Od jakiegoś czasu niemieckie służby graniczne po swojej stronie prowadzą kontrole i wychwytują osoby, które nie wiadomo jak się u naszego sąsiada znalazły. Migranci często nie mają przy sobie żadnych dokumentów, więc trudno stwierdzić skąd przybyli i gdzie ich odesłać, podaje money.pl, cytując anonimowego polityka koalicji rządzącej. Niemcy do weryfikacji kierunku mają więc próbować wykorzystywać m.in. paragony. - Te osoby nie mają często przy sobie żadnych papierów, więc trudno zweryfikować, którędy tu dotarli i gdzie ich odesłać dalej. Niemcy, jako dowód ich pobytu w Polsce, wskazują np. na paragony z polskich sklepów, znalezione w ich kieszeniach podczas przeszukania. Są jednak wątpliwości, czy te paragony nie zostały im w jakiś sposób podrzucone, właśnie po to, by odesłać ich do nas - opowiada polityk.
Aby zatrzymać proceder, premier Donald Tusk zapowiedział, że od siódmego lipca przywrócone zostaną czasowe kontrole na granicach z Niemcami i Litwą. Czemu także z Litwą? Otóż istnieje przypuszczenie, że migranci do Polski dostają się właśnie z tego kraju, bo granica polsko-białoruska jest dziś dobrze strzeżona. - Trafią na granicę z Niemcami, gdzie są kontrole. A tam, nie mając dokumentów, są zawracani do nas. I potem to my mamy problem, bo trzeba dochodzić, czy przekroczyli granicę z UE w Polsce, czy na Litwie - przyznaje anonimowy inny polityk. - Pasztet dla nas jest taki, że przez naszą granicę np. z Litwą migranci przechodzą bezproblemowo, a na granicy z Niemcami się odbijają - dodaje drugi.
Litewscy pogranicznicy w pierwszej połowie roku zatrzymali 352 takie osoby. To ponad dwa razy więcej niż w tym samym czasie przed rokiem. To prawdopodobnie efekt tzw. migracji wtórnej - nielegalnych migrantów, którzy zostali ujęci na terytorium Litwy lub Polski, ale wcześniej przekroczyli granicę białorusko-łotewską. Na prośbę władz w Rydze do Łotwy wysłani zostali też litewscy funkcjonariusze policji i pogranicznicy, aby pomóc Łotyszom na przejściach z Białorusią. Wiosną podobną pomoc zapewniła też Estonia. Litewscy politycy są świadomi, że dla migrantów Litwa nie jest docelowym krajem podróży. Większość z nich próbuje przedostać się do krajów Europy Zachodniej.
Kontrole, które ruszą w poniedziałek, to dopiero początek. W piątek (4 lipca) ma odbyć się spotkanie liderów koalicji, którego głównym tematem ma być migracja. Być może rząd zaplanuje jakąś medialną akcję zawracania migrantów, by pokazać, że działa i jest skuteczny. Oprócz tego ma znaleźć rozwiązanie na samozwańcze patrole zorganizowane przez polską skrajną prawicę na granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej. "Wszystkie przypadki znieważania funkcjonariuszy, utrudniania im czynności i podszywania się pod nich z ostatnich dni zostały udokumentowane i przekazane do prokuratury, która wszczęła postępowania. Polskie Państwo nie będzie tolerowało samowoli i zastraszania" - zapowiedział już minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak. Członkowie tych samozwańczych grup nie mają bowiem prawa nikogo zatrzymywać.
Przeczytaj też: Donald Trump otworzy ośrodek dla migrantów. Otaczają go aligatory i pytony. "Odstraszą od ucieczki".
Źródła: money.pl, IAR