Nawet 1 000 osób zatrudnionych w platformie do rezerwacji Booking.com straci pracę. O planach redukcji zatrudnienia informowano już w listopadzie 2024 r., ale dopiero teraz ujawniono jej skalę. Rzecznik prasowy firmy przekazał holenderskim mediom, że "spółka jest w trakcie procesu", przez co ostateczna liczba zwolnionych może się delikatnie różnić. Ponad 200 osób straci pracę w Amsterdamie, gdzie zatrudnionych jest aż 7 tys. osób. W sumie Booking.com zatrudnia 13 tys. osób na całym świecie. W Polsce dla firmy pracuje mniej niż 100 pracowników. Szczegóły dotyczące zwolnień zostaną podane w najbliższych tygodniach.
- Nie chcemy już tak wielu poziomów w organizacji. Nasi pracownicy zarządzają pracą innych menedżerów. W firmie było za dużo biurokracji - tłumaczy rzecznik prasowy. Firma chce skupić się na innowacjach i efektywności. Co warte podkreślenia, zwolnienia nie są związane z sytuacją finansową firmy, bo ta wygląda dobrze. Booking.com w zeszłym roku zwiększył zysk o 37 proc. do 5,9 miliarda dolarów. W górę poszły również przychody firmy.
Booking.com ma jednak inne problemy. Holenderskie Stowarzyszenie Konsumentów pozywa portal za manipulowanie cenami, ograniczanie konkurencji i wprowadzanie klientów w błąd. W ciągu kilku dni do pozwu zbiorowego dołączyło 130 tysięcy osób, które liczą na otrzymanie odszkodowania. Stowarzyszenie Konsumentów twierdzi, że Booking.com od 2013 roku stosuje tzw. "black patterns" czyli techniki manipulacji, które wpływają na decyzje konsumentów. Oferuje fałszywe zniżki, wymyślone niedobory czy niekompletne ceny, przez co klienci płacą dużo więcej za pokoje hotelowe. Hotele, z którymi Booking.com zawiera umowy, nie mogą oferować konkurencyjnych cen. Dlatego Stowarzyszenie chce, aby ta największa platforma turystyczna na świecie zaprzestała swoich praktyk i wypłaciła konsumentom odszkodowania. Według wstępnych obliczeń szkody wynoszą miliard euro.
Przeczytaj też: "Przez lata w branży było eldorado, teraz coś pękło. Liczba ofert pracy runęła i dalej spada".
Źródła: IAR, NU.nl