- Bolesław Chrobry wykazał się wówczas wielką odwagą, sprytem politycznym, wizją i jestem przekonany, że to, co zostało w naszej historycznej pamięci to przede wszystkim to, że Polska awansowała wówczas do pierwszej ligi państw europejskich. Tak naprawdę, chociaż jestem historykiem, nie chodzi tylko o historyczne reminiscencje, tylko żeby wrócić do tej wielkiej odwagi, do tego wielkiego marzenia, jakie cechowało wówczas, 1000 lat temu, Bolesława Chrobrego i żeby na nowo uwierzyć w coś, co jest możliwe. W coś, co jest w zasięgu ręki, w coś, co zależy tak naprawdę w dużej mierze od nas samych - powiedział Donald Tusk na początku swojego wystąpienia na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.
Zaczęło się zatem nieco pompatycznie, od Bolesława Chrobrego - pierwszego polskiego koronowanego (równo 1000 lat temu) władcy. Logo zaprezentowanego przez premiera i ministra finansów planu na gospodarkę także się odwołuje do tej rocznicy - dwie korony w barwach polskiej flagi. - Tak naprawdę trochę wzorem Bolesława Chrobrego postawiliśmy zacząć nowy etap - stwierdził premier.
Czy "rok przełomu" to plan całego rządu, trudno powiedzieć, bo koalicjanci KO przekazywali mediom, że wystąpienie premiera na GPW nie było z nimi konsultowane. Donald Tusk mówił optymistycznie o szansach przegonienia przez polską gospodarkę tych, którzy "jeszcze niedawno patrzyli na nas trochę z góry, trochę ze współczuciem, często z solidarnością". Jak mamy to jego zdaniem zrobić? Oto najważniejsze wątki wystąpienia Donalda Tuska i Andrzeja Domańskiego - w pięciu krótkich punktach.
- Rok przełomu to prosta strategia, w zasadzie najprostsza z możliwych. To są inwestycje, inwestycje, inwestycje - powiedział Donald Tusk. W tym roku inwestycje mają przekroczyć 650 mld zł i to według premiera ostrożny szacunek, który spodziewa się, że kwota ta może wynieść bliżej 700 mld. Kwota wydawać może się oszałamiająca. Premier zresztą powiedział, że jest ona rekordowo duża, ale - jak zauważył dziennikarz ekonomiczny Rafał Hirsch - jest też ona mało porażająca, jeśli spojrzeć na to, jak wyglądała w ostatnich latach i dorzucić inflację.
Ekonomista Maciej Bukowski dorzuca do tego swoje wyliczenia: "650 mld w roku 2025 to by było jakieś 16,5 proc. PKB czyli tyle, ile w słabym inwestycyjnie roku 2022. 700 mld to by było jakieś 17,8 proc., czyli mniej więcej tyle ile w roku 2023. Trudno tu mówić o ożywieniu inwestycyjnym". Trudno być też zresztą zaskoczonym tym, że inwestycje będą rosnąć, skoro w tym roku mają do nas napłynąć na dużą już skalę fundusze unijne.
Andrzej Domański w swoim wystąpieniu dorzucił do tego jeszcze inny wątek inwestowania - "dynamiczny rynek kapitałowy", czyli polską giełdę.
Premier chce wzmocnienia polskich portów. Tak, żeby do 2030 roku przeładunki wzrosły trzykrotnie. Mówił także o przeznaczeniu dużych środków na kolej - 180 mld zł do 2032 roku. To kolej ma stać się "kręgosłupem sprawnej logistyki i szybkiego transportu" - dodał Andrzej Domański. To kolej ma być środkiem transportu, który pozwoli na skomunikowanie centrów logistycznych w kraju z portami na północy Polski. W wypowiedzi ministra finansów pojawił się konkret: modernizowana ma być tzw. nadodrzanka, czyli linia Wrocław - Szczecin, a także magistrala 201. To ma usprawnić transport do Czech, Słowacji i dalej na południe. Na te dwie inwestycje mamy przeznaczyć 10 mld zł.
Drogi pojawiły się jako wzmianka w kilku słowach, podobnie jak CPK, bez żadnych zapowiedzi co do kwot. Przy tej okazji wspomniał o kwestii bezpieczeństwa, ważnej dla inwestorów polskich i zagranicznych.
- Jesteśmy mocno zaawansowani z największymi gigantami technologicznymi. Mam za sobą rozmowy z liderami i Google'a, i Amazona, IBM i Microsoft. Szefowie Microsoft i Google'a będą w najbliższych dniach w Polsce moimi gośćmi i będziemy dopinali ich plany inwestycyjne - zapowiedział premier. I to pierwsza ciekawostka, o jakiej usłyszeliśmy, choć nic więcej na temat charakteru tych planów premier nie zdradził.
Andrzej Domański swoje wystąpienie zaczął od konieczności inwestycji w naukę i badania (i bardzo dobrze!). Podkreślał, że "każda złotówka zainwestowania w badania i innowacje generuje od 4 do 7 zł zwrotu dla gospodarki". Obiecał zwiększanie badań na naukę i badania, zarówno pod względem nominalnym, jak i części PKB. Mówił także o talentach w IT i rozwoju tej branży w Polsce. - Będziemy aktywnie rozwijać AI a także technologie kwantowe, których podwaliny tworzyli polscy fizycy - zapowiedział minister finansów.
Donald Tusk zwrócił uwagę, że kwestia tego, czy wystarczy w Polsce energii, jest ważnym czynnikiem dla inwestorów zagranicznych, zastanawiających się nad ulokowaniem swoich projektów w Polsce. Obok decyzji o budowie pierwszej elektrowni jądrowej rząd jest też już po decyzji dotyczącej umożliwienia, przy udziale prywatnego kapitału, wskazania lokalizacji drugiej potencjalnej elektrowni jądrowej.
Ciekawsze w tym wątku było coś innego. Premier ujawnił, że Google chce zaangażować się w działania sprawiające, że polskie sieci przesyłowe energii staną się bardziej inteligentne, co pomoże uwolnić zapasy energii. Czyli o inwestowaniu nie tylko w same źródła energii, ale także w lepsze wykorzystanie zasobów, które już mamy. I o ile na pierwszą elektrownię jądrową będziemy czekać jeszcze lata (według obecnych szacunków do 2032 r.), to tego typu usprawnienie powinno się udać znacznie szybciej.
Energia ma być stabilna i tania. - Naszym celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której ceny energii stają się atutem polskich firm w konkurencji z europejskimi czy światowymi liderami - dodał chwilę później minister finansów.
Ten moment konferencji mógł zwrócić największą uwagę słuchających - bo wyglądał (wyreżyserowany czy nie - tego nie wiemy) dość nietypowo. Jednym z głównych punktów pomysłu przedstawianego przez premiera i ministra finansów była deregulacja - czyli zniesienie części uregulowań, które blokują przedsiębiorców lub utrudniają im prowadzenie biznesu. Ta deregulacja ma według premiera "uwolnić energię ludzi". Donald Tusk mówiąc na ten temat zwrócił się bezpośrednio do obecnego na sali prezesa InPostu Rafała Brzoski, by zajął się przygotowaniem rekomendacji do zmian dla rządu w tym temacie i to możliwie szybko.
Premier wyznał, że czytał niedawno dwa wywiady z Rafałem Brzoską, w których biznesmen mówił, że deregulacja nie jest niczym trudnym, wystarczą chęci, a on wie, co trzeba w tej sprawie zrobić. - No to niech się pan za to weźmie - wezwał Tusk. - Bierze pan to? - zapytał, a Rafał Brzoska pokiwał głową, co pokazały kamery. Tusk dodał po chwili, że usłyszał, jak biznesmen odpowiada "challenge accepted" - czyli "wyzwanie przyjęte".
Już po konferencji Brzoska odniósł się do propozycji na X. "Zrobię wszystko, by zjednoczyć środowiska przedsiębiorców i wspólnie - z politykami wszystkich opcji, rządem, urzędnikami oraz organizacjami społecznymi – przygotować konkretne propozycje zmian deregulacyjnych" - napisał.
Budzi to skojarzenie - nie odosobnione, jeśli spojrzeć na komentarze np. branżowych dziennikarzy na X - z Elonem Muskiem. Amerykański miliarder dostał włączony przez Donalda Trumpa do administracji Białego Domu, by zająć się działaniami m.in. związanymi z deregulacją właśnie.
O "polskim Elonie Musku" piszemy w cudzysłowie, bo to jednak nie są sytuacje identyczne. "Prawdziwy" Elon wszedł już bardzo bezpośrednio do zarządzania na poziomie federalnym. Rafał Brzoska podjął się (bo na pytanie premiera wyraźnie odpowiedział "tak", co pokazała kamera) przygotowania niewiążących rekomendacji. Choć także premier i minister finansów podkreślali w swoich wypowiedziach, że chcą współpracować z biznesem. Zresztą, to biznes od miesięcy (np. na EFNI jesienią zeszłego roku) odmienia słowo "deregulacja" przez wszystkie przypadki. Ruch premiera może trochę wyglądać tak, jakby miał służyć zrzuceniu trudnego tematu na przedsiębiorców. Z drugiej strony głos od bezpośrednio zainteresowanych zmianami jest na pewno bardzo ważny.
Podsumowując: konkretów u premiera było niewiele - więcej przedstawił ich minister finansów. Sporo było podsumowań działań, które już mają miejsce albo były już planowane. Nadal jednak to, co usłyszeliśmy, trudno nazwać kompleksowym programem gospodarczym. Wygląda raczej jak ogólny zarys rysującego się planu. Czy to przełom? A to zależy, jaki przełom mamy na myśli.
- Trudno się nie zgodzić z tym, że 2025 powinien być rokiem przełomu, bo funduszy z UE rzeczywiście mamy dostępnych dużo, a czasu na ich wydatkowanie - zwłaszcza części dotacyjnej KPO - jest mało. Padły zapowiedzi powołania Rady Gospodarczej i działań deregulacyjnych, ale nadal chyba nie ma jednego centrum decyzyjnego w rządzie odpowiadającego za sprawy gospodarcze. Najbliżej tego jest chyba Ministerstwo Finansów, stąd obecność ministra Domańskiego na dzisiejszej konferencji - mówi Next.gazeta.pl Adam Antoniak, starszy ekonomista ING.
Co mówią inni eksperci? Czytaj też: Czy faktycznie czeka nas przełom? - Jeżeli będzie, to raczej z zupełnie innych przyczyn - skomentował dla Next.gazeta.pl Jan Oleszczuk-Zygmuntowski. Czego Tusk nie powiedział na GPW?