Koncern Chiquita ogłosił zwolnienie około 5 tysięcy pracowników w swoim oddziale w Panamie w prowincji Bocas del Toro. Powód? "Nieuzasadnione opuszczenie miejsca pracy". Firma zwolniła pracowników, którzy uczestniczą w trwających od 24 dni strajkach. Gigant spożywczy szacuje, że z powodu protestów poniósł straty w wysokości co najmniej 75 milionów dolarów. Jednocześnie firma wyjaśniła, że wszyscy pracownicy objęci grupowymi zwolnieniami powinni przyjść do biura po odprawy. Koncern zatrudnia w całym kraju 6,5 tysięcy pracowników.
Pracownicy Chiquita w Panamie protestują przeciwko planowanej przez tamtejszy rząd reformie emerytalnej, która, ich zdaniem, obniży przyszłe świadczenia. Chodzi również o umowę zawartą między Panamą i USA, która zapewni amerykańskiemu wojsku dostęp do instalacji wzdłuż Kanału Panamskiego (w 1989 r. Stany Zjednoczone dokonały błyskawicznej inwazji na Panamę i kontrolowały Kanał Panamski do 1999 r.). Demonstranci w ramach sprzeciwu m.in. blokują drogi w całym kraju. W protestach uczestniczą różne związki zawodowe, ale prezydent Panamy Jose Raul Mulino uznał strajki za nielegalne. Dopiero po jego decyzji koncern Chiquita zdecydował o masowych zwolnieniach.
Decyzja o zwolnieniach nie rozwiązała problemu, ponieważ związki zawodowe w Panamie zapowiadają dalsze protesty. Sytuacja jest napięta zwłaszcza w Bocas del Toro. Rząd powiadomił w czwartek 22 maja, że rozważa wprowadzenie stanu wyjątkowego na terenie tej prowincji. Decyzja może zapaść w przyszłym tygodniu.
Czytaj również: "Gigant upadł. 'Największe bankructwo w historii'. Pracę straci 900 osób".
Źródła:La Estrella, Agencja Reutera