Pociąg z Polski do w Chorwacji. Ruszyło połączenie z Warszawy do Rijeki

To ten dzień. W piątek 27 czerwca po godz. 14 ze stacji Warszawa Centralna ruszył pierwszy pociąg PKP Intercity do Rijeki w Chorwacji. Podróż pociągiem Adriatic Express ma potrwać blisko 20 godzin. "Powinniśmy rozwijać połączenia międzynarodowe, a przez lata było to zabagnione" - mówi nam m.in. Adrian Furgalski, prezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Pociąg PKP Intercity - zdjęcie ilustracyjne
Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl

Adriatic Express pokona ponad 1200-kilometrową trasę przez Czechy, Austrię i Słowenię, która zakończy się tuż nad Adriatykiem, w chorwackiej Rijece. Skład jest dość skromny, bo na razie to dwa wagony z miejscami siedzącymi i jeden sypialny. Na odcinku Warszawa-Wiedeń pasażerowie będą mieli do dyspozycji wagon restauracyjny WARS. "Od Wiednia - z uwagi na obowiązujące przepisy oraz kwestie techniczne - wagon restauracyjny nie będzie już kursował. Pasażerowie będą jednak mogli nadal skorzystać z oferty WARS dzięki obecności zespołu konduktorskiego, który umożliwi zakup ciepłych i zimnych napojów, przekąsek oraz drobnych akcesoriów podróżnych" - dodaje spółka w komunikacie. 

Zobacz wideo Tam turyści jeszcze nie latają, a warto. Nieoczywiste kierunki wakacji

Pociąg z Polski do Chorwacji. Ekspert: Potraktowałbym to jako test

Ceny biletów zaczynały się od 193 zł, miejsce w kuszetce od 301 zł. Sprzedaż biletów ruszyła 6 czerwca, PKP Intercity chwali się, że niemal wszystkie miejsca zostały wykupione. Szykuje się kolejowy hit czy kit? Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, zachowują w tym względzie ostrożność. 

- Ja bym to traktował jako test. Po tych wakacjach okaże się, czy jest zainteresowanie bardzo długim, bo 20-21-godzinnym czasem przejazdu. Jeśli okaże się, że popyt jest większy niż liczba miejsc w tych trzech wagonach, to w kolejnych latach warto będzie rozważyć zwiększenie częstotliwości kursowania, np. codziennie, a nie co drugi dzień. Albo zwiększyć liczbę wagonów - mówi Next.gazeta.pl Paweł Rydzyński, prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu. Dodaje jednak, że "w tym roku może to nie być takie proste, bo w wakacje jest bardzo duży problem z dostępnością wagonów".

Żeby dołączyć coś do Chorwacji, to prawdopodobnie trzeba odłączyć wagon kursujący np. na Hel czy do Zakopanego

- mówi Paweł Rydzyński. 

Z kolei Adrian Furgalski, prezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, dodaje, że "czy to będzie hit czy kit to zależy od tego, czego oczekujemy po hicie i kicie". - Słyszałem różnych maruderów, ale na pierwsze kursy już biletów nie ma. Trzeba pamiętać o tym, że my w tym roku jako Polacy przekroczymy w stosunku do Chorwacji liczbę 1,2 mln turystów. Zatem jest ich gdzie łowić - podkreśla. Przypomina, że pod względem turystyki do Chorwacji "jesteśmy na czwartym miejscu, po Niemcach, Słoweńcach, Austriakach". 

Trudno się dziwić, że pierwszy pociąg z Polski do Chorwacji jedzie pełny, bo jadą pewnie dziennikarze, VIP-y czy miłośnicy kolei. To tak naprawdę nie jest pociąg, tylko, kursująca co drugi dzień, grupa wagonów w ramach pociągu do Wiednia, przełączana następnie do innego pociągu

-  ocenia z kolei Paweł Rydzyński. 

Pociągiem, samolotem czy samochodem do Chorwacji?

Prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu podkreśla, że "obecnie polska kolej nie uruchamia dużej liczby pociągów międzynarodowych, nocnych, o bardzo długim czasie przejazdu". - Oferta koncentruje się bardziej na krótszych trasach, typu Berlin, Praga, Budapeszt, Wiedeń, dokąd można dojechać w 6 czy 8 godzin. I nie jest to męczące. W tym momencie raczej nie ma połączeń przez pół Europy, czas przejazdu do Chorwacji jest moim zdaniem po prostu za długi. Wydaje mi się, że z tej perspektywy istotna jest konkurencja transportu lotniczego i drogowego. Jadąc samochodem, zawsze można się np. zatrzymać i odpocząć - dodaje nasz rozmówca. 

Adrian Furgalski przypomina, że "PLL LOT właściwie każdego roku uruchamia kolejne połączenia, 30 proc. naszych rodaków leci do Chorwacji samolotem". Reszta to transport indywidualny. - Mnie by się nie chciało, bo jednak jazda samochodem tam jest męcząca, średnio 10-12 godzin, a już Dubrownik, Split, wybrzeże, 15-17 godzin. Flixbus ma olbrzymią ofertę - z 10 polskich miast 19 miast w Chorwacji. - mówi prezes zarządu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Jak dodaje, wszystko zależy od tego, kto czego oczekuje po podróży.

Jak ktoś chce szybko, ma większe pieniądze, wsiądzie w samolot. Jak kogoś nie męczy podróż samochodem, to nim pojedzie. Autokary na tej trasie są też pełne, ale jest w nich jednak mniej wygodnie niż w pociągu. Moim zdaniem teraz część z tych osób może z takich autokarów zrezygnować

- ocenia Adrian Furgalski. 

"Zabagnione" połączenia międzynarodowe. "Wagon PKP Intercity z krzaków"

Zdaniem eksperta z jednej strony pociąg do Chorwacji to skromna oferta, bo trzy wagony to nie jest dużo, ale rosnące zapotrzebowanie na ten kierunek sprawia, że "kolej absolutnie się w tym przypadku pożywi". Ja bym może nie nazwał tego hitem, bo jest nim to, że uruchamiamy jakieś połączenie zagraniczne, a powinniśmy je rozwijać.

To niestety przez lata było zabagnione. Tak samo jak wagony do tego typu połączeń. Gdybym ja miał jechać do Chorwacji, to bym chciał jechać w wagonie sypialnym, bo lubię, tylko z krzaków PKP Intercity wyciągnęło jeden wagon, bo w poprzednich latach nikt w to nie inwestował

- dodaje Adrian Furgalski.

Dodaje, że "dopiero w ubiegłym roku zamówiono dzienno-nocne wagony". - Nie było za bardzo z czego sklecić tego połączenia. Chciałbym, żeby było więcej tych wagonów, ale po prostu ich nie ma, bo dopiero nadrabiamy te zaległości. Po tym jak się te bilety sprzedają, widać, że absolutnie zapuściliśmy rozwój połączeń międzynarodowych - ocenia ekspert. 

Pociąg do Włoch? "Wzmacniałbym popularne trasy krajowe"

Nie tak dawno minister infrastruktury Dariusz Klimczak wyznał, że zastanawia się także nad uruchomieniem pociągu do Włoch i Austrii, który kursowałby tam w sezonie narciarskim. -  To jest trudne, ale ministrowie są od spraw trudnych i będę próbował utworzyć tego typu połączenie - przyznał w Radiu ZET. Spadła na niego wówczas fala krytyki, że może lepiej by było, gdyby rząd zajął się lepiej krajowym kolejowym "podwórkiem". 

- Osobiście byłbym zwolennikiem tego, że jeśli mamy wolną pulę wagonów, to ja bym wzmacniał popularne trasy krajowe. Próbując kupić bilety na najpopularniejsze trasy w kraju w szczytach przewozowych, takich jak np. weekendy, widać, że jest z tym coraz większy problem. Podaż nie do końca nadąża za popytem. Oczywiście trzeba jednak podkreślić, że te trzy czy cztery wagony do Chorwacji nie spowodują jakiejś demolki systemu. Polska kolej na tym nie straci - ocenia Paweł Rydzyński. 

Więcej o: