznia 2025 r., jeśli nie będzie już mrożenia cen, za 1 kWh będziemy płacić 1,39 zł - skomentował dla "Faktu" Bartłomiej Derski, ekspert ds. rynku energetycznego z wysokienapiecie.pl.

Przeciętne gospodarstwo domowe, które zużywa rocznie 2 tys. kWh, ma aktualnie płacić ok. 190 zł miesięcznie. Według wyliczeń możliwe jest jednak, że po wprowadzeniu podwyżek kwota wzrośnie do 230 zł, do których trzeba będzie jeszcze doliczyć opłatę mocową. 

Rząd potrzebuje miliardów, by zamrozić ceny

- Samo zamrożenie cen prądu to koszt ok. 3 mld zł. Gdyby do tego doliczyć koszty zamrożenia opłaty mocowej, to potrzeba by ok. 5 mld zł - dodał Bartłomiej Derski. Pieniędzy tych polskich rząd ma aktualnie nie posiadać.

Jak już informowaliśmy, zaledwie we wrześniu szefowa resortu klimatu Paulina Hennig-Kloska stwierdziła, że w kontekście możliwego zamrożenia cen władze miały w posiadaniu zaledwie 2 mld zł oraz "jakieś dodatkowe źródła finansowania na horyzoncie". Co przy tym istotne, kwota ta została ujawniona, zanim doszło w Polsce do powodzi.

Więcej o: