Amerykanie na Grenlandii: Wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance odwiedza w piątek bazę wojskową na Pituffik na Grenlandii. W planach miał także zobaczenie psich zaprzęgów, ale nie dostał na nie oficjalnego zaproszenia. Apelowano wręcz o to, by wcale nie składał wizyty ze względu na formowanie się nowych władz na wyspie. Zgodnie z warunkami umowy z 1951 r. USA mają jednak prawo odwiedzać swoją bazę, kiedy tylko chcą, pod warunkiem powiadomienia Grenlandii i Kopenhagi. Oprócz wiceprezydenta delegację amerykańską uzupełniają: jego żona Usha, doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Mike Waltz i sekretarz ds. energii Chris Wright.
Wybory nie pomyśli USA: Na "powitanie" Amerykanów na Grenlandii akurat osiągnięto polityczne porozumienie dot. koalicji rządzącej. Stworzą ją aż cztery z pięciu partii, które wejdą w skład parlamentu. Co ciekawe i symboliczne, jedyną siłą, która nie przystąpi do rządu, jest populistyczna partia Nalerak ("Punkt Orientacyjny"), wyraźnie demonstrująca chęć poszerzenia współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Szef największej partii parlamentarnej - Demokratit - Jens-Frederik Nielsen wzywał do odłożenia na bok nieporozumień i utworzenia szerokiej koalicji, która pokaże jedność w obliczu kampanii Trumpa mającej na celu aneksję półautonomicznego terytorium Danii. Teraz widzimy tego materializację. Co jednak ważne, wszystkie 5 partii w grenlandzkim parlamencie potępiły dotychczasowe deklaracje o aneksji wyspy przez Donalda Trumpa.
Emocje wokół Grenlandii rosną: Władze Grenlandii zaapelowały do rządów wszystkich państw o wstrzymanie się z przyjazdem na wyspę ze względu na trwające przekazanie władzy. Amerykanie jednak tego nie posłuchali, co premier Grenlandii Mute Egede oficjalnie potępił. - Zostali zaproszeni, a mnie ten pomysł się spodobał - przekonywał jednak prezydent USA Donald Trump, zaprzeczając jednocześnie, że wizyta jest prowokacją. Nie podał jednak szczegółów dotyczących tego zaproszenia. Emocje podgrzał także J.D. Vance, który w wywiadzie dla FOX News powiedział, że "nie obchodzi go" to, co Europejczycy myślą o pozyskaniu przez USA Grenlandii. Bardziej obchodzi go interes USA, który stawia na pierwszym miejscu.
Czym jest Pituffik? To najbardziej wysunięta na północ baza wojskowa USA i jedno z najbardziej odizolowanych miejsc na świeci. Stacjonuje w niej ok. 150 żołnierzy sił powietrznych i kosmicznych USA. Ich głównym zadaniem jest monitorowanie przestrzeni kosmicznej m.in. pod kątem śmieci pozostawionych przez wyłączone z użytku satelity, dlatego nazywa się ją "bazą kosmiczną". Co jednak ważniejsze, jest siedzibą ulepszonego radaru wczesnego ostrzegania, który może wykrywać pociski balistyczne. Ma więc strategiczne znaczenia dla Stanów Zjednoczonych. Na mocy umowy obronnej między Waszyngtonem i Kopenhagą Stany Zjednoczone posiadają na wyspie swoją bazę wojskową.
Przeczytaj też: "W teorii chodzi o wyścigi psich zaprzęgów. Po co Usha Vance leci na Grenlandię?".
Źródła: IAR, Reuters, "The Guardian"