Niemiecki gigant rozpycha się w Polsce. "Chcemy zostać nr 2 i to dość szybko"

Niemiecka sieć planuje do końca roku otworzyć w Polsce swoją pięćdziesiątą drogerię. Plany są ambitne - dm chce zawalczyć o pozycję numer dwa na polskim rynku drogeryjnym. Czy będzie w stanie zdetronizować Rossmanna?
dm (zdjęcie ilustracyjne)
Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Wyborcza.pl

Drogerie dm są na europejskim rynku od dawna. Pierwszy sklep otwarto w Niemczech w 1973 roku. Obecnie sieć działa w czternastu europejskich krajach, w tym w Polsce. Pod koniec września dm otworzył swój pierwszy sklep w Warszawie i drugi w Opolu. W sumie ma ich aż 38, ale jak zapowiada Marcin Detko, dyrektor obszaru ekspansji dm w Polsce, to nie koniec. 

Zobacz wideo Kiedy ożywienie na rynku pracy? "Możemy się spodziewać małego boomu rekrutacyjnego"

dm ma ambitne plany na ekspansje. Jeszcze w tym roku kolejne firmy

- 2024 rok chcielibyśmy zamknąć ok. 50 lokalizacjami. Jeśli ze strony rynku nic się nie zmieni, ten zakładany wynik stanie się faktem - mówił Marcin Detko w wywiadzie z serwisem portalspozywczy.pl. Na razie ogłosił jedynie otworzenie drugiej drogerii w stolicy w CH Targówek. - Jesteśmy drogerią nr 1 w Europie i na niemieckim rynku mamy ponad 2100 lokalizacji, więc z naszymi prawie 40 drogeriami w Polsce mamy jeszcze wiele do pokazania - dodawał. 

Rossmann nie do ruszenia? dm świadomy swojego miejsca na rynku

Sieć jest jednak świadoma, że na polskim rynku ma potężną konkurencję w postaci sieci drogerii Rossmann. Z informacji podawanych na stronie firma ta ma mieć w Polsce aż 1842 drogerie. Każdego dnia 1,08 mln klientów robi w nich zakupy. To wszystko składa się na 30,6 proc. udziału Rossmanna w rynku drogeryjnym. W samym tylko zeszłym roku obroty tej firmy były na poziomie 15,9 mld zł.

- Chcielibyśmy zostać numerem 2 i to dość szybko. Podkreślam jednak, że dm stawia na wartościową i jakościową, a nie ilościową ekspansję - zapowiada Marcin Detko. - W Polsce dopiero zaczynamy ekspansję, co może być dla nas dużym atutem, ponieważ konkurent musi patrzeć, gdzie jeszcze może się pojawić, aby sam sobie nie zaszkodzić. My zwracamy uwagę tylko na to, gdzie pojawić się bliżej klienta, nie myśląc o efekcie kanibalizacji - zwraca uwagę.  

Więcej o: