Energetyczna wolta: Norwegia chce ograniczyć eksport energii do Europy. Rząd rozważa wyłączenie połączenia energetycznego z Danią po zakończeniu umowy w 2026 roku. Bardziej radykalna opozycja domaga się również renegocjacji połączeń energetycznych z Wielką Brytanią i Niemcami.
Ceny prądu w górę: Winne temu jest tzw. Dunkelflaute, czyli okres kiedy nie świeci i nie wieje, czyli taki, w którym nie ma dużych możliwości na wytwarzanie energii z wiatru i słońca. Niemcy mocno na nią postawiły, dlatego ceny energii są tam teraz rekordowe. W czwartek (12 grudnia) między 17:00 a 18:00 Niemcy musieli płacić za megawatogodzinę prądu 936 euro, czyli ponad 4 tys. zł. Tyle samo płacili Duńczycy. Nieco mniej, ale równie dużo Holendrzy (873 euro) i Austriacy (850 euro).
Rachunki w Norwegii wystrzeliły: Dotknięte Dunkelflaute kraje chcą rekompensować to dostawami z innych państw. Na przykład z Norwegii, która ma dużą produkcję energii wodnej. W ten sposób wpływają jednak na ceny w samej Norwegii. Ceny w południowej części kraju osiągnęły w tym tygodniu rekordowy poziom 13,16 koron norweskich (1,18 dolara) za kilowatogodzinę. To aż dwadzieścia razy więcej, niż w ubiegłym tygodniu i najwięcej od 2009 roku.
Złość na Niemców: Podbijanie cen na lokalnym rynku sprawiło, że Norwegowie rozważają odcięcie się od Europy. Jeden z ambasadorów UE w Oslo uważa, że to "decydujący moment w relacjach", a taki ruch "nie zostanie dobrze przyjęty". Tymczasem norweski minister energetyki Terje Aasland mówi, że to "absolutnie g*wniana sytuacja". Rozgoryczenie dobiega również ze Szwecji. Tamtejsza wicepremierka i ministerka energii Ebba Busch powiedziała, że jest "zła na Niemcy". W Szwecji ceny energii też są obecnie rekordowo wysokie, bo energię elektryczną trzeba było eksportować do Niemiec. Dlatego Busch obwinia Niemcy za m.in. zamknięcie elektrowni jądrowych i ograniczenie swoich możliwości energetycznych.
Nierówne ceny energii: Norwegom oraz Szwedom tym bardziej nie zależy na eksporcie swojej energii, gdyż mają własne problemy wewnętrzne. Zarówno Szwecja, jak i Norwegia mają słabe krajowe sieci przesyłu energii elektrycznej, co oznacza, że prąd jest często dużo tańszy na północy, gdzie jest wytwarzany, niż na południu, gdzie jest zużywana w największym stopniu. I tak np. w środę w południowym mieście Göteborg konsumenci płacili w środę 190 razy więcej za prąd niż ci w północnym mieście Lulea.
Przeczytaj teżtekst Patryka Strzałkowskiego: Politycy PO chcą rewizji zakazu aut spalinowych. To grozi tworzeniem "przepaści" między UE a Chinami.
Źródła: IAR, Financial Times, energetyka24.com, expressen.se, Janusz Piechociński [X].