Top Farms Głubczyce traci ziemię: Kłopoty zaczęły się od projektu PSL, który partia wprowadziła w 2011 roku, gdy rządziła wspólnie z Platformą Obywatelską. Tzw. ustawa o trzydziestkach na spółkach, które dzierżawią ziemię od państwa, wymusiła oddanie 30 proc. dzierżawionej ziemi na rzecz rolników indywidualnych. Spółka oddała 2,5 tys. hektarów państwu, ale z opóźnieniem, przez co straciła możliwość przedłużenia dzierżawy. 30-letnia umowa w tej sprawie zakończyła się 31 grudnia 2023 roku. Obecnie spółka funkcjonuje w oparciu o wydłużenie wydania gruntu i nie ma fizycznej umowy dzierżawy. Do 30 listopada musi natomiast wydać pozostałe 4,7 tys. hektarów gruntu, które jej zostały.
Setki miejsc pracy zagrożone: Wypowiedzenie umowy gruntu oznaczałoby zamknięcie zakładu w Głubczycach i utratę pracy przez 250 osób. I to nie licząc podwykonawców. Źródło utrzymania straci w efekcie nawet 1 tys. osób. Top Farms Głubczyce to duży producent mleka, zakład codziennie opuszcza 50 tys. litrów towaru. Spółka od 30 lat się rozwija, a zatrudnione w niej osoby to wysokiej klasy specjaliści, którzy po zmianach w gminie najpewniej nie znajdą równie dobrze płatnej pracy. Szczególnie że w regionie jest około 10 proc. bezrobocia. - Jak nam nie pomogą politycy, to państwo zarżnie dochodową firmę, która zatrudnia 250 osób, a do nich trzeba doliczyć jeszcze podwykonawców - mówią pracownicy firmy.
Jakie opcje ma Top Farms Głubczyce? Spółka nie może zachować ziemi w dzierżawie, ale może startować w przetargu na Ośrodek Produkcji Rolniczej, określanych jako "nowe PGR" - tłumaczy Ryszard Grüner, dyrektor oddziału Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Opolu. Choć KOWR nie ogłosił jeszcze konkursu, to na ziemię po Top Farms wpłynęło już kilkanaście ofert. Wygrana w konkursie pomogłaby przedłużyć hodowlę i uratować miejsca pracy. - Tylko trzeba wygrać przetarg na OPR, a tu nie ma pewności, że wygramy. W Wielkopolsce dzierżawca, taki jak my, przegrał przetarg. Wtedy bydło poszło na sprzedaż, a ludzie na bruk. Więc u nas ludzie żyją "na walizkach" - mówi Janusz Gużda, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Rolnych Top Farms Głubczyce.
Od chwalenia pracodawcy, do parobków: Zarząd Top Farms podkreśla, że utrata gruntów nie wynika z ekonomicznych przesłanek, a jest efektem ustawy, która nie odpowiada obecnej strukturze rolnej, a wciąż obowiązuje. Firma się rozwijała, a pracownicy zachwalają pracodawcę, który waloryzuje ich pensje, czasem nawet ponad inflację, zapewnione są nagrody i pakiet medyczny. Przed ustawą o "trzydziestkach" na osiedlu pracowniczym nie zamykano nawet drzwi w domach i samochodach. Z czasem jednak rozpoczęła się "dywersja", płonęły kombajny, stogi siana, napadnięto nawet i związano stróża w magazynie. Pracownicy nie liczą więc przesadne, że znajdą zatrudnienie u nowych właścicieli ziemi po Top Farms, szczególnie, że jak sami twierdzą, "oni nie potrzebują fachowców do pracy, a co najwyżej parobków w sezonie".
Czytaj też: "Rewolucja dla rolników. Nowe kryteria, by dostać dopłaty. Będą kontrole".
Źródła: Opolska360, Top Agrar, OPZZ