Komisja Europejska obawia się, że na chińskiej platformie Temu mogą być sprzedawane nielegalne i potencjalnie niebezpieczne produkty. Zarzuca firmie, że nie robi wystarczająco dużo, aby kontrolować nieuczciwych handlowców - podaje Bloomberg.
Ponadto, jak wskazano w oświadczeniu, podejrzewa się, że firma narusza nową ustawę o usługach cyfrowych. To unijne prawo mające na celu wyeliminowanie nielegalnych treści i dezinformacji w Internecie. Ocenie mają zostać poddane praktyki Temu w zakresie przejrzystości i dostępu do danych, a także rzekome wdrażanie uzależniających funkcji w celu utrzymania zaangażowania użytkowników.
W przypadku potwierdzenia obaw Komisji Europejskiej, Temu może zostać ukarane grzywną w wysokości nawet 6 proc. swoich rocznych przychodów. Rzecznik Temu przekazał Bloombergowi, że firma będzie w pełni współpracować z unijnymi organami regulacyjnymi i "poważnie traktuje swoje zobowiązania". Co więcej, zdradził, że chińska platforma prowadzi rozmowy w sprawie przystąpienia do dobrowolnego porozumienia z KE w celu zwalczania sprzedaży podrobionych produktów online.
W ostatnich tygodniach napięcie między Chinami a Unią Europejską narasta. We wtorek (29 października) w życie weszły nowe sięgające nawet 45 procent dodatkowe stawki celne na samochody elektryczne z Chin, które tylko podgrzały te emocje. Jakub Jakóbowski, wicedyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, specjalista do spraw Chin w rozmowie z Next.gazeta.pl nazywał to "wojną handlową".
- Zanim zrobi się lepiej, będzie jeszcze gorzej. Nie przewiduję szybkiego dogadania się. Nawet jeśli sprawa samochodowego postępowania celnego rozejdzie się po kościach, to nastroje w Unii Europejskiej są bojowe i nadal będzie chęć prowadzenia protekcjonistycznej polityki wobec Chin. A Chińczycy będą musieli na to po prostu odpowiedzieć - przewidywał w rozmowie z nami.