Chiny grają w wielką grę. Unia Europejska znalazła się w trudnym położeniu

Chińczycy z dystansem podchodzą do relacji z Unią Europejską. Ani nie chcą ich zacieśniać, ani tracić. Liczą, że sytuacja geopolityczna i tak odda Europę w ich ręce.
Sesja otwarcia Narodowego Kongresu Ludowego (NPC) w Pekinie.
Fot. REUTERS/Tingshu Wang

Chiński przywódca Xi Jinping odrzucił zaproszenie Unii Europejskiej na szczyt z okazji 50. rocznicy nawiązania stosunków dyplomatycznych - dowiedział się "Financial Times". Podobnie jak w poprzednich latach Chiny będzie reprezentował premier Li Qiang. Unia Europejska liczyła jednak, że tym razem z racji na wyjątkowość wydarzenia i sytuację geopolityczną, do Brukseli przyleci najważniejsza osoba w państwa. - Wizyta Xi w Brukseli nadałaby rozmowom zupełnie inną wagę, z pewnością większą. Chińczycy jednak nie chcą się jeszcze za bardzo deklarować, ponieważ sytuacja międzynarodowa nie jest w pełni przewidywalna - wyjaśnia dr Marcin Przychodniak, analityk ds. Chin Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM). Uspokaja jednak, że to za mało by mówić o kryzysie w relacjach.

Zobacz wideo Donald Trump zapowiada zaostrzenie wojny handlowej z Chinami. To potężny problem dla Rosjan

Sytuacja geopolityczna sprzyja Chinom. Co zrobi Unia Europejska?

- Nie ma tu jakiejś dyplomatycznej czy politycznej praktyki, która wymagałaby szczególnej interpretacji czy odczytywania tego jako sygnał czegoś zmieniającego się, jako coś znaczącego. W szczytach z UE organizowanych w Brukseli chińskiej delegacji przewodniczył wcześniej premier ChRL. Pokazuje to jednak, że Chińczycy mogą nie chcieć się za bardzo angażować w sposób, który wymagałby daleko idących deklaracji politycznych - wyjaśnia analityk. Zwłaszcza że do spotkania na linii Bruksela - Pekin dochodzi i będzie dochodzić. Wielce prawdopodobna obecność premiera Chin podczas szczytu jest tego najlepszym dowodem. - Chińczycy chcą podkreślać gotowość do współpracy z Unią, ale nie chcą angażować się za bardzo, by składać konkretne propozycje - zwraca uwagę dr Marcin Przychodniak.

Za dobry przykład lekkiego wycofania można podać Kompleksowe Porozumienie Inwestycyjne (CAI) między Unią Europejską a Chinami. Negocjacje nad m.in. dostępem do rynku i równą konkurencją zakończono w 2020 r. W 2021 r. wstrzymano jednak prace nad jej ratyfikacją. - Ze względu na różne problemy CAI tknęło w procesie ratyfikacji i ostatecznie nigdy nie weszło w życie. Jeszcze w zeszłym roku Chińczycy mówili, że może warto do tego wrócić. Obecnie tych sugestii nie ma w ich propozycjach czy retoryce - zwaraca uwagę analityk PISM. - W ich wypowiedziach nie ma konkretnej oferty gospodarczej, ale między wierszami nadal starają się przypodobać UE - dodaje. Wskazuje m.in. na wystąpienie ministra spraw zagranicznych Chin, Wang Yi, podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Podkreślił w nim, że wszystkie strony zaangażowane w konflikt rosyjsko-ukraiński powinny uczestniczyć w rozmowach pokojowych, zaznaczając kluczową rolę Europy.

Chińczycy tym bardziej nie muszą się angażować, ponieważ czas gra na ich korzyść. - Dla nich obecna sytuacja międzynarodowa rozwija się w sposób pomyślny. W tym rozumieniu, że nie zagraża ich interesom, a wręcz przeciwnie - tłumaczy analityk PISM. - Unia trochę traci grunt pod nogami, ponieważ jej najważniejszy sojusznik, czyli USA podejmuje kontrowersyjne decyzje, zwłaszcza w sprawach dotyczących bezpieczeństwa i relacji z Rosją, które są szczególnie istotne dla Polski i Europy Środkowej oraz Wschodniej. Zresztą także dla samej Unii Europejskiej. Dużo dzieje się też w kwestiach handlowych oraz gospodarczych - wylicza dr Marcin Przychodniak. Przypomnijmy, że weszły już w życie 25-procentowe cła na import stali i aluminium do Stanów Zjednoczonych. Od 2 kwietnia mają dojść kolejne, a Unia Europejska zapowiedziała własne cła odwetowe.

Unia Europejska pozostaje sceptyczna. "To, co się dzieje, kieruje jej uwagę w stronę Chin"

- Chińczycy wiedzą, że nie jest to dobry rozwój sytuacji dla UE i po prostu niekoniecznie uważają, że muszą jeszcze dodatkowo dokładać do tego swoje własne zaangażowanie. Że muszą coś zaoferować Europie, zaproponować jakieś ustępstwa, żeby UE przychylnie spojrzała na relacje z ChRL. Uważają, że to, co się teraz dzieje, samo w sobie kieruje część unijnej uwagi w stronę Chin - opowiada dr Marcin Przychodniak.

Wiedzą, że to nie jest jakiś gwałtowny proces, który nagle doprowadzi do zwrotu w polityce Unii, więc też nie będą za bardzo wychodzić przed szereg

- dodaje.

Widać, że Unia Europejska jest świadoma trudnego położenia, w którym się znalazła. Zdecydowano bowiem, że odbędzie się dodatkowa unijna narada na temat relacji handlowych ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami. 7 kwietnia w Luksemburgu spotkają się ministrowie odpowiedzialni za handel. Z Polski będzie przedstawiciel ministerstwa rozwoju i technologii. Początkowo tego spotkania nie było w planie polskiej prezydencji. Zdecydowano się go dodać w związku z rozpoczynającą się wojną handlową Unii z USA. - Obserwacja Chin jest do pewnego stopnia trafna, ale do pewnego też nie. Problemy w relacjach unijno-chińskich nie zniknęły, a ich świadomość na pewno ma Komisja Europejska, i myślę, że część państw członkowskich także, choć obecnie – ze względu na dynamikę stosunków z USA - można by już dyskutować, które mniej, które bardziej - mówi dr Marcin Przychodniak.

Więcej o: