Budżetowa dotacja NFZ w przyszłym roku ma wynieść ponad 18 mld zł, dwukrotnie więcej niż w tym roku. Jak donoszą rozmówcy money.pl, mimo tego dziura w systemie finansowania ochrony zdrowia będzie znacząca. W kuluarach padają jednak różne liczby. Strona rządowa mówi o kilku miliardach, a NFZ - nawet o 11 mld zł. Fundusz zwraca uwagę, że jest to efekt podwyżek dla kadry medycznej.
Od kilku lat na mocy tzw. ustawy nakładowej rząd musi zwiększać wydatki na ochronę zdrowia w relacji do PKB. Docelowo ma być to 7 proc., a nominalnie m.in. również przez inflację każdy kolejny minister zdrowia może mówić o rekordowych nakładach (niemniej kwestia finansowania jest bardziej skomplikowania, o czym piszemy niżej). Razem z wydatkami na ochronę zdrowia rosną też wynagrodzenia pracowników zawodów medycznych, co reguluje oddzielna ustawa.
90 proc. środków, które dodatkowo wpompowano w system ochrony zdrowia w ostatnich trzech latach, poszło na wzrost wynagrodzeń
- mówi jeden z sejmowych rozmówców money.pl.
Jak dodaje, w efekcie podwyżek lekarze mogą brać mniej dyżurów w szpitalach i chętniej pracują dla NFZ. Rozmówca związany ze środowiskiem zarządów szpitali zauważa, że właśnie o to chodziło - by lekarze się nie przepracowywali. Pojawiają się już jednak pierwsze propozycje z obozu rządowego, by podjąć temat wynagrodzeń dla lekarzy na kontraktach.
Rekomendację o podwyżkach dla kadry medycznej przygotowuje rokrocznie Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która przedstawia trzy warianty. W ostatnich latach ministrowie wybierali zawsze ten najdroższy. W ubiegłym roku wyceniono go na 15 mld zł, przeszło dwukrotnie więcej niż wariant najtańszy. Na to może rzutować polityka. Najpierw chęć uniknięcia twardego lądowania lekarzy po pandemii, gdy wprowadzono dodatki covidowe, a potem był rok przedwyborczy i powyborczy. Niemniej cała sytuacja ma wpływ na wydolność systemu ochrony zdrowia.
Kwestia rosnących wynagrodzeń dla kadry medycznej sprawia, że mimo rosnących wydatków na ochronę zdrowia dostępność lekarzy nie poprawia się w zauważalny sposób, co - jak pisze money.pl - zauważa nawet sam NFZ.
"W ramach podsumowania I połowy 2024 r. wiemy, że wartość świadczeń w kluczowych zakresach zwiększyła się średnio o ok. 20 proc, niestety przyrost ten nie pokrywał się z dynamiką wzrostu liczby świadczeń i w niewielkim stopniu przełożył się na wzrost liczby pacjentów objętych opieką" - taką treść zawiera przywoływana już notatka z posiedzenia Rady NFZ.
W budżecie na przyszły rok zaplanowano ponad 190 mld zł na ochronę zdrowia. Nominalne nakłady w 2025 roku wzrosną z 208,6 do 225,2 mld zł - wynika z wyliczeń Monitora Finansowania Ochrony Zdrowia, przygotowanych przez Federację Przedsiębiorców Polskich. Mimo ustawy nakładowej nakłady na ochronę zdrowia w 2025 roku mają spaść z 6,78 do 6,60 proc. w relacji do PKB - to już drugi rok z rzędu, jak wydatki spadają.
Co gorsza, ustawa nakładowa mówi o stosunku wydatków względem PKB sprzed dwóch lat (to tzw. zasada T-2). Natomiast w porównaniu z PKB prognozowanym na 2025 rok realne wydatki na ochronę zdrowia wcale nie zbliżają się do 7 proc. i kolejny rok z rzędu wynoszą 5,65 proc. Luka w finansowaniu ochrony zdrowia nie jest zatem efektem tylko i wyłącznie rosnących wynagrodzeń lekarzy.
- W perspektywie roku 2027 luka w rocznych wpływach sięgnie 25,1 mld zł. Gdybyśmy chcieli uzyskać nakłady na ochronę zdrowia w wysokości 7 proc., licząc nie według wskaźnika T-2, ale z roku bieżącego, to będzie nam brakować kolejnych 35,4 mld zł, co oznacza, że w wartości luka w finansowaniu ochrony zdrowia do 2027 roku sięga 60,5 mln zł - mówił dr Łukasz Kozłowski, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej CALPE podczas sierpniowej konferencji, na której prezentowano Monitor Finansowania Ochrony Zdrowia.