Na Bałtyku płonie statek do przewozu ropy i chemikaliów - poinformował "Spiegel". Płonący frachtowiec w pewnym momencie widać było z brzegu. Około godziny 9:10 wybuchł na nim pożar. Kłęby gęstego dymu wznosiły się nawet na kilkadziesiąt metrów. Świadkowie donosili, że doszło do eksplozji lub deflagracji. Dalsze szczegóły i przyczyna pożaru nie są jeszcze znane.
Obecnie tankowiec znajduje się na zachód od Rostocku, na wysokości Börgerende. Lokalne radio Ostseewelle poinformowało, że rannych zostało kilka osób. Służby ratownictwa morskiego mówią jednak o siedmiu uratowanych członkach załogi. To wszyscy, którzy znajdowali się na pokładzie.
Niemieckie media nie są zgodne co do tego, jaki był ładunek tankowca. Niektóre podają, że statek o nazwie Annika przewoził 800 metrów sześciennych mazutu, czyli ciężkiego oleju opałowego. Natomiast inne piszą o ok. 640 tonach ropy naftowej. Nieoficjalnie jednak wszystko wskazuje na to, że bez względu, jaki był ładunek statku - nie zapalił się.
Według policji tankowiec zapalił się na Morzu Bałtyckim w pobliżu miejscowości Heiligendamm. W akcji ratowniczej i gaśniczej udział biorą ratownicy na łodziach i w śmigłowcu. Federalne dowództwo ds. sytuacji kryzysowych przejęło zarządzanie operacyjne w tej sytuacji.
Ministerstwo Środowiska poinformowało, że pożar statku nie spowodował jeszcze żadnego zanieczyszczenia wody. Prawdopodobnie udało się uniknąć katastrofy ekologicznej.