Spodziewany był brak poparcia dla szefa niemieckiego rządu podczas głosowania nad wotum zaufania i tak też się stało. Koniec Olafa Scholza na stanowisku kanclerza Niemiec oznacza otwarcie drogi do przedterminowych wyborów parlamentarnych w tym kraju. Liderzy koalicji rządowej porozumieli się już wcześniej z opozycją w sprawie poniedziałkowego głosowania. Wiemy, jak będzie teraz wyglądała ta przedwyborcza ścieżka.
Przypomnijmy, że gabinet Olafa Scholza stał się mniejszościowy, gdy w listopadzie kanclerz wyrzucił z rządu ministra finansów. Za szefem liberałów poszło dwoje kolejnych ministrów z FDP i w rządzie zostali wyłącznie politycy SPD i Zielonych. Partie te zajmują obecnie trzecie i czwarte miejsce w sondażach. Najwyższe notowania mają chadecy z CDU/CSU oraz skrajna Alternatywa dla Niemiec. W jakim stanie Scholz zostawia Niemcy i przede wszystkim gospodarkę? Zdaniem Bloomberga "największa gospodarka Europy weszła na ścieżkę recesji i skutki mogą być nieodwracalne". "Po pięciu latach stagnacji gospodarka Niemiec jest obecnie o 5 proc. mniejsza, niż byłaby, gdyby utrzymała się tendencja wzrostowa sprzed pandemii" - czytamy. Problemy spowodowane są w dużej mierze utratą taniej energii z Rosji, ponadto giganci tacy jak np. Volkswagen czy Mercedes nie nadążają z konkurencyjnością za chińskimi firmami samochodowymi.
"Spadek konkurencyjności krajowej oznacza, że każde gospodarstwo domowe jest w gorszej sytuacji o około 2500 euro rocznie" - podkreśla Bloomberg. - To bardzo powolny, bardzo długotrwały upadek. Nie firmy, nie miasta, ale całego kraju, a wraz z nim Europy - ocenia Amy Webb, założycielka i szefowa Future Today Institute. Media dodają, że Niemcy mają ogromne kłopoty akurat wtedy, gdy reszta Europy potrzebuje ich "przemysłowej siły, aby pomóc regionowi dotrzymać kroku Chinom, poradzić sobie z wojną Rosji na Ukrainie i odpowiedzieć na coraz bardziej izolacjonistyczne Stany Zjednoczone". Tymczasem Niemcy stoją w obliczu największego kryzysu od czasu zjednoczenia.
Zdaniem dr. Konrada Popławskiego z Ośrodka Studiów Wschodnich Olaf Scholz nie podołał zadaniu gruntownej reformy gospodarki. Ekspert dodaje, że co prawda kanclerz działał w trudnym momencie "ponieważ mało ekspertów, może poza amerykańskimi, spodziewało się inwazji Rosji na Ukrainę, natomiast te problemy, o których było wiadomo, nie zostały podjęte w wystarczającym stopniu". Rozmówca Next.gazeta.pl wśród głównych problemów, z którymi nie poradził sobie gabinet Scholza wymienia m.in. poprawę infrastruktury, która od czasów Angeli Merkel "została mocno zaniedbana" m.in. poprzez "wadliwą konstrukcję tzw. hamulca budżetowego".
Scholz próbował ten temat załatwić funduszami pozabudżetowymi, jednak ta kwestia została zablokowana przez Trybunał Konstytucyjny z powodu zbyt dużego poziomu nietransparencji. Nie widać też wystarczających ograniczeń socjalnych z uwagi na to, że niemiecka konkurencyjność spada w drastycznym stopniu
- mówi Next.gazeta.pl ekspert. Jego zdaniem niemieckie "przedsiębiorstwa potrzebują oddechu, nie ma też sposobu na rozwiązanie kwestii cen energii". - Okazało się, że model polegający na coraz większym imporcie energii z Rosji po inwazji jest niemożliwy i stąd powstało wiele nowych ognisk problemów w niemieckiej gospodarce. Nie widać, żeby jakiekolwiek z większych wyzwań zostało załatwione w jakimkolwiek stopniu - dodaje.
Zdaniem dr. Konrada Popławskiego z polskiej perspektywy "najważniejszą kwestią jest stabilność niemieckiego systemu energetycznego".
To, co widzimy w grudniu, czyli tzw. dunkelflaute - współwystępowanie słabych powiewów wiatru i jednoczesne zachmurzenia - powoduje, że niemiecki system jest bardzo niestabilny i wywołuję niestabilność na zewnątrz. Doprowadza to do bardzo wysokich cen energii nie tylko w naszej Europie kontynentalnej, ale też w Skandynawii. Do tego stopnia, że Norwegia rozważa ograniczenie eksportu do Europy, co miałoby tragiczny skutek
- ocenia ekspert. - Szczerze mówiąc, nie widzę innego wyjścia poza przywróceniem energetyki nuklearnej w Niemczech, natomiast nie do końca widzę odważnych, którzy byliby gotowi powiedzieć, patrząc w oczy społeczeństwu, że nasz pomysł Energiewende nawalił i że bez energii nuklearnej przy obecnych technologiach i w obecnej sytuacji geopolitycznej nie damy rady - dodaje dr Konrad Popławski.
Zdaniem naszego rozmówcy kolejną ważną sprawą dla Polski przy okazji nowych wyborów w Niemczech byłoby "odbiurokratyzowanie systemu unijnego". Ekspert podkreśla, że Niemcy są współodpowiedzialni za biurokrację w UE, ponieważ "to oni obsadzają kluczowe stanowiska w Brukseli i ten swój zbiurokratyzowany system narzucili całej UE". - Z kolei w tym systemie bardzo kuleje innowacyjność. Firmy wyprowadzają się z Europy - nie mamy konkurencyjnych cen energii czy kosztów pracy, ale też sposób załatwiania spraw w administracji państwowej czy dostępność do kapitału na innowacje, jest na słabym poziomie - stwierdził dr Konrad Popławski.
Jak będą teraz wyglądać kolejne kroki na ścieżce ku przedterminowym wyborom w Niemczech? Odwołany kanclerz skieruje do prezydenta Niemiec wniosek o rozwiązanie Bundestagu. Frank-Walter Steinmeier może to zrobić jeszcze w poniedziałek i zapowiedzieć jednocześnie rozpisanie wyborów. Zgodnie z ustawowymi wymogami i uzgodnieniami największych partii do wyborów miałoby dojść 23 lutego. To oznacza, że zazwyczaj apolityczny okres świąteczno-noworoczny będzie tym razem w Niemczech początkiem oficjalnej kampanii wyborczej. Partie już zaczęły prezentować swoje programy oraz ogłaszać kandydatów na kanclerza.