Podczas gdy Izrael rozszerza operację wojskową w Gazie a liczba ofiar wojny z każdym dniem rośnie, oczy całego świata są skierowane na Amerykanów, którzy szukają rozwiązania dla kryzysu w regionie. Donald Trump usiłuje rozszerzać Porozumienia Abrahama, rozwiązać problem z jemeńskimi rebeliantami Huti, jego administracja podejmuje potajemne negocjacje z Hamasem w sprawie uwolnienia przetrzymywanych zakładników. I choć - jak mówią eksperci - "polityka Trumpa nie do końca jest klarowna", to ostatnie jego działania łączy wspólny mianownik: dotyczą Izraela, ale odbywają się bez jego udziału. - Izrael jest odsunięty na bok w tym całym procesie - mówi profesor studiów żydowskich na Uniwersytecie w Amsterdamie Bart Wallet.
W połowie maja prezydent Donald Trump odwiedził Arabię Saudyjską, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie. Na trasie podróży zabrakło Izraela, chociaż to o jego interesy chodzi w Porozumieniach Abrahamowych, o których rozszerzenie na cały Bliski Wschód zabiega amerykański prezydent.
Trump jest dumny z zawartych podczas pierwszej prezydentury porozumień pokojowych. Jego celem jest zjednoczyć wszystkich sojuszników wokół paktu, którego rdzeń stanowi program ekonomiczny. Prezydent wychodzi z założenia, że kluczem do dobrobytu Bliskiego Wschodu jest ekonomia. Jest prezydentem-biznesmenem, więc wszystko traktuje jak amerykański biznes
- mówił ekspert w rozmowie z Gazeta.pl.
Korzyści płynące z członkostwa w Porozumieniach Abrahama są namacalne. Według ostatniego raportu Abraham Records Peace Instituut wymiana handlowa między Izraelem a Marokiem, Sudanem, Bahrajnem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi od 2020 roku stopniowo rosła, osiągając wartość 4 miliardów dolarów w 2023 roku, co stanowi wzrost o 16 proc. w stosunku do roku 2022. Eksperci Instytutu uznali te liczby za "niezwykłe" biorąc pod uwagę fakt, że całkowity import i eksport Izraela w 2023 roku zmalał o 14 proc. Dane z 2024 roku dowodzą zaś, że wybuch wojny z Hamasem nie miał znaczącego wpływu na wymianę handlową między członkami paktu. Przepływy handlowe między Izraelem a Marokiem w pierwszych trzech kwartałach 2024 roku wyniosły ponad 82 miliony dolarów, co stanowi wzrost o 53 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim.
Dokładnie rok temu "Le Monde" ujawniło, że za sprawą bliskiej współpracy z Izraelem Maroko stanie się największym w Afryce producentem rzadkich dronów wojskowych. Izraelska firma BlueBird Aero Systems ogłosiła uruchomienie zakładu produkcyjnego w Rabacie. Najświeższe dane wskazują zaś, że Izrael jest trzecim największym dostawcą broni dla Maroka. Do tego północnoafrykańskiego kraju trafia 11 proc. izraelskiej produkcji. Oba kraje blisko współpracują także w dziedzinie wojskowości i bezpieczeństwa.
Eksperci nie mają więc wątpliwości co do tego, że wybuch wojny w Gazie postawił Maroko, a tym samym pozostałych sygnatariuszy Porozumień w sytuacji trudnej, ale nie bez wyjścia. - Jedną z uderzających rzeczy jest to, że pomimo dużej niezgody partnerów co do wojny w Gazie, wszystkie te kraje kontynuują współpracę gospodarczą z Izraelem i utrzymują kontakty dyplomatyczne - mówi prof. Wallet.
Rozwój gospodarczy kraju okazuje się być równie ważny jak wsparcie dla niepodległościowych dążeń Palestyńczyków. W czasie gdy Donald Trump podróżował po Bliskim Wschodzie, w Rabacie trwała konferencja Globalnego Sojuszu na rzecz Wdrażania Rozwiązania Dwupaństwowego, czyli utworzenia palestyńskiego państwa. 84 kraje z Afryki, Azji, Europy i Ligi Arabskiej wypracowane na spotkaniu rekomendacje przedstawią w czerwcu w ONZ. Państwa te nadal pokładają nadzieję w polityczne rozwiązanie kryzysu izraelsko-palestyńskiego mimo, że premier Benjamin Netanjahu nie chce o tym słyszeć, a izraelski parlament przyjął uchwałę uznającą utworzenie państwa palestyńskiego za zagrożenie egzystencjalne dla Izraela.
Wróćmy do Donalda Trumpa. Amerykański prezydent, widząc skuteczność Porozumień Abrahama, zaproponował przystąpienie do nich Arabii Saudyjskiej i Syrii. - Trump dał tym krajom, dużo z tego co chciały jeśli chodzi o wsparcie polityczne i ekonomiczne bez stawiania warunku wstępnego, czyli normalizacji stosunków z Izraelem - tłumaczy prof. Wallet. Na początek prezydent nakazał wstrzymanie sankcji wobec Syrii, co wywołało entuzjazm wśród mieszkańców.
Teraz piłeczka jest po stronie Izraela - mówi ekspert. - Powodem, dla którego kraje te nie przystępują do Porozumień Abrahama, jest wojna w Gazie. Izrael musi ją zakończyć i stworzyć wiarygodną drogę do utworzenia palestyńskiego państwa, aby zagwarantować rozszerzenie Porozumień Abrahama.
Pominięcie Tel Avivu w podróży po Bliskim Wschodzie i nieuwzględnienie w negocjacjach w Hamasem czy inicjatywach dotyczących Huti, było wyraźnym sygnałem dla premiera Netanjahu.
Dla amerykańskiego prezydenta biznes jest ważniejszy niż wspieranie Izraela i upewnianie się czy Arabia Saudyjska i Syria w krótkim czasie wypracują normalne stosunki z Izraelem
- mówił prof Wallet. Premier Netanjahu musi uważniej słuchać co mówi Trump. - Jeśli będziesz to robił, to jako nagrodę dostaniesz nowych członków Porozumień Abrahama. Jeśli nie, to nie będę na ciebie zwracał uwagi - wyjaśnia profesor. I dodaje:
Interesy Izraela nie są już centralnym zagadnieniem w amerykańskich rozmowach o sytuacji w regionie.