Glapiński zaskoczył. "Można się zastanawiać, czy nie dochodzi do przepychanki z rządem"

Kacper Kolibabski
Adam Glapiński zszokował ekonomistów swoimi prognozami. Zaskoczenie było na tyle duże, że niektórzy zastanawiają się, czy nie jest to element gry politycznej między RPP a rządem. Co powiedział Adam Glapiński i dlaczego wzbudził takie kontrowersje?
Prezes NBP Adam Glapiński
Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Prezes NBP niespodziewanie zmienił narrację i przyjął scenariusz, który zakłada obniżenie stóp procentowych dopiero za rok, albo nawet w 2026 roku, a nie wiosną 2025 roku, jak przez ostatnie tygodnia zapowiadała RPP. Swoją czwartkową konferencję Adam Glapiński podsumował słowami: "możemy wszystkie problemy, jeżeli będziemy działali w zgodzie, rozwiązywać". Ignacy Morawski, główny ekonomista "Pulsu Biznesu" w swoim tekście dla portalu stwierdził, że choć nie ma na to żadnych dowodów, to trudno uniknąć podejrzeń, że wystąpienie prezesa NBP "jest elementem gry politycznej". Poprosiliśmy go o rozwinięcie tych słów. 

Można się zastanawiać, czy nie dochodzi do przepychanki z rządem. Czy nie jest to forma nacisku i sygnalizowania, że kierunek i ton wypowiedzi Glapińskiego o stopach procentowych będzie zależny od tego, czy w Sejmie będzie prowadzone postępowanie przeciwko prezesowi i przeciwko innym PiS

- powiedział nam Morawski.

Zobacz wideo

Dodał, że jednocześnie trzeba przyznać, iż zdaniem niektórych ekonomistów restrykcyjna polityka  pieniężna jest Polsce potrzebna przy 5-procentowej inflacji. - Nie da się złapać Glapińskiego za rękę i powiedzieć, że na pewno jego opinie mają wymiar polityczny. To złożony temat - uważa ekonomista. Ale co takiego w wypowiedziach prezesa NBP skłoniło go w ogóle do takich komentarzy? 

NBP zmienia scenariusz inflacyjny. Ekonomiści zszokowani

Ze slajdów pokazanych w czwartek przez Glapińskiego wynikało, że analitycy NBP zaktualizowali projekcję inflacji o zamrożenie cen energii. Wcześniej NBP miał dwa scenariusze, nie było bowiem jasne, czy rząd przedłuży działania osłonowe. Jedna projekcja zakładała, że owszem, druga - że nie. Glapiński sugerował, że jeśli zamrozimy ceny energii, to nie skoczą też inne ceny, co wyhamuje inflację. To z kolei pozwoliłoby obniżyć stopy procentowe już wiosną 2025 roku. Odmrożenie cen energii i powrót do rynkowych stawek miał natomiast oznaczać wyższą inflację i obniżkę stóp procentowych w jeszcze późniejszym terminie. Glapiński znów jednak zamieszał. 

Nowe projekcje wywracają wszystko do górny nogami. Mrożenie cen energii miało oznaczać szybsze wyhamowanie cen i zbliżenie do celu inflacyjnego 2,5 proc. (+/- 1 punkt procentowy). Teraz prezes NBP twierdzi jednak, że mrożenie cen energii oddala nas od celu inflacyjnego o sześć miesięcy. Dlatego dyskusja na temat obniżenia stóp procentowych ma się zacząć nie wiosną, a dopiero jesienią 2025 roku.

Ignacy Morawski wyjaśnił nam jednak, że w gruncie rzeczy te projekcje mają inne podstawy. Ta pierwsza zakładała mrożenie cen energii przez cały 2025 rok, ta najnowsza uwzględnia ostateczny kształt rządowego projektu, czyli zamrożenie cen na pół roku.  

Ekonomiści ING piszą o tym tak: "Przed wczorajszym [komentarz jest z czwartkowego popołudnia, chodzi więc tutaj o środę] posiedzeniem RPP wydawało się, że scenariusz alternatywny przedstawiony w listopadowej projekcji NBP, zakładający kontynuację mrożenia cen energii, stał się scenariuszem bazowym. Okazuje się, że jest zupełnie inaczej. Decyzja o mrożeniu cen energii od stycznia przyszłego roku oznacza wolniejszy, a nie szybszy powrót inflacji do celu. Powstaje jedynie pytanie: jaki był cel przedstawiania scenariusza optymistycznego NBP, skoro prawdopodobieństwo jego realizacji według RPP było zerowe". 

Problemy prognoz NBP i chaotyczna komunikacja prezesa

Analitycy ING zauważają też, iż "prezes NBP przemilczał, że rządowa decyzja o zamrożeniu cen energii elektrycznej obowiązuje wprawdzie do końca września 2025 r., podczas gdy przedstawiciele rządu zadeklarowali niepodnoszenie taryf po upływie okresu odmrożenia". Dodatkowo "sytuacja na rynku hurtowym energii czy prognozy dla rynków commodities (biorące pod uwagę plany Trumpa zwiększenia podaży gazu i ropy na świecie) wskazują, że ceny hurtowe i detaliczne prądu mogą już nie zmienić się po odmrożeniu".

To znów sprawia, że wobec projekcji przedstawionych przez Glapińskiego narasta zwątpienie. - Wydaje mi się, że mrożenie cen energii nie powinno być aż tak istotne w dyskusji o stopach procentowych, bo one oddziałują na gospodarkę z dużym opóźnieniem i nie wpływają na ceny energii, co zresztą sam Glapiński w przeszłości często podkreślał - mówi nam Morawski. 

Zdaniem ekonomistów mBanku rynkowe warunki pozwoliłyby obniżyć stopy procentowe już w marcu. Eksperci przez niespójną komunikację Glapińskiego, mają jednak problemy z prognozowaniem tego, co rzeczywiście się stanie. Prezes NBP w swoim wystąpieniu tłumaczył, że stabilność inflacji w Polsce jest zagrożona przez wysoki deficyt fiskalny, wysoką dynamikę płac oraz przez ryzyko destabilizacji oczekiwań inflacyjnych, jak wylicza Morawski. Analitycy mBanku uważają, że wskazuje to na chaotyczne reakcje RPP. "Rada swobodnie żongluje tematami, które są ważne. Raz jest to wzrost PKB, raz stopa bezrobocia, raz inflacja. Ciężko tutaj doszukiwać się jakiejś konsekwencji" - czytamy. 

Z tego względu nie wiemy, kiedy stopy ulegną zmianie. Każde działanie może mieć obecnie dowolną interpretację. Uważamy, że takie działania - ciągłe zaskakiwanie uczestników rynku - negatywnie odbijają się na mechanizmie transmisji polityki pieniężnej do realnej gospodarki

- piszą ekonomiści. Wtórują im analitycy macroNEXT, którzy uważają, że "zaskakiwanie to jedyna stała polityki RPP". Na dowód przytaczają decyzje Rady w sprawie stóp procentowych od marca 2022 roku do listopada 2023 rok (gdy ostatni raz je zmieniono).

- Miesiąc temu Glapiński wypowiadał się w bardzo łagodny i zrównoważony sposób, akcentował ryzyka inflacyjne, fakt, że inflacja jest wysoka, ale mówił też o czynnikach, które mogą łagodzić te inflację w najbliższych kwartałach. A grudniowa konferencja była bardzo jastrzębia. Mówił tylko o czynnikach podbijających inflację, od deficytu budżetowego, przez wzrost płac i wzrost cen energii w przyszłym roku, na ryzyku destabilizacji oczekiwań inflacyjnych kończąc - wylicza nam ekonomista. 

- Jest duża zmienność w komunikacji banku centralnego. Jest zbyt mało przejrzyście i zbyt zmiennie. Moim zdaniem komunikacja banku centralnego powinna być ostrożniejsza i bardziej stabilna. W pewnym sensie prezes przyzwyczaił rynek do tego, że potrafi zmieniać zdanie, więc może to nie jest szok? Wydawało się jednak, że Glapiński stopniowo łagodnieje, jest coraz mniej emocjonalnych wypowiedzi, a jego komunikacja staje się stopniowo coraz bardziej sztywna i rygorystyczna. Ostatnie miesiące znów przyniosły jednak huśtawkę - podsumowuje Ignacy Morawski.  

Kacper Kolibabski
Więcej o: