Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF) wszczął dochodzenie w sprawie luki prawnej pozwalającej takim krajom jak Turcja eksportować do UE objętą sankcjami rosyjską ropę naftową, twierdzą dwie osoby zaznajomione ze sprawą, na które powołuje się Politico.
Śledztwo ruszyło po tym, jak redakcja Politico w maju tego roku ujawniła, że Rosja wciąż eksportuje ropę do Europy. Miliony baryłek miały lub nadal mają trafiać do Turcji, gdzie zmieniania jest marka surowca, który następnie jest sprzedawany do Europy. Jest to możliwe, ponieważ sankcje zezwalają na import paliw mieszanych, jeśli są oznaczone jako niepochodzące z Rosji. Dzięki luce prawnej Moskwa miała wygenerować 3 mld euro zysków w ciągu 12 miesięcy po tym, jak w marcu 2023 roku Unia nałożyła sankcje na import rosyjskiej ropy. Śledztwo w sprawie surowca rzekomo szmuglowanego przez Turcję rozpoczęło się akurat, gdy relacje Unii z krajem rządowym przez Recepa Erdogana pogorszyły się.
Politico w ubiegłym roku ujawniło też, że inna luka w unijnych sankcjach pozwoliła Rosji zarobić poprzez Bułgarię 1 mld euro na sprzedaży paliw kopalnych do Europy. Mimo sankcji sprzedaż ropy wciąż finansuje rosyjską inwazję na Ukrainę. W ten sposób Kreml uzyskuje niemal połowę dochodów.
W ostatnim tygodniu października ceny ropy nagle zanurkowały. Było to związane z wydarzeniami na Bliskim Wschodzie. Odwet Izraela był mniejszy niż się spodziewano, dzięki czemu ropa potaniała. Od tego czasu jednak cały czas rośnie i znów wróciła do wcześniejszych poziomów. Za baryłkę typu Brent we wtorek 5 listopada trzeba zapłacić 75,38 dolar, a ropy amerykańskiej ropy WTI - 71,75 dolara.
"Ceny ropy naftowej pozostaną pod presją do końca roku i trudno spodziewać się, że w przewidywalnej przyszłości cena ropy Brent osiągnie poziom 80 dolarów" - mówił po ubiegłotygodniowym spadku Andy Lipowa z firmy Lipow Oil Associates, cytowany przez portal CNBC.