Zapewne każdy zna powiedzenie, że pierwszy milion trzeba ukraść. A co z pierwszym miliardem? Historia Isabel dos Santos pokazuje, że również w przypadku miliarderów i miliarderek to stwierdzenie bywa prawdą. Często dzięki pieniądzom bogacze zyskują wpływy polityczne, ale w tym przypadku było na odwrót. Jej ojciec bowiem to zmarły już były prezydent Angoli, Jose Eduardo dos Santos, który rządził krajem przez prawie 40 lat, od 1979 do 2017 roku. To jego wpływy polityczne sprawiły, że Dos Santos w wieku 40 lat stała się pierwszą i jedyną miliarderką w Afryce.
Isabel dos Santos to wręcz podręcznikowy przykład przyczyn, dla których ukuto hasło "feminizm socjalny, a nie liberalny". Feministki z nurtu socjalistek uważają, że celem walki o równouprawnienie nie jest zrównanie praw kobiet i mężczyzn do wyzysku innych ludzi. Chodzi raczej o to, by nikt nie był wyzyskiwany. Dos Santos, najbogatsza kobieta Afryki, której majątek w szczytowym momencie wyceniano na 3 miliardy dolarów, zdecydowanie nie przyswoiła tej lekcji.
Jej majątek ujawnił "Forbes". Angola początkowo próbowała przedstawić wzbogacenie się dos Santos w pozytywnym świetle, jako powód do dumy narodowej i dowód na sukces kraju. Dos Santos zresztą sama kreuje się na osobę, która wszystkiego dorobiła się sama. Dziennikarze gazety przez cały rok śledzili jednak jej drogę do bogactwa, analizowali dokumenty i rozmawiali z dziesiątkami osób. "O ile nam wiadomo, każda duża angolska inwestycja dos Santos wynikała albo z przejęcia części udziałów w firmie, która chciała prowadzić interesy w tym kraju, albo z decyzji prezydenta, który włączał swoją córkę do akcji. Jej historia to rzadki wgląd w tę samą, tragiczną narrację kleptokratyczną, która dominuje w krajach bogatych w zasoby naturalne na całym świecie" - czytamy w artykule "Forbesa" z 2013 roku.
Isabel dos Santos już będąc dzieckiem zyskała przydomek "Księżniczka". Jej rodzina żyła, jak przystało na dyktatora, dość wystawnie i potrafiła ściągać choinki z Nowego Jorku czy szampana za 500 tys. dolarów z Lizbony. Z czasem Isabel stała się dla swojego ojca "słupem", niezawodnym sposobem wyciągania pieniędzy z kraju. W ten sposób mógł on zachowywać pozorny dystans od kontrowersji. - Nie ma wątpliwości, że to jej ojciec wygenerował taką fortunę - mówił "Forbesowi" były premier Angoli Marcolini Moco. Rodzina zbywała te zarzuty jako "absurdalne i bezpodstawne".
Zanim jednak przejdziemy do tego, w jaki sposób wzbogaciła się dos Santos, warto opisać jedną z najbardziej nieludzkich kontrowersji, którą można z nią powiązać. Chodzi o rewitalizację Luandy, której miliarderka - jak twierdzi - już nie poznawała. - Chcę zobaczyć, jak ludzie w Afryce przechodzą z od życia w mieszkaniach do domów - mówiła. Marzyły się jej szerokie aleje, otwarte zielone przestrzenie i rozległa linia brzegowa usiana apartamentowcami. W 2013 roku omawiała swoje plany z holenderskim gigantem nieruchomości Van Oord Dredging & Marine Contractors BV. W planach była sztuczna wyspa, nowa plaża, port rybacki i droga wzdłuż nabrzeża.
Gdy wyceniany na 1,3 mld dolarów projekt wyszedł na jaw, Dos Santos utrzymywała, że zakładano rekultywację terenu i użycie pogłębiarek, tak by wszystko, co zaplanowała, powstało na terenie odzyskanym z morza, co oznaczałoby brak konieczności relokacji mieszkańców. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Mapy, które wyciekły w aferze Luanda Leaks (o czym dalej), zakładały rewitalizację na terenie liczącej pół wieku społeczności rybackiej oraz tam, gdzie znajdowały się najlepsze plaże stolicy Angoli. To tzw. Areia Branca, po portugalsku Białe Piaski, gdzie mieszkało 3 tys. rodzin. Podobne plany na tym terenie różne firmy tworzyły od 2009 roku, ale dopiero dos Santos uzyskała od swojego ojca zgodę na budowę.
W jedną z sobót lipca 2013 roku, jeszcze przed świtem, żołnierze, policja oraz członkowie prezydenckiej straży weszli do Areia Branca. Mieszkańców eksmitowano, a buldożery rozpoczęły niszczenie stojących tam domów. Szybko cały rejon zrównano z ziemią. - Nie było niczego: żadnego ostrzeżenia, żadnego powiadomienia, niczego - wspominała w wywiadzie dla Trouw Talitha Miguel, 41-letnia nauczycielka. - To było jak masakra - dodała. Ostatecznie projekt został zarzucony.
Isabel dos Santos swoje poważne pierwsze kroki w biznesie stawiała jako partnerka w lokalu Miami Beach, w stolicy Angoli, Luandzie (sama jednak twierdzi, że jej duch przedsiębiorcy ujawnił się, gdy miała 6 lat i sprzedawała kurze jaja by zarobić na cukierki). Gdy miała 24 lata, zatrudnił ją Rui Barata, który miał problemy z lokalnym sanepidem i skarbówką, a które to urzędy nazwisko Isabel miało trzymać od niego z daleka. Choć jej wkład finansowy w lokal był raczej niewielki, dos Santos mogła wyciągnąć z tego lekcję, że prestiżowe nazwisko otwiera wiele drzwi. BBC opowiadała jednak, że jest osobą, która "wstaje z samego rana, bardzo wcześnie i nie boi się ubrudzić rąk, pracując w terenie". - Buduję rzeczy, noszę pudła z moim personelem, a jeśli trzeba postawić je na półkę w supermarkecie, będę to robić - mówiła.
W rzeczywistości klan Dos Santosów wzbogacił się dzięki sytuacji politycznej w Angoli. Po ponad dekadzie "socjalistycznej" polityki w 1992 roku w kraju znów wybuchła wojna domowa. Gdy pod koniec milenium dobiegała końca, prezydent dos Santos postanowił przejść na agresywną grabieżczą gospodarkę kapitalistyczną w myśl zasady "bierz, co się da". PKB Angoli zaczęło gwałtownie rosnąć dzięki dochodom z ropy, ale obywatele nie odczuli tego na własnej skórze. Ponad 70 proc. z nich żyło wówczas w ubóstwie. Tylko w latach 2007-2019 z budżetu zniknęły 32 miliardy dolarów dochodów z ropy naftowej.
W 1999 roku prezydent Jose Eduardo dos Santos próbował rozkręcić w kraju wydobycie diamentów. Zaprosił do tego wspólników z Izraela i Rosji, którzy mieli oferować kontrakty i specjalistyczną wiedzę. Zawiązano spółkę Ascorp z trzema głównymi udziałowcami. 51 proc. akcji miała zachować Angola, a po 24,5 proc. mieli dostać zagraniczni partnerzy oraz… Isabel dos Santos, która nabyła udziały przez spółkę inwestycyjną z Gibraltaru, a którą założyła razem z matką. Spółka powstała i przynosiła udziałowcom miliony dolarów miesięcznie z dywidendy. Ascorp przeszło całkowicie w ręce matki, gdy w pierwszej dekadzie XXI wieku sektor krwawych diamentów zaczął podlegać ścisłej międzynarodowej kontroli. Isabel dos Santos pozostawała wówczas jedyną spadkobierczynią majątku swojej rodzicielki.
W 1999 roku, gdy dos Santos miała 26 lat, ojciec pozwolił jej wejść w rynek telekomunikacyjny. Nabyła 25 procent udziałów w firmie Unitel, które w 2013 roku były warte co najmniej miliard dolarów. Na tej samej zasadzie prezydent Angoli wkręcił córkę do sektora bankowego. Ze wspólnikami otworzyli Banco Internacional de Credito, który dorobił się pożyczając pieniądze… Angoli. Partnerem klanu dos Santosów został wówczas portugalski miliarder Americo Amori. Odegrał on kluczową rolę we wprowadzeniu Isabel dos Santos do branży naftowej, za pośrednictwem angolskiej państwowej firmy naftowej Sonangol (której przez kilka miesięcy 2016 roku dos Santos przewodziła). Użyto do tego różnych spółek zależnych i pośredników. Podobnie było przy wejściu w produkcję cementu w Angoli.
Siedem lat po opisaniu przez Forbesa postaci Isabel dos Santos dziennikarze otrzymali dostęp do ponad 700 tys. dokumentów na temat jej finansowego imperium. Aferę ochrzczono jako "Luanda Leaks". Wyciek potwierdzał, że dos Santos zbudowała fortunę na angolskich środkach publicznych. Wówczas powiązano ją z co najmniej 400 firmami i spółkami fasadowymi, z których wiele było zarejestrowanych w rajach podatkowych i służyło do wyprowadzania publicznych pieniędzy z Angoli.
W 2024 roku Wielka Brytania zdecydowała się nałożyć na dos Santos sankcje. W oświadczeniu czytamy, że miliarderka "systematycznie nadużywała swojej pozycji w spółkach państwowych i zdefraudowała co najmniej 442 mln euro, pozbawiając Angoli środków tak bardzo potrzebnych jej rozwojowi". Ironią losu jest, że takie oświadczenie wydało największe imperium kolonialne w historii (choć akurat Angolę grabili Portugalczycy). Dos Santos twierdzi, że sankcje ją zaskoczyły, bo nie została uznana winną "korupcji przed żadnym sądem i w żadnym kraju". Tyle że miliarderka sama nigdy nie była sądzona, choć zapewnia, że jest gotowa się bronić.
Były to kolejne sankcje nałożone na dos Santos przez Brytyjczyków. Poprzednie, z 2023 roku, były konsekwencją niespłacania długów przez miliarderkę i przekazywania nienależnych pożyczek jej holenderskiej firmie Unitel International Holdings. Sankcjami objęły ją też Stany Zjednoczone, Portugalia oraz Angola. Jej zdaniem wszystko to było wynikiem politycznej rozgrywki prezydenta Angoli Joao Lourenco.
Pogłębianie nierówności społecznych i drenaż ubogiego społeczeństwa Angoli odbywał się poprzez reżim dos Santosa, określany jako autorytarny, w którym tłumiono protesty i prześladowano dziennikarzy i aktywistów. - Łamanie praw człowieka stało się państwową polityką i idealnie obrazowało hipokryzję kreującego się na socjalistycznego dyktatora, który mówi jedno, a robi drugie - mówił po śmierci ojca Isabel Thor Halvorssen, dyrektor generalny Fundacji Praw Człowieka. Dos Santos podczas swoich rządów manipulował prawem i to, co gdzie indziej było nielegalne, w Angoli za sprawą jednego podpisu stawało się całkowicie zgodne z prawem. Wszystko to oczywiście za sprawą szalejących w kraju korupcji i nepotyzmu.