Ministerka zdrowia Izabela Leszczyna już od dłuższego czasu zapowiada, że będzie chciała przeforsować wprowadzenie zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach od 22 do 6 rano. Ministerstwo Zdrowia informowało nas ostatnio, że "zespół ds. programowania prac rządu" pracuje nad tą kwestią. "Jak zawsze, inne resorty wnoszą swoje uwagi i propozycje, jest to częścią procesu tworzenia prawa w Polsce" - napisał resort. Ministerka zdrowia we wtorek mówiła w TVN24, że nad projektem trwają jeszcze dyskusje, bo "ma z kolegami z rządu pewne napięcie", jeśli chodzi o zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach paliw.
- Nie chcę używać słowa, że ktoś lobbuje. Mamy ministrów, którzy odpowiadają za gospodarkę. Oni reprezentują interesy przedsiębiorców, a to jest zawsze ograniczenie pewnego biznesu - stwierdziła Izabela Leszczyna. Tymczasem w związku z ewentualnym wprowadzeniem zakazu nocnej sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych głos zabrały Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN) oraz Polska Izba Paliw Płynnych (PIPP). Obie organizacje stanowczo się temu sprzeciwiają i w obszernym oświadczeniu wymieniają szereg argumentów przeciwko nocnej prohibicji. Wśród nich pojawiają się także te grubego kalibru, jak np. możliwy wzrost cen paliw na stacjach benzynowych i wzrost inflacji. Do tego przedstawiciele branży paliwowej powołują się na prawo Unii Europejskiej.
Obie organizacje podkreślają, że należy walczyć z plagą pijanych kierowców, ale zdaniem POPiHN i PIPP nocna prohibicja na stacjach paliw "nie wpłynie na poprawę bezpieczeństwa na drogach, ani nie ograniczy skali problemów alkoholowych w Polsce". Organizacje uważają, że takie rozwiązania "pod pozorem walki z problemami alkoholowymi, prowadzą do ewidentnej i niczym nieuzasadnionej dyskryminacji branży paliwowej w porównaniu do innych kanałów dystrybucji alkoholu w Polsce" i godzą w podstawowe prawa przedsiębiorców. Zdaniem przedstawicieli branży paliwowej zakaz sprzedaży alkoholu nocą wyłącznie na stacjach paliw w znikomym stopniu przełoży się na ograniczenie fizycznej dostępności alkoholu.
POPiHN i PIPP przypominają, że w Polsce sprzedaż alkoholu prowadzi się na ok. 5,5 tys. stacji paliw. Tymczasem według danych Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom wszystkich punktów sprzedaży napojów alkoholowych w Polsce na koniec 2022 r. było blisko 121 tys. "Oznacza to, że po wprowadzeniu nocnej prohibicji wyłącznie na stacjach paliw, wciąż konsumenci będą mieli możliwość zakupu alkoholu w ponad 100 tys. innych miejsc" - czytamy w oświadczeniu.
Branża podkreśla także, iż stacje paliw mają równie niewielki udział także w ilości i wartości sprzedanego alkoholu. Według danych POPiHN za 1 kwartał 2024 r. sprzedaż napojów alkoholowych na stacjach paliw "to tylko 2,2 proc. wolumenu i 2,6 proc. wartości sprzedaży napojów alkoholowych ogółem". W oświadczeniu wskazuje się, że ograniczenie dochodów stacji paliw z oferty pozapaliwowej "może doprowadzić do wzrostu cen paliw i inflacji". Zdaniem przedstawicieli branży paliwowej takie ograniczenie dochodów może doprowadzić do konieczności ich zrekompensowania poprzez podwyższenie cen paliwa. "Rząd w swoich działaniach powinien opierać się na pozytywnych doświadczeniach z innych krajów, a nie ulegać populizmowi czy krótkotrwałym społecznym emocjom, spowodowanych medialnym zainteresowaniem" - czytamy.
Ponadto POPiHN i PIPP podnoszą, że wprowadzenie nocnej prohibicji wyłącznie na stacjach paliw jest niezgodne z prawem UE - a szczególnie zasadą równego traktowania, swobodą przedsiębiorczości i może być uznane za pomoc publiczną dla przedsiębiorców prowadzących sprzedaż alkoholu poza stacjami benzynowymi. "Każde ograniczenie swobody prowadzenia działalności gospodarczej powinno być zgodne z prawem Unii Europejskiej. I tak, na mocy art. 56 i 49 TFUE jakkolwiek państwa członkowskie mogą wprowadzać ograniczenia tych swobód, muszą to czynić w sposób proporcjonalny" - uważa branża paliwowa. Jej zdaniem propozycja wprowadzenia nocnej prohibicji na stacjach paliw jest nadmiarowa, bo już obecnie samorządy mają możliwość wprowadzania lokalnych zakazów sprzedaży alkoholu w porze nocnej. Takie zakazy obowiązują np. w Krakowie, Poznaniu czy Puławach. "Nie ma więc potrzeby wprowadzać ogólnopolskiego zakazu - powinien on obowiązywać tam, gdzie rzeczywiście dostępność alkoholu nocą stanowi problem" - twierdzą POPiHN i PIPP.